Już wiem, o co chodzi z tymi e-czytnikami (na przykładzie Kindle Paperwhite)

Felieton/Sprzęt 04.07.2013
Już wiem, o co chodzi z tymi e-czytnikami (na przykładzie Kindle Paperwhite)

Już wiem, o co chodzi z tymi e-czytnikami (na przykładzie Kindle Paperwhite)

Trochę niezręcznie jest mi pisać ten tekst, zważywszy na to, że całkiem niedawno brałem udział w debacie Legimi, podczas której dowodziłem, że e-czytanie ma przyszłość głównie na tabletach. Tymczasem od kilkunastu dni jestem szczęśliwym posiadaczem Kindle Paperwhite i… – no właśnie, czytajcie dalej.

Zdania nie zmieniam. Wciąż uważam, że proces zmian przyzwyczajeń użytkowników urządzeń komputerowych, spowodowany rewolucją mobilną, jest nieodwracalny i będzie promował urządzenia typu smartfon czy tablet. To one będą najbardziej popularnymi “komputerami”, które obsługiwać nas będą pod kątem codziennej komunikacji internetowej oraz cyfrowej rozrywki. Niejako przy okazji urządzenia te zastąpią na szeroką skalę wszystkie inne sprzęty, które wcześniej były najpopularniejsze w swojej niszy: PC jako domowe maszyny komputerowe, nawigacje jako oddzielne urządzenia hardware’owe, odtwarzacze multimedialne typu iPod, czy właśnie e-czytniki.

Zastąpią, ale nie wyeliminują.

Nie wyeliminują, ponieważ dla wąskiej grupy wyspecjalizowanych użytkowników urządzenia te pozostaną podstawowymi platformami, obsługującymi specjalizację. Oczywistym jest, że zawodowy kierowca, który stale jeździ po świecie, raczej wybierze dedykowany sprzęt nawigacyjny, z pewnością wysokiej klasy. Na pewno maniacy muzyki, w szczególności jakości plików-nośników, doprowadzą do tego, że odtwarzacze muzyczne będą się wąsko specjalizowały w kierunku urządzeń obsługujących najwyższy bitrate z możliwych (zresztą to już się dzieje, vide działania Sony). W końcu “zawodowi” czytacze pochłaniający słowo pisane w długich formatach zostaną przy e-czytnikach, które będą się specjalizowały w obsłudze ich najbardziej wyrafinowanych potrzeb.

Kindle_Paperwhite_11

Te coraz bardziej niszowe urządzenia oferują jednak coś jeszcze – pierwiastek emocjonalny.

Widzę to po sobie. Niby o Kindle Paperwhite wiedziałem wszystko, niczym to urządzenie mnie nie zaskoczyło. Niby miałem je wcześniej przez kilka godzin w rękach, by móc je przetestować na potrzeby wyrobienia sobie opinii typu “pierwsze wrażenia”. Niby zdawałem sobie sprawę z zachwytów innych osób nad tym e-czytnikiem, a jednak swoją reakcją jestem zaskoczony.

Może komuś wyda się to głupie, ale to urządzenie emanuje intymnym ciepłem. O ile smartfon zawsze wydawał mi się wybitnie osobistym urządzeniem, zarówno skrywającym tajemnice naszego życia online, jak i będącym centrum naszych aktywności zawodowo-osobistych, o tyle z e-czytnikiem Kindle Paperwhite nawiązałem relacje wręcz uczuciowe.

Gdy mój wzrok przypadkowo sięgnie odłożonego na półkę Kindle’a, to serce wysyła przyjemny sygnał – podobny do tego, które czujemy patrząc na bliską nam osobę. Gdy sięgam po niego, to od razu wprawiam się w odpowiedni nastrój. To połączenie zarówno fizyczności tego urządzenia, jak i zawartości. Pewnie każdy, czytając książki, żywi do bohaterów opisywanego świata jakieś uczucia. Najczęściej są to pozytywne emocje, które w przypadku e-czytnika przekładają się na samo urządzenie.

Kindle_Paperwhite_5

Takich emocji nie odczujemy, gdy czytamy na tablecie czy smartfonie. Dzieje się tak dlatego, że przy okazji te urządzenia obsługują nas w wielu innych kwestiach, a e-czytanie jest tylko jedną z wielu czynności.

Jestem przekonany, że tak rozumiana wartość emocjonalna e-czytników, w tym świetnego Kindle Paperwhite, to przy okazji ich największy potencjał biznesowy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement