Pink Floyd w Spotify, czyli najwięksi możni rynku muzycznego miękną

Felieton/Technologie 18.06.2013
Pink Floyd w Spotify, czyli najwięksi możni rynku muzycznego miękną

Pink Floyd w Spotify, czyli najwięksi możni rynku muzycznego miękną

Już nie można mówić o nieobecności dyskografii Pink Floydów w serwisach streamingowych “Wish you were here” – najpierw na Deezerze, a następnie po zdobyciu miliona odsłuchów właśnie utworu “With You Were Here” na Spotify, także i tam pojawiła się pełna kolekcja muzyczna tego wielce zasłużonego zespołu rockowego. Tuzy rynku muzycznego miękną = streaming wchodzi do głównego nurtu dystrybucji muzyki.

Największym artystom świata, którzy na swojej muzycznej działalności zarobili setki milionów dolarów najtrudniej przyjmować zmiany zachodzące na rynku muzycznym. Przez lata w sklepie iTunes na próżno było szukać dyskografii Metalliki, the Beatles, AC/DC, czy właśnie Pink Floydów. Głośno protestowali inni wielcy, w tym Neil Young i Jon Bon Jovi oskarżając personalnie Steve’a Jobsa o zabijanie piękna muzyki słabym bitrate’em sprzedawanych plików muzycznych oraz traktowanie płyt, niejednokrotnie misternie zaplanowanych koncept-albumów jak sprzedawanych na sztuki bułek.

Dziś pozycji i powagi iTunesa jako największego sklepu muzycznego nikt nie kwestionuje. To tu dokonuje się największa sprzedaż muzyki na świecie, a zespoły, nawet te największe jak U2, Coldplay, czy Red Hot Chili Papers, starają się o specjalną promocyjną uwagę Apple’a organizując przedpremierowe odsłuchy, czy oferując specjalne okolicznościowe wydawnictwa.

Jednocześnie ci, którzy opierali się najdłużej – jak właśnie the Beatles, czy AC/DC – dziś zarabiają na sprzedaży w iTunes najwięcej. Od pojawienia się dyskografii legendarnej czwórki z Liverpoolu w 2010 r. praktycznie nie schodzi ona z listy najlepiej sprzedających się albumów oraz piosenek, mimo tego, iż zapewne przecież zdecydowana większość kupujących płyty Beatlesów miała wcześniej na innych nośnikach.

Streaming muzyki to nowy fenomen na rynku muzycznym. Jeszcze nie tak wielki jak detaliczna sprzedaż mp3, ale na pewno bardzo obiecujący i zyskujący sporą medialną atencję. Spotify, Deezer, WiMP, poniekąd także działające nieco w innym modelu Pandora, czy Rdio wyrastają na serwisy, które obok budowania sporych zasięgów zaczynają w końcu pokazywać funkcjonujące modele biznesowe. Teraz, pojawianie się największych historycznych pozycji muzycznych w ich ofercie powinno przypieczętować ich biznesowe fundamenty.

Milion odsłuchów “Wish You Were Here” zajęło Spotify niecałe 24 godziny. Spekuluje się, że Spotify bezpośrednio przelewa 0,00966947678815 dol. za każdy jeden rozpoczęty stream. Jest niemal pewne, że właściciele praw do katalogu Pink Floyd wynegocjowali sobie lepsze warunki obecności na Spotify, ale nawet gdyby był to standard, to w ciągu jednego dnia przychód z tytułu obecności z zaledwie jednym kawałkiem w zaledwie jednym serwisie wyniósł niecałe 10 tys. dol.

Oczywiście obecność w Spotify, czy Deezerze będzie dla artystów tym bardziej opłacalne, im więcej osób będzie z niego korzystać w wersji abonamentowej. Można jednak założyć, że pojawienie się Pink Floydów i innych w katalogach serwisów streamingowych będzie stanowiło duży wabik dla nowych potencjalnych klientów. W ten sposób obie strony układu: właściciel praw – właściciele serwisu streamingowego pomagają sobie nawzajem.

Debiut Pink Floydów w Spotify i Deezerze jest więc swoistym usankcjonowaniem nowego autoryzowanego, w pełni akceptowanego kanału dystrybucji muzyki.

Dołącz do dyskusji