Tak, szpiegują na ogromną skalę. Tak, wszyscy łącznie z Unią Europejską powinniśmy być wściekli

News/Oprogramowanie 01.07.2013
Tak, szpiegują na ogromną skalę. Tak, wszyscy łącznie z Unią Europejską powinniśmy być wściekli

Tak, szpiegują na ogromną skalę. Tak, wszyscy łącznie z Unią Europejską powinniśmy być wściekli

The Washingon Post opublikował nowe slajdy pokazujące, w jaki sposób amerykańskie służby bezpieczeństwa szpiegują nas, zagranicznych obywateli za pośrednictwem międzynarodowych firm. Ale spokojnie, nie tylko my jesteśmy szpiegowani. Według dokumentów z 2010 roku szpiegowanie odbywa się także w ambasadach Unii Europejskiej i nie tylko. Jak szpiegować, to z rozmachem!

Nowe slajdy dementują informacje z początku czerwca o tym, że NSA i agencje Stanów Rządowych mają bezpośredni dostęp do serwerów firm takich, jak Google, Apple, Microsoft, Yahoo czy Facebooka. Nie mają – pracownik NSA musi dostarczyć formularz z wnioskiem o udostępnienie danych, który w 51% musi udowadniać, że cel ma zagraniczne obywatelstwo i przebywa za granicą. Wniosek jest następnie przetwarzany, sprawdzany przez przełożonych i kolejne departamenty. I choć NSA nie ma bezpośredniego dostępu do serwerów, to firmy i tak szeroko udostępniają dane.

prism-slide-8

Wydaje się, że nie jest trudno zdobyć do nich dostęp, skoro 5 kwietnia tego roku według informacji ze slajdów (o ile są prawdziwe) aktywnie obserwowano 117 tysięcy 675 osób.  Oznacza to, że ponad 117 tysięcy osób było śledzonych w czasie rzeczywistym – pracownicy NSA mieli dostęp nie tylko do ich danych przechowywanych w chmurach, maili, danych urządzenia itp, ale też rozmów, czatów, a nawet zostawali powiadamiani w czasie rzeczywistym o nowych zdarzeniach. Informacji o ogólnej liczbie szpiegowanych w PRISM-ie osób brak, tak samo jak tej, jaka część z celi jest przypadkowa i pomyłkowa.

Od myśli, że może powiadomienie, które zniknęło gdzieś ze smartfona może oznaczać, że jakiś smutny pan właśnie przeczytał waszą wiadomość analizując, czy nie jesteście terrorystami, odciągają doniesienia o szpiegowaniu zewnętrznych krajów przez Stany Zjednoczone. Nawet takich, które mają ze Stanami całkowicie przyjazne stosunki, a bywa, że są od nich zależne.

Nie do końca wiadomo, czy wszystko odbywało się pod skrzydłami NSA – równie dobrze udział w tym mogły brać FBI i CIA. Chodzi o podsłuchy, urządzenia podsłuchowe, instalowanie oprogramowania i inne metody zbierania danych z 38 ambasad i placówek obcych krajów, jak donosi The Guardian. Niemiecki Der Spiegel natomiast informuje, że prawdopodobnie szpiegowano również budynki Unii Europejskiej w Brukseli, pojawiają się kolejne przecieki o innych akcjach amerykańskich służb bezpieczeństwa.

Niemiecka minister sprawiedliwości żądając wyjaśnień od Waszyngtonu powiedziała, że jeśli informacje się potwierdzą, to działania Stanów Zjednoczonych są odbiciem wrogich działań z czasów Zimnej Wojny.

To w sumie najlepsze podsumowanie ostatnich rewelacji. Niektórzy mówią, że jeśli zależałoby nam na prywatności, to szyfrowalibyśmy ruch internetowi – przecież terroryści i tak już to robią. Że przecież można było się tego spodziewać, skoro większość ruchu internetowego przechodzi przez Stany Zjednoczone. Tylko, że to całkowicie nie tak. Stany naruszył podstawy zaufania, zarówno tego od obywateli innych krajów, jak i politycznego, na wysokim szczeblu.

I jeśli się nie mylę, jeśli nasi urzędowi przedstawiciele staną na wysokości zadania, to to dopiero początek mocnej rozgrywki na szczytach.

Bo przecież nie przestaniemy nagle wszyscy korzystać z Gmaila czy Windowsa, prawda?

Zdjęcie pochodzi z serwisu Shutterstock.

Dołącz do dyskusji