MacBook Air 11″ mid-2013 – zakochałem się w tym maleństwie od pierwszego wejrzenia

Recenzja/Sprzęt 01.07.2013
MacBook Air 11″ mid-2013 – zakochałem się w tym maleństwie od pierwszego wejrzenia

MacBook Air 11″ mid-2013 – zakochałem się w tym maleństwie od pierwszego wejrzenia

Uwaga! Ten tekst będzie pełen zachwytu nad nowym produktem Apple’a. Hejterzy typu “hejtuję wszystko co o Apple z zasady” są uprzejmie proszeni o bezpośrednie przejście do komentarzy, gdzie bez czytania tekstu będą mogli zbesztać autora tekstu z błotem.

Zawsze chciałem mieć odpowiedni sprzęt komputerowy na wyjazdy. Jeżdżę sporo, w większości przypadków do pracy blogersko-dziennikarskiej, więc w moich plecakach i torbach podróżnych dominują gadżety. Komputer jest centralną częścią wyjazdowego wyposażenia obok co najmniej dwóch smartfonów, tabletu, aparatu fotograficznego z ładowarką, czasami też e-czytnika. Sporo tego, a przecież trzeba jeszcze spakować jakieś ciuchy, buty na zmianę, podstawowy zestaw kosmetyczny. Efekt jest zawsze ten sam – torba lub plecak jest ciężka, bardzo ciężka.

Komputer jest najcięższy w tym zestawie. Mój 15-calowy MacBook Pro waży ponad 3 kg. Nie jest problemem wrzucenie go do torby, by nadać bagaż samolotem. Znacznie gorzej jest już na miejscu, na konferencjach i spotkaniach, gdzie muszę ów 3 kg taszczyć wszędzie ze sobą. Dodajmy do tego mało praktyczny, bo zajmujący sporo miejsca aparat foto (Nikon D60) oraz zestaw ładowarek do wszystkich sprzętów i robi się naprawdę mało komfortowo. A lata lecą, siwy włos się rzuca.

Od lat testuję różne typy komputerów do pracy na wyjeździe, ale teraz widzę jak głupi byłem, że nie wybrałem od razu najbardziej oczywistej opcji. Najpierw korzystałem z Chromebooka Samsunga. Był niezły – mały, poręczny, nie ważył dużo (nieco ponad 1,5 kg), ale wczesne wersje Chrome OS nie pozwalały na wiele. Bardzo słabo działający tryb offline był problemem samym w sobie, bo wyjazdy najczęściej mam zagraniczne, na których raczej nie inwestuję w roaming danych internetowych. Sam komputer nie był też najszybszy, co przy dynamicznej pracy na konferencjach często prowadziło do frustracji. Ale Chromebook był i niestety słowo “był” jest tu na miejscu. Niedawno mój Chromebook dokonał żywota – padła w nim matryca.

Próbowałem też iPada, samego, w konfiguracji z zewnętrzną klawiaturą, i wiem, że… się nie da. iPad jest fajny do obejrzenia filmu w samolocie, zagrania w prostą niezobowiązującą gierkę, do przejrzenia fejsbunia i Twittera, ale nie do pracy. Nie da się i już, i nie dajcie sobie wmówić komukolwiek, że może być inaczej.

Testowałem też kilka Ultrabooków na Windowsie. Z jednym nawet się dość mocno zaprzyjaźniłem – Acer Aspire S5 był całkiem spoko: nieduży, dość lekki, jedyna jego poważna wada to Windows. Mówię bez ogródek – ja tego systemu nie trawię, jest dla mnie nielogiczny, niespójny, nieprzyjazny użytkownikowi, skomplikowany, trudny i często absurdalny w swoich rozwiązaniach. Acera musiałem jednak oddać i… w zasadzie nie płakałem za nim.

Korzystałem też z Ultrabooków od HP i Samsunga, ale miałem wrażenie, że ani nie są do końca poręczne, ani zbyt długo nie wytrzymują na jednym ładowaniu baterii (do 3-4 godzin realnego użycia), ani nie sprawiają mi przyjemności (ten Windows…). W rezultacie od dłuższego czasu bujam się po świecie z cholernie ciężkim i wielkim MacBookiem Pro 15″. Gdy go wyciągam na konferencjach i spotkaniach, to nie dość, że plecy mnie bolą od taszczenia go, to jeszcze mam wrażenie jakbym rozkładał komputer stacjonarny. A wokół same Airy…

Gdy na ostatniej konferencji Apple zaprezentował najnowsze wersje MacBooka Air, szczególnie gdy doszedł do fragmentu o tym, jak długo pracuje na jednym ładowaniu baterii, powziąłem decyzję – muszę go mieć.

No więc mam.

Wybrałem najbardziej podstawową wersję nowego Aira, czyli 11″, z procesorem Intel Core i5 1,3 GHz (Turbo Boos do 2,6 GHz) z 4 GB pamięci RAM i dyskiem flash o pojemności 128 GB. To ma być komputer na wyjazdy, więc nie potrzebuję tutaj wodotrysków. Minimalna, jak na komputery, przestrzeń dyskowa zdecydowanie mi wystarczy – podepnę do niego swojego Dropboksa i iCloud i do wszystkiego, co istotne podczas wyjazdów, będę miał dostęp. Cena – wiadomo, jak to u Apple’a – wyższa niż u konkurencji. 4399 zł to sporo, choć mnie jako przedsiębiorcę realnie będzie kosztował znacznie mniej (odliczę VAT oraz podatek dochodowy).

MacBook Air 11, mid-2013, 3

MacBook Air 11, mid-2013, 4

MacBook Air 11, mid-2013, 5

MacBook Air 11, mid-2013, 6

I jestem więcej niż zadowolony. Ba, jestem w tym maleństwie totalnie zakochany!

Wprawdzie jeszcze z nim nigdzie nie pojechałem – używam dopiero od trzech dni – ale i tak już wiem, że w końcu mam komputer, który spełni wszystkie moje oczekiwania podczas wyjazdu. Co więcej, w zasadzie taki mały komputer spokojnie mógłby być moim pierwszym, głównym komputerem, bo mocy, szybkości i możliwości mu nie brakuje. To sprzęt praktycznie bez żadnych kompromisów. Używam trzy dni i mam wrażenie, że nie można dziś zrobić lepszego, ultra-mobilnego komputera. Nowy MacBook Air po prostu wymiata!

Uwierzcie mi – wiem, co mówię, bo wcześniej byłem użytkownikiem dwóch pierwszych generacji Aira i nie byłem do końca zadowolony. Z radością stwierdzam, że wszystkie stare wady pierwszych Airów zostały wyeliminowane – czas pracy na baterii po prostu powala, komputer nie przegrzewa się (plaga pierwszych Airów), a szybkość i stabilność jego działania są na porównywalnym poziomie do mojego naprawdę mocnego MacBooka Pro 15″. Przy okazji jest o niebo lepszy od wszystkich poprzednich komputerów i tabletów wyjazdowych, z których korzystałem. Ale po kolei.

Bateria

Czas pracy na baterii to kluczowa kwestia w przypadku wyjazdowego komputera. Tu nowy 11″ Air radzi sobie wybitnie dobrze. Pisząc te słowa jestem w trzecim cyklu rozładowywania baterii – Air pracuje już 7:55 godz., a komputer sygnalizuje jeszcze 31% pojemności baterii. Poprzednimi razami Air wytrzymał mi: 8:42 oraz 8:33 godz. Teraz powinno być więcej. W zasadzie nie oczekiwałbym od pełnoprawnego komputera niczego więcej. Jest fantastycznie, mimo tego, że nie udało mi się dobić do deklarowanych przez Apple’a 9 godzin na jednym ładowaniu dla tego modelu.

Nie ograniczałem się jednak w ogóle. Korzystałem z Aira tak jak korzystam z MacBooka Pro w codziennej pracy: cały czas włączone WiFi, często streaming muzyki ze Spotify, pełna synchronizacja w chmurze maila, kontaktów i kalendarzy, ciągle kilka, lub kilkanaście kart przeglądarki otwartych, ponadto Twitter, iMessage, Word, Excel, Skitch też stale otwarte.

MacBook Air, 11, mid-2013, 2

Ekran

Apple nie zdecydował się na sprzedawanie nowych Airów z ekranem Retina, który z powodzeniem funkcjonuje w MacBookach Pro, ale mi to w ogóle nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jestem pewien, że gdyby Retina zagościła na Airach, to bym go nie kupił. Po prostu nie byłoby mnie na go stać patrząc na to, ile kosztują MacBooki Pro z Retiną.

Ekran LCD w Airze 11″ ma rozdzielczość 1366 na 768 pikseli i jak dla mnie to zdecydowanie wystarczająco. Może wyjdę na ignoranta, ale ja wspaniałości Retiny w iPhonie 5 nie odczuwam. Wcale nie uważam, żeby iPhone miał lepszy wyświetlacz od innych topowych smartfonów. Podobnie jest z Airem – to dobry ekran, dla mnie wystarczający. Nie odczuwam żadnego dyskomfortu z nim związanego. Jest po prostu ok.

MacBoo Air 11, mid-20133

MacBook Air 11, mid-2013 6

MacBook Air 11, mid-2013 8

Klawiatura

W tak małym komputerze Apple jest w stanie zmieścić “zwykłą” klawiaturę, dosłownie identyczną jak w MacBooku Pro, za co jestem bardziej niż wdzięczny, bo odpowiednio duża, wyspowa klawiatura to gwarant komfortu pracy. Co więcej, to również podświetlana klawiatura, co uważam za rzecz bezwzględnie obowiązkową zważywszy na częstą pracę w zaciemnionych warunkach podczas wyjazdów. Apple oferuje bezwzględnie najlepsze na rynku wbudowane w komputery klawiatury. Nowy Air nie jest tu wyjątkiem.

MacBook Air, 11, mid-2013, 9

MacBook Air 11, mid-2013 0

Gładzik

Na wyjazdy raczej nie zabieram myszy (na co dzień użytkuję z zadowoleniem Magic Mouse od Apple), więc korzystam wtedy z gładzika. To był zawsze mój największy problem z Ultrabookami – nie dość, że gładziki w nich stosowane były toporne, mało intuicyjne, często mylące, to na dodatek poziom obsługi gestów, bardzo słaba responsywność na dotyk, niewygodny podział na lewą/prawą stronę gładzika sprawiały, że praca na nich powodowała u mnie frustrację. Najgorzej było, gdy trzeba pracować pod dużą presją czasu – wtedy gładzik zamiast pomagać, to przeszkadzał.

W Airze gładzik jest dokładnie taki sam, jak w MacBooka Pro. Zarówno wielkość, jak i sposób działania są identyczne jak w dużych komputerach od Apple. Przypominam – mówimy o 11-calowym maleństwie, komputerze niewiele większym od tabletu, a nie dość, że mamy tu dostęp do wspaniałej, standardowej klawiatury ze wszystkimi udogodnieniami, to także gładzik jest dokładnie taki, jaki oczekiwalibyśmy od dużego komputera.

MacBook Air 11, mid-2013 3

MacBook Air 11, mid-2013 1

OS X

Tak – to największa zaleta MacBooka Air. Ten komputer działa na najlepszym systemie operacyjnym na świecie, a wkrótce będzie działał na jeszcze lepszym OS (gdy Apple oficjalnie wyda OS X Mavericks). Jest to taka sama wersja systemu co w innych, większych i mocniejszych komputerach Mac. Mam tu wszystkie swoje programy, z których intensywnie korzystam na co dzień. Mam tu dokładnie to samo odczucie z pracy na komputerze, co na innym MacBooku. Czego więcej mógłbym oczekiwać od drugiej, wyjazdowej maszyny?

Cud, miód, palce lizać

Zresztą mógłbym tak jeszcze długo, ale za to powiem jedno – teraz wiem, jak głupi byłem nie inwestując w “odpowiedni” dla mnie komputer wyjazdowy. Air to najlepszy ultramobilny komputer na świecie, działający na moim ulubionym systemie operacyjnym.

11 cali, 1 kg wagi, pełen OS X, w pełni funkcjonalna duża klawiatura, fantastyczny gładzik i do 9 godzin pracy na jednym ładowaniu – dziękuję Apple, tego potrzebowałem.

MacBoo Air 11, mid-20132

MacBook Air, 11, mid-2013, 0

Dołącz do dyskusji

Advertisement