W sklepie BlackBerry jest ponad 120 tys aplikacji. Połowa to śmieci, za które odpowiada dwóch “programistów”

News/Sprzęt 21.08.2013
W sklepie BlackBerry jest ponad 120 tys aplikacji. Połowa to śmieci, za które odpowiada dwóch “programistów”

W sklepie BlackBerry jest ponad 120 tys aplikacji. Połowa to śmieci, za które odpowiada dwóch “programistów”

CEO BlackBerry Thorsten Heins chwalił się już w maju tym, jak bardzo chętnie deweloperzy piszą programy na ich system. Imponujące ma być to, że w sklepie jest już ponad 120 tysięcy aplikacji. Tylko jak się przyjrzeć to okaże się, że mimo dużego wsparcia dla twórców sytuacja pod względem ilości i jakości aplikacji BlackBerry World wygląda po prostu słabo.

Na rynku smartfonów ostały się dwie potęgi: Google, które zalewa świat urządzeniami działającymi pod kontrolą Androida oraz Apple ze swoim iPhone’m. Firmy, które kilka lat temu święciły sukcesy, dziś są praktycznie martwe. To prawda, Nokia ze swoim Windows Phone powoli podnosi się z kolan, ale przed Finami jeszcze długa droga. Gorzej widzie się Kanadyjczykom. Dawny RIM, dzisiaj nazywany po prostu BlackBerry, nie miał wsparcia z zewnątrz jak Nokia w postaci giganta z Redmond i po prostu nie dał rady powrócić na szczyt, a przewrócił się już na początku drogi.

BlackBerry 10 to niewypał

Złą passę RIM miała odmienić premiera nowej wersji systemu i nowych urządzeń. Sam zresztą chciałem wierzyć w to, że firma odniesie sukces. Po obejrzeniu jeszcze przed premierą wersji demonstracyjnej oprogramowania na urządzeniu deweloperskim byłem mile zaskoczony. Sprawdzona formuła, obsługa za pomocą gestów i świeże podejście do kwestii powiadomień w postaci BlackBerry Hub wydawały się dobrymi pomysłami. Tylko prezentacja obnażyła to, że firmie brak pomysłów i środków na popularyzację systemu.

BlackBerry Jam Europe  2_wynik

Największą bolączką BlackBerry jest to, że system działał z początku tylko na modelach: Q10 i Z10. To zaledwie dwa urządzenia z górnej półki cenowej (i średniej pod względem zastosowanych podzespołów). Zaprezentowane zostały na początku roku i dopiero w maju pokazał się Q5 – ale nawet jego premiera przeszła tak bez echa, że dowiedziałem się o nim dziś. Słabszego i tańszego urządzenia potrzeba w ofercie, co jak widać rozumie Mozilla wypuszczając smartfon taki jak Alcatel Fire z Firefox OS – tylko w przypadku BlackBerry jak widać zabrakło promocji.

Owszem, Apple ma też tylko jeden telefon, też z górnej półki – ale umówmy się, iPhone zbudował niemal samodzielnie dzisiejszy rynek smartfonów – a BlackBerry wchodzi na niego z ponownie z nową wersją oprogramowania z pięcioletnim poślizgiem. Jednocześnie firma boryka się z problemami finansowymi. A zamiast wypuścić budżetowe urządzenie z nowym systemem wprowadza do produkcji telefon, który bazuje na jego poprzedniej wersji. I jak to ma kogokolwiek zachęcić do zainteresowania się tą platformą?

Deweloperze, chodź do nas! Dostaniesz stówkę za fatygę

BlackBerry może i się wyłożyło na premierze, ale przed nią pamiętali przynajmniej o jednej ważnej rzeczy: system mobilny nie jest w stanie istnieć bez ekosystemu aplikacji. Realizowali w ramach tego różne programy wsparcia dla deweloperów, zachęcając ich do pisania aplikacji na ten system. Rozsyłane były deweloperskie wersje telefonów, a za każdy program BlackBerry przyznaje bonus w wysokości 100 dolarów. To się chwali i było dobrym pomysłem na szybkie poszerzenie katalogu. W praktyce jednak okazało się, że wyniki są mniej niż zadowalające.

blackberry rim

CEO mówi dumnie “mamy 120 tysięcy aplikacji!” – tylko okazuje się, że nie ma czym się chwalić, bo ponad połowę umieściły w sklepie zaledwie… dwie osoby. No, a przynajmniej wrzucone zostały z dwóch różnych kont do sklepu, bo ile osób nad nimi pracowało tak naprawdę nie wiadomo. Nie jest możliwe, żeby jedna osoba pisała 200 aplikacji dziennie, a takie tempo musiałby mieć rekordzista w BlackBerry World, o którym pisze serwis berryreview.com.

Najbardziej aktywny “deweloper” umieścił w sklepie aż 47 tysięcy programów… a raczej “programów”, bo są to w większości proste do bólu przewodniki po miastach lub np. pojedyncze audiobooki zamknięte w ramach “aplikacji”. Może kogoś do tego wynajął, a może proces zautomatyzował – nie wiadomo. Ale co najciekawsze, na dobrą sprawę nie ma powodów, aby te – nie bójmy się użyć tego słowa – śmieci ze sklepu usunąć, bo spełniają wymagania aplikacji. Jeśli za każdą z nich właściciel konta S4BB dostał te obiecane sto dolców, to nietrudno chyba policzyć, że zrobił interes życia.

Aplikacja aplikacji nierówna

Następny w rankingu popularności deweloper umieścił w sklepie już znacznie mniej, bo “zaledwie” 17 tysięcy programów, które głównie pobierają ze stron internetowych RSS-y. Wygląda na to, że w każdym takim programie zmodyfikował adres z którego pobierane są źródła, zmienił nazwę, wrzucił do sklepu i bach, kolejna stówka w kieszeni – jeśli pieniądze były faktycznie wypłacone. Jeśli tak, to albo szefostwo BlackBerry liczy na to, że klientom wystarczą cyferki zamiast aplikacji, albo dali się deweloperom ładnie oskubać – innego wyjaśnienia nie widzę.

blackberry q10

Skoro połowa ze 120 tysięcy aplikacji to zwykłe śmieci od dwóch deweloperów, to w rezultacie nic dziwnego, że w katalogu ciężko cokolwiek znaleźć. Najwidoczniej dobrych po prostu tam nie ma. Skoro crapware w takiej ilości do BlackBerry World trafił wyłącznie z dwóch kont, to ile innych osób nie jest zainteresowane platformą, a tylko połasiło się na te sto dolarów i wrzuciło ze swojego konta tego typu aplikacji po 50, 100 czy 200 sztuk? Mniemam, że całkiem sporo.

Ilość, nie jakość?

Tutaj ktoś może na obronę BlackBerry powiedzieć: “ej, ale Microsoft robi to samo!”. Racja, gigant z Redmond też zachęca gratyfikacjami finansowymi do pisania programów, ale robi to po prostu ze znacznie lepszym skutkiem. Jak wiecie, sam nie jestem fanem systemu Windows Phone, a prywatnie uważam go za system oferujący znacznie mniej niż Android i iOS – ale nawet ja widzę, że na mobilne okienka i kafelki jest już sporo naprawdę niezłego softu. Jeśli na BlackBerry mnóstwo dobrego oprogramowania jest, to musi bardzo dobrze się chować, bo szybka rundka po sklepie pokazuje, że naprawdę nie ma w czym wybierać.

Zresztą widać to nie tylko w oficjalnym markecie BlackBerry. Przeglądając sieć i sprawdzając co i rusz nowe webowe usługi jestem stale atakowany przez banery i pop-upy “hey you, please, try our mobile app!”. Praktycznie zawsze znajdzie się tam link do App Store, najczęściej drugi prowadzi do sklepu Google Play. Coraz częściej trafiam też nawet na odnośniki do Windows Marketplace. Jednocześnie linków BlackBerry World ze świecą szukać – więc może i są w tym ichnim sklepie pojedyncze perełki, ale co z tego, jeśli nie ma szans na BlackBerry na obsługę naprawdę podstawowych serwisów?

Nie jakość, a wsparcie!

Chciałem zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Wielokrotnie słychać głosy o ilości aplikacji jako wyznaczniku tego, czy dany system ma potencjał zawalczyć na rynku, czy nie. Zgodzicie się ze mną, że to oczywiście bzdura, a takie “ilościowe rozumowanie” jest strasznie płytkie. Ale moim zdaniem najważniejsza nie jest też nawet jakość aplikacji, tak często stawiana w opozycji do ilości. Moim zdaniem w przypadku systemów mobilnych jest jeszcze jedna, znacznie istotniejsza kwestia. Chodzi – o czym zapomina wiele osób – o wsparcie deweloperów już po fakcie wypuszczeniu aplikacji do sklepu.

blackberry 10

Usługi i serwisy zmieniają się jak w kalejdoskopie, stale są dodawane nowe funkcje, stare się modyfikuje. Nie ma możliwości, aby jeden raz zakodować mobilną aplikację, a następnie porzucić. Programista musi współpracować cały czas z firmą, a to przecież nie jest tanie. Takiej pracy już żaden deweloper “za stówkę” nie wyceni, a firmom nie opłaca się ciągle łożyć na wsparcie dla systemu, w który nie wierzy nawet sam producent. Spójrzmy prawdzie w oczy: kto zapłaci godziwe pieniądze deweloperom za stworzenie oraz wsparcie aplikacji, skoro trafi ona wyłącznie na dwa mało popularne modele telefonów?

To po prostu nieopłacalne. A jeśli deweloperzy nawet będą tworzyć jednorazowo takie aplikacje, a nie będą oferowali wsparcia i aktualizacji, to użytkownicy też nie będą mieli powodu, żeby wybrać BlackBerry. Dlatego też jestem sceptycznie nastawiony do pomysłu portowania aplikacji z Androida, jeśli trzeba by było powtarzać taki port przy każdej aktualizacji. Zaraz okaże się, że na BlackBerry są te same aplikacje co na Androidzie, tylko w wersji o kilka numerków niższej. I w sumie na to się teraz zanosi. A jak tak o tym myślę, to nie wiem co jeszcze BlackBerry może zrobić, żeby się z dołka wygrzebać.

Jak widać chwalenie się tym “komu szybciej rośnie” efektów nie przynosi.

Zdjęcie Cell phone keyboard close up pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji