Domena amatora? Wcale nie! 6 powodów by polubić Live View

Artykuł/Foto 14.08.2013
Domena amatora? Wcale nie! 6 powodów by polubić Live View

Domena amatora? Wcale nie! 6 powodów by polubić Live View

Wszystkie, nowoczesne lustrzanki, obok kadrowania poprzez wizjer, oferują także podgląd kadru na tylnym ekranie, czyli tryb Live View. Dla osób, które przesiadają się na lustrzankę prosto z aparatu kompaktowego lub smartfona, kadrowanie na ekranie jest czymś naturalnym. Problem z Live View mają osoby, które zjadły zęby na fotografii i pamiętają jeszcze czasy analoga. Dla nich jedyną słuszną opcją jest wizjer. Dziś udowodnię, że te dwie szkoły mogą się czegoś od siebie nauczyć. Live View wcale nie musi być domeną amatorów!

Na początek warto wyjaśnić na czym polega kadrowanie poprzez Live View. Obraz na tylnym ekranie to nic innego, jak pokazany odczyt z matrycy aparatu. Oglądamy dokładnie taki sam obraz, jaki zostanie zapisany na zdjęciu. Wszystko, począwszy od kadru, poprzez balans bieli, głębię ostrości, jasność, aż po zastosowany styl kreatywny, będzie takie samo. Nie ma tu mowy o niespodziankach – na ekranie wyświetla się nawet szum generowany przez matrycę.

Nieco inaczej wygląda to w przypadku kadrowania przez wizjer optyczny. Obraz w wizjerze przede wszystkim jest w 100 procentach analogowy – patrzymy poprzez obiektyw. Nie widzimy zatem ani szumów matrycy, ani zmian balansu bieli, ani zmian jasności, ani żadnych innych nastaw, jakie wprowadziliśmy w korpusie lustrzanki. Obraz w wizjerze jest za to całkowicie wolny od jakichkolwiek lagów i zakłóceń. Ma też jedną, ogromną zaletę – nie wyczerpuje baterii aparatu nawet o miliamperogodzinę.

Oba rozwiązania mają swoje plusy i minusy, ale Live View jest często krytykowany przez bardziej doświadczonych użytkowników. Kojarzony jest on z amatorstwem i często jest określany mianem „zombie mode”, co wzięło się od trzymania lustrzanki na wyciągniętych do przodu rękach. To stereotypowe myślenie odbija się na wszystkich „profesjonalistach”, którzy bez Live View naprawdę dużo tracą.

A co konkretnie?

1. Precyzyjne ustawianie ostrości z obiektywem manualnym

Live View daje możliwość przybliżania wybranego fragmentu obrazu, co jest nieocenioną pomocą przy ustawianiu ostrości z manualnym obiektywem. Na aukcjach bez problemu można kupić stare szkła (np. od Zenitha), które kuszą niską ceną i dobrymi parametrami, ale odstraszają brakiem autofocusu. Zdarzają się też nowoczesne konstrukcje bez wbudowanego AF, jak choćby testowane ostatnio przez mnie Samyangi 35 mm i 85 mm.

Samyang-85mm-01

Ustawianie ostrości w wizjerze jest bardzo trudne. Często mamy co prawda wbudowane pomoce (typu kropka pojawiająca się w momencie, gdy ostrość ustawiona jest idealnie), ale rozwiązania te wymagają sporo wprawy. Ostrzenie na Live View jest za to banalnie proste. Powiększamy fragment, na którym chcemy złapać ostrość, po czym precyzyjnie ustawiamy pierścień ostrości. Nie ma mowy o pomyłce.

Ba, Live View może pomóc nawet w obiektywach z wbudowanym AF. W jasnych stałkach często występują błędy typu back- lub frontfocus (ostrość jest permanentnie ustawiana za lub przed wybranym obiektem). Podczas ostrzenia na Live View te problemy nie występują, gdyż LV do ustawiania ostrości wykorzystuje detekcję kontrastu, a nie detekcję fazy, która odpowiedzialna jest za ewentualne błędy. Ostrość ustawiana jest wolniej, ale za to perfekcyjnie.

2. Dodatkowe informacje wyświetlane w czasie rzeczywistym

Jako że Live View to obraz całkowicie cyfrowy, nie ma problemu, żeby wyświetlić na nim dodatkowe warstwy z potrzebnymi informacjami. Na podglądzie zdjęcia można zatem obejrzeć histogram na żywo, który pokaże poziomy jasności, lub wirtualny horyzont, dzięki któremu piony będą pionowe. Można włączyć dowolną siatkę podziału, np. pokazującą linie trójpodziału i mocne punkty zdjęcia. Można nawet włączyć podświetlenie idealnie ostrych obszarów kadru.

Wirtuany horyzont w Nikonie D7000
Wirtuany horyzont w Nikonie D7000

Przykłady można podawać bez końca. Wszystko zależy od fantazji programistów i od możliwości softu aparatu. Każdy producent ma swój własny „killer ficzer”, ale większość najpotrzebniejszych narzędzi znajdziemy w aparacie każdej marki. Im nowsza lustrzanka, tym więcej „ficzerów”.

3. Rzeczywisty podgląd głębi ostrości (bo f/1.4 to wcale nie jest f/2.8)

Nie wszyscy zdaja sobie sprawę z tego, że podgląd głębi ostrości w wizjerze jest mocno upośledzony. Wizjer pokazuje domyślnie głębię ostrości dla przysłony f/2.8 (lub innej najmniejszej, gdy obiektyw nie ma przysłony f/2.8). Kiedy przymkniemy obiektyw do wartości większej, np. f/8, nie zobaczymy tej zmiany w wizjerze, ale nie jest to duży problem. Gdzieś na korpusie lustrzanki na pewno jest przycisk podglądu głębi ostrości, który przymyka przysłonę i dzięki temu widzimy faktyczny rozkład GO.

Problem pojawia się, gdy mamy szkło jaśniejsze od f/2.8, przykładowo f/1.4. W wizjerze nie mamy możliwości zobaczenia rozkładu GO dla takiej przysłony, nawet po naciśnięciu przycisku podglądu głębi ostrości. Podgląd zatrzymuje się na f/2.8 i tej wartości nie przekroczy. Jest to duży problem np. w portrecie. Przypuśćmy, że robimy ujęcie z półprofilu na f/1.4. W wizjerze (na f/2.8) widzimy, że mamy ostrość na całej twarzy. Wykonujemy zdjęcie (de facto na f/1.4) i okazuje się, że –niespodzianka! – jedno oko wypadło już z głębi ostrości i jest całkowicie nieostre. Zdjęcie nadaje się do kosza.

Na LV takich problemów nie ma, bo widzimy dokładnie to samo, co matryca. Oglądamy realny obraz, niezależnie czy ustawimy przysłonę f/1.4 czy f/22.

4. Podgląd balansu bieli i stylu obrazowania

Ile już razy okazało się, że lustrzanka nie poradziła sobie z balansem bieli? Żółte zdjęcia z wnętrz oświetlonych żarówkami? Denerwujący niebieski kolor, bo zapomnieliśmy przestawić balans bieli ze światła żarowego na słoneczne? Nieoczekiwane zmiany koloru, bo matryca nie poradziła sobie z mieszanym źródłem światła?

Pół biedy, jeśli fotografowaliśmy w RAW, poprawimy to na komputerze. Gorzej, jeśli wybraliśmy JPG, zdjęcie nadaje się już tylko do konwersji na czerń i biel.

Takich problemów nie ma na Live View. Wszystkie niedociągnięcia kolorystyczne widzimy od razu i możemy je na bieżąco korygować, jeszcze przed zrobieniem pierwszego zdjęcia.

5. Idealnie precyzyjne kadrowanie

Wizjery lustrzanek nie oferują podglądu całego kadru. Jest blisko, bo to jakieś 96%, ale to jednak nie jest pełny kadr. Dopiero najnowsze, profesjonalne lustrzanki mają podgląd 100% kadru. Ktoś powie – przecież te 4% to żaden problem. Fotograf architektury, dla którego kadr jest wszystkim, pewnie się z tym nie zgodzi.

Architektura

Live View pokazuje pełne 100% kadru, więc nie ma problemu, żeby ustawić kadr całkowicie idealnie. Można umieścić interesujący element w samym rogu zdjęcia i będziemy mieć pewność, że nie zostanie on ucięty. W fotografii architektury, gdzie kadry opierają się na graficznych liniach i idealnej kompozycji, widoczność całego kadru jest bezcenna.

6. Możliwość robienia zdjęcie z nietypowej pozycji

Na koniec została oczywista, ale chyba najważniejsza zaleta. Chcemy zrobić zdjęcie na koncercie, nad głowami widzów? Bez Live View celujemy na ślepo. Chcemy pokazać nietypowy kadr z żabiej perspektywy? Mamy do wyboru położenie się na ziemi, lub kadrowanie na oślep.

Kiedy mamy możliwość skorzystania z Live View te problemy nie występują. Ekran lustrzanki ma bardzo szerokie kąty widzenia i nie ma problemu, żeby precyzyjnie wykadrować obraz nawet w najdziwniejszych pozycjach.

Podsumowując: nie taki Live View amatorski, jakim go malują. Jak widać, profesjonaliści mogą tu znaleźć wiele przydatnych funkcji, o których ani oni, ani mniej zaawansowani użytkownicy być może nie mieli pojęcia.

Zdjęcia: Vacations at swimming pool in Greece with the camera i underside panoramic and perspective view to steel blue glass  pochodzą z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji