Adam Michnik poprosił mnie, żebym nie zatrzymywał windy na drugim piętrze – Paweł Stremski, szef Gazeta.pl

Artykuł/Technologie 28.06.2013
Adam Michnik poprosił mnie, żebym nie zatrzymywał windy na drugim piętrze – Paweł Stremski, szef Gazeta.pl

Adam Michnik poprosił mnie, żebym nie zatrzymywał windy na drugim piętrze – Paweł Stremski, szef Gazeta.pl

Przemysław Pająk, Spider’s Web: Przed chwilą w jednym z komentarzy przeczytałem, że to co dziś robiliśmy to nie dziennikarstwo, to portal. Czy według Ciebie to rzeczywiście są tak dwie odrębne sprawy?

Paweł „Strembol” Stremski, szef Gazeta.pl: Nie, portal to jedynie medium, sposób prezentacji, miejsce, do którego przychodzi czytelnik. Dziennikarstwo z kolei to filozofia pokazywania rzeczywistości. Oczywiście dziennikarstwo internetowe różni się od dziennikarstwa prasowego i telewizyjnego. Szukanie odpowiedzi, które z nich jest lepsze czy gorsze nie wydaje mi się sensowne. Sam dziś widziałeś, że dziennikarstwo portalowe może i jest szybkie, ale poza tym ma praktycznie wszystkie cechy innego dziennikarstwa. Tylko czasem ta szybkość decyduje o tym, że w relacji na żywo nie ma czasu na zastanowienie się dwa razy nad którymś zdaniem.

A czy uważasz, że to co robicie na gazeta.pl stoi na wysokim poziomie dziennikarstwa internetowego?

Tak mi się wydaje. Tym się chcemy wyróżniać i mam wrażenie, że czytelnicy wybierają nas właśnie z tego powodu.

A czy rzeczywiście was wybierają? Jakie macie aktualne dzienne statystyki strony głównej gazeta.pl?

Jest to grubo ponad milion użytkowników i kilka milionów wizyt każdego dnia. To jest skala, która już dawno przestała być zabawą.

Onet ma takich osób na swojej stronie głównej ze trzy razy więcej każdego dnia. Ich wybierają więc częściej niż Was.

To, że ktoś wybiera Onet nie znaczy przecież wcale, że nie wybiera Gazeta.pl.

Ok, ale jednak ich wybiera znacznie więcej osób.

Żeby jasno odpowiedzieć na to pytanie trzeba by się cofnąć do początków rynku internetowego w Polsce. Czym są portale, dlaczego ludzie je wybierają? Onet i Wirtualna Polska to są bardzo dobrze robione przedsięwzięcia internetowe. Onet od lat dla rynku może być przykładem profesjonalnego prowadzenia portalu internetowego. Tyle, że my jesteśmy po prostu inni. A czy lepsi? To już subiektywna ocena.

Jesteście więc lepsi niż Onet, czy nie?

Według nas sposób, w który oferujemy treści czytelnikom jest dla nich lepszy. Staramy się, aby to co robimy było różne od konkurencji, bardzo szybkie. Staramy się specjalizować w niektórych rzeczach.

W jakich?

W opowiadaniu ludziom o najważniejszych wydarzeniach na żywo. Real Time Content to jest domena, w której się specjalizujemy.

I myślisz, że inni robią to gorzej od Was?

Myślę, że my robimy to najlepiej. Inni robią to dużo rzadziej i nie jest to w głównej sferze ich zainteresowań. Pytanie czy dlatego, że nie uważają tego za ważne, czy też może widzą, że my to robimy świetnie i ciężko byłoby nas pokonać.

To o co tak naprawdę walczycie?

Chcemy być medium numer 1 w polskim internecie. Czy uda się nam być największym portalem w polskim internecie? Tego nie wiem. Na razie zajmujemy trzecie miejsce, ale gonimy Wirtualną Polskę. Są miesiące, gdy dzieli nas od nich dosłownie kilka, kilkanaście tysięcy użytkowników na 12 milionów.

Jesteście dobrzy w relacjach live, w szybkim reagowaniu na to, co dzieje się na świecie. A w czym jesteście gorsi?

Czasami brakuje nam cynicznego podejścia, które w wielu przypadkach w internecie zwycięża i jest skuteczne.

Co to znaczy cyniczne podejście?

Kierowanie się motywacjami, których głównym celem jest liczba użytkowników, a nie ich zadowolenie.

A to co robicie na Gazeta.pl nie jest właśnie temu podporządkowane?

To jedno z naszych codziennych zmagań. Szukamy balansu pomiędzy tym, co robimy i w jaki sposób, a tym jacy założyliśmy sobie, że chcemy być. Wystarczy nas porównać ze stroną O2, żeby zrozumieć o czy mówię.

Ale O2 się zupełnie inaczej od Was pozycjonuje. Przecież wy gracie w jednej lidze z Onetem i WP.

Staramy się różnicować, staramy się np. stawiać naszych autorów.

Ale ja tego w ogóle nie widzę. Właśnie Wy w ogóle nie macie nacisku na autorów. Ich nazwiska nie są widoczne. Na stronie głównej nie ma w ogóle nazwisk. Na stronie wpisu nie ma zdjęć autorów, nazwiska nie są klikalne, żeby zobaczyć ich archiwalne teksty.

To jest proces, który trwa. My mamy prawdziwych autorów – to podkreślamy. Chociażby z Twojej branży – Piotrek Stanisławski, czy Joanna Sosnowska mogliby zajmować w każdej redakcji w Polsce zaszczytne miejsca. Mamy bardzo fajny zespół newsowy. Mamy świetny sport z gwiazdami typu Michał Pol. Mamy wybitnych dziennikarzy na Wyborcza.biz. My wiemy, że ludzie szukają tych nazwisk. Staramy się im dać przestrzeń, by zaistnieli na stronie głównej Gazeta.pl. To, żeby ci ludzie byli jeszcze bardziej widoczni, nieco w taki sposób jak prezentowani są autorzy w serwisach blogowych, takich jak twój. To jest właśnie droga, którą idziemy. Myślę, że w ciągu najbliższych miesięcy dostrzeżesz dużo zmian.

Przed chwilą sugerowałeś mi, że Gazeta.pl nie walczy o kliki w sposób cyniczny. Jeśli jednak poczytam komentarze pod Waszymi tekstami, to na pierwszych kilkunastu, kilkudziesięciu miejscach pojawiają się zarzuty, że właśnie gracie tytułami, że wprowadzacie w błąd. Właśnie po to, by jak najwięcej klików złapać a nie koniecznie zainteresowanych czytelników.

Każdemu redaktorowi zależy na tym, aby jego tekst przeczytało jak najwięcej osób. Więc wszyscy walczymy o to, aby materiały, zdjęcia, tytuły były jak najatrakcyjniejsze, ale są pewne zasady, których sie trzymamy. Są granice, których nie chcemy przekraczać. Oczywiście zdarzają nam się błędy, kiedy posuwamy się o krok za daleko. Robiąc portal dla kilku milionów użytkowników, w którym pojawiają się tysiące informacji każdego dnia, nie da się uniknąć błędów.

Ale mówię przede wszystkim o stronie głównej. Tutaj macie wpływ na to, w jaki sposób się to pojawia.

Oczywiście. Pamiętajmy jednak, że nawet na samej stronie głównej to kilkaset materiałów dziennie.

Nie wierzę więc, że nie ma nacisku na to, aby tytuły były tam na tyle intrygujące, by w nie klikać.

Oczywiście, że jest. Jednak tytuł ma być intrygujący, a nie kłamliwy, nie może oszukiwać czytelnika.

Inni oszukują, a Wy nie?

Myślę, że to mechanizm, który funkcjonuje w bardzo wielu miejscach w internecie. Wystarczy spojrzeć na wpisy marek na Facebooku, wystarczy spojrzeć jak ludzie formułują tweety, jak tytułują maile. To jest sposób komunikowania naturalny dla internetu, pewna maniera, która się rozprzestrzeniła.

Ale pytam o to, czy jesteście w tym zakresie lepsi niż konkurencja?

Nie mogę mówić za konkurencję, nie chcę oceniać, czy robi to gorzej, czy lepiej niż my. My patrzymy na to, co my robimy – walczymy o naszą wiarygodność wśród naszych czytelników. Każdy krytyczny głos bierzemy do siebie.

Czy aby na pewno? Jak przeglądam dyskusje pod Waszymi tekstami, to nie widzę, byście się w nich udzielali.

Zależy o którym miejscu naszego portalu mówisz. Rzeczywiście najmniej mamy czasu i możliwości reagowania w naszych największych newsowych serwisach.

A nie uważasz, że to przejaw niezrozumienia w jaki sposób funkcjonują dziś media internetowe? Ja nie widzę u Was ani nacisku na autora, ani poważnej dyskusji z Waszymi czytelnikami w komentarzach, a to dwa niezwykle istotne elementy, które przyniosła ze sobą wielka społecznościowa rewolucja w internecie.

Powtórzę to, co powiedziałem wcześniej – zmieniamy się. W najbliższych miesiącach zobaczysz wiele nowości, które na twoje zarzuty odpowiedzą. Jedno jest dla mnie fundamentalnie ważne – społecznościowe wydawanie medium, zrozumienie jak istotny jest dziś czytelnik – to mamy we krwi. Tak naprawdę robimy to najdłużej ze wszystkich portali. Nasz serwis Alert24 był pierwszy w Polsce. Serwis Tokfm.pl jest zbudowany wokół społeczności. Nie mówiąc o naszych nowych bardzo społecznościowych projektach jak Foch.pl

Czyli rozumiem, że wkrótce zmienicie to, w jaki sposób wyglądają i funkcjonują komentarze, tak? Powiem szczerze, że zarówno ich wygląd, struktura, jak i przeklikiwanie się przez nie są wyjątkowo upierdliwe na Gazeta.pl.

Wydaje mi się, że warto jest nie dawać się ponosić niektórym modom zbyt szybko. Przez pewien czas w wielu miejscach bardzo popularne były komentarze Facebooka, ale jak sam dobrze wiesz, wiele serwisów zaczęło się z tego szybko wycofywać. My naprawdę cieszymy się z tego, że mamy jedną z największych i najbardziej zaangażowanych społeczności w polskim internecie.

No tak, ale przy okazji przyjmujecie jedną z największych fali hejtu na klatę.

Kosztem posiadania ogromnej masy zaangażowanej społeczności jest to, że jakiś promil stanowią osoby, które uzewnętrzniają swoje niezadowolenie. To zupełnie normalne.

To co się zmieni?

Pracujemy nad tym, aby redaktorzy i autorzy Gazeta.pl byli bardziej zaangażowani w dyskusje z czytelnikami pod swoimi tekstami. To nie jest jednak łatwy proces ze względu na niezwykle dynamiczny charakter ich pracy i skalę naszej działalności.

Gdyby tylko Wasze dziennikarskie gwiazdy odpowiadały na kilka komentarzy pod własnymi tekstami, to nie tylko zmieniłby się charakter dyskusji, ale zwiększyłby się ruch.

Jesteśmy tego świadomi i myślę, że w najbliższych miesiącach zobaczysz sporo zmian.

Inną palącą kwestią jest dobór tematyki poruszanej przez Gazeta.pl. Sporo jest ostatnio dyskusji na temat tego, czy Wy jesteście zależni od kogoś, czy realizujecie nałożoną przez kogoś z góry politykę. Dlaczego dzisiaj robiliśmy na przykład temat trotylu?

To Ty mi powiedz, bo to Ty wydawałeś dziś stronę główną! Robienie masowego medium to jest codzienna debata, ciągłe szukania gdzie postawić akcenty. Naszą misją jest opowiadanie o najbardziej palących wydarzeniach, które się aktualnie dzieją. Dlaczego ty dzisiaj wybrałeś trotyl? Nie wiem, może dałeś się ponieś emocjom w newsroomie, może naprawdę wydawało ci się, że w tym momencie jest to informacja numer jeden, może widziałeś, że zainteresowanie czytelników też za tym tematem podąża?

Jakbyś się odniósł do zarzutu, że Wy jesteście bardzo ukierunkowani politycznie?

Myślę, że bardzo duża część takiego wizerunku wynika z tego, że nazywamy się gazeta.pl, mimo tego, że nie mamy dziś powiązań redakcyjnych z “Gazetą Wyborczą” (za wyjątkiem oddziałów lokalnych). Jakkolwiek byśmy nie działali, cokolwiek by się pojawiało na stronie, to nazwa definiuje postrzeganie nas przez część czytelników. To widzimy często w komentarzach, gdy uwagi dotyczą rzeczy, które nie my zrobiliśmy lub które w ogóle nie miały miejsca, a są projekcją wynikającą z tego, jak część odbiorców patrzy na “Gazetę Wyborczą”.

Nie uważasz, że Gazeta.pl za dużo miejsca poświęca polityce? Ta sfera życia coraz mniej interesuje czytelnika, szczególnie tego w internecie.

To, czy polityka mniej interesuje czytelników, widać po tym, jak głosują klikami.

Ale może, gdybyś podejmował inne tematy, to byłoby tych klików znacznie więcej.

To tylko gdybanie

Moglibyście zaryzykować.

Ależ my ryzykujemy na bardzo wielu frontach. Jeśli spojrzysz na to, w jakie rzeczy inwestujemy, w którym kierunku się zmieniamy, to na pewno dostrzeżesz to, że zdecydowana większość treści na stronie głównej gazeta.pl to nie są treści polityczne, ale life-style’owe. Staramy się opowiadać ludziom o tym, co budzi ich emocje lub informować o tym, co prawdopodobnie jest ważne w ich życiu, ale też zapewnić im rozrywkę. Wracając do pytania – myślę, że na przykład w 2015 r. polityki będzie dużo dużo więcej, bo czekają nas aż trzy kampanie wyborcze w jednym roku.

Czyli po staremu.

Musisz zrozumieć, że my jesteśmy trochę inni, niż inne portale. W kluczowych momentach, gdy ludzie szukają sprawdzonych informacji, to z nami chcą śledzić to, co się dzieje. To jest nasza przewaga konkurencyjna i wyróżnik.

Pewnie ci z drugiej strony internetu związani umownie z dzisiejszą opozycją polityczną mają na ten temat inne zdanie.

Myślę, że oni w bardzo sprytny i trafny sposób zdiagnozowali potrzeby dużej części czytelników i starają się je zaspokoić.

Jak to jest ogólnie z portalami? Na świecie wszędzie się od nich odchodzi, a Polska jest wciąż bardzo portalocentryczna. Od czego to zależy? 

My oczywiście jesteśmy postrzegani przez pryzmat konkurencji z Onetem, czy Wirtualną Polską, ale tak naprawdę pole bitwy w internecie wygląda inaczej. Dzisiaj naszą konkurencją w internecie są wszyscy ci, którzy walczą o czas spędzany przez użytkownika z komórką, albo przed monitorem. Walczymy zatem z Facebookiem, Twitterem – bo tam spędzają czas nasi czytelnicy. Nikt nie wie dokładnie, gdzie będziemy spędzali czas w internecie powiedzmy za 5 lat. Dlatego chcemy być wyrazistym medium – takim, które ludzie kojarzą, które wyróżnia się na tle innych mediów i budzi emocje.

Jak zamierzacie to osiągnąć?

Liczymy na to, że nasze treści, których robimy bardzo dużo i z których jesteśmy dumni, w świecie rozczłonkowanych mediów społecznościowych będą się przebijały, że ludzie będą je znali, polecali sobie nawzajem. To co się dzieje w smartfonach i tabletach premiuje miejsca, które mają mocne marki.

Jak Gazeta.pl radzi sobie na rynku internetu mobilnego?

Nasza pozycja na rynku mobilnym według jedynego rankingu, którego mamy, czyli PBI Megapanel, jest mocniejsza względem naszych głównych konkurentów niż na www.

Gdy rozmawiałem niedawno z prezesem Wirtualnej Polski na temat mobile’a, to dało się wyczuć rozczarowanie tym, w jaki sposób mobile się rozwija, głównie w ujęciu biznesowym, komercjalizacji ruchu mobilnego. Jest więc ten wielki potencjał na smartfonach i tabletach?

Potencjał jest ogromny, choć rzeczywiście liczby – patrząc biznesowo – które są dzisiaj w mobile’u, są wielokrotnie niższe niż na www.

Jaki procent ruchu na Gazeta.pl generują dziś urządzenia mobilne?

Około 13 – 15%.

Jak pobiera się Wasza nowa aplikacja mobilna Gazeta.pl Live?

W ciągu dwóch dni 14 tys. pobrań.

Uważasz, że to jest dobry wynik?

Jak na polski rynek aplikacji – tak.

Dzisiaj widziałem, że gdy do posiadaczy aplikacji na smartfony z Androidem puściliśmy wiadomość push z informacją o konferencji prokuratury na temat trotylu na wraku smoleńskim, to w szczycie było w niej 1,4 tys. osób. W tym samym czasie na www mieliśmy ileś set razy więcej osób.

Spójrz na to w inny sposób. Dzisiaj informacja do naszych czytelników dociera z różnych miejsc. Jedni są przed komputerem, drudzy w biegu ze smartfonem. Gdybyśmy nie mieli tej aplikacji, to byśmy nie dotarli do 1,4 tys. osób z tą ważną informacją. My chcemy być wszędzie tak, gdzie jest nasz czytelnik. A TYSIĄC CZTERYSTA osób to ogromna grupa!

Jak bardzo rozwijając wygląd swojej strony głównej Gazeta.pl inspiruje się naTemat.pl?

Uważam, że layout naTemat zrobiony przez Adama Plonę, który wcześniej pracował z nami w Gazeta.pl, jest jednym z największych sukcesów tego serwisu. Bez wątpienia stał się dla wielu projektantów, internetowych przedsiębiorców punktem odniesienia.

Rozumiem, że dla Was też?

Adamowi udało się w konsekwentny i spójny sposób przekuć pewną wizję na rzeczywistość. Szczerze mówiąc zazdroszczę mu trochę możliwości robienia czegoś od podstawy, od zera. Portal taki jak nasz, jak wszystkie inne duże serwisy internetowe, to bardzo duża struktura, na której wygląd wpływa bardzo dużo czynników. Dwa lata przed pojawieniem się naTemat uruchomiliśmy nasz portal opinii Tokfm.pl, który był z założenia zupełnie inną ofertą jeśli chodzi o wygląd, design i koncepcję, niż to co robią duże portale. Adam Plona powołuje się na te same inspiracje, które kierowały wtedy również naszym zespołem.

Ostatnie pytanie – jak często dzwoni do Ciebie Adam Michnik?

Nie zadzwonił do mnie ani razu w życiu. Kiedy zaczynałem pracę w Agorze, spotkałem go kiedyś w windzie. Poprosił, żebym nie zatrzymywał windy na drugim piętrze, bo spóźni się na kolegium redakcyjne i żebyśmy pojechali od razu na trzecie.

Spełniłeś tę prośbę?

Tak.

Dołącz do dyskusji