Na Nintendo Wii U niebawem zobaczymy gry ze smartfonów. Nie ma co czekać na odwrotny krok

News/Gry 07.05.2013
Na Nintendo Wii U niebawem zobaczymy gry ze smartfonów. Nie ma co czekać na odwrotny krok

Na Nintendo Wii U niebawem zobaczymy gry ze smartfonów. Nie ma co czekać na odwrotny krok

Sytuacja Nintendo na rynku konsol nie jest najlepsza. Wygląda na to, że wszyscy gracze postanowili nie kupować nowej konsoli Japończyków i zamiast tego poczekać na nowego Xboksa i Playstation. W celu poprawy swojej kondycji finansowej Nintendo chce zrobić to, co umie najlepiej, czyli sięgnąć po niedzielnych graczy.

Ujawnione niemal dwa tygodnie temu wyniki sprzedaży najnowszej konsoli Nintendo nie zachwycają. Okazuje się, że w ostatnim kwartale sprzęt ten kupiło tylko 300 000 osób. Z kolei od premiery Nintendo Wii U sprzęt ten nabyło 3 450 000 osób. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie fakt, że starszą konsolę Nintendo Wii  w tym samym czasie sprzedano w niemal 4 000 000 egzemplarzy. Zarówno użytkownicy jak też szefowie firmy są zgodni. Za ten stan rzeczy odpowiada mała liczba gier dostępnych na Wii U.

Co prawda dział kierowniczy Nintendo zarzeka się, że niedługo liczba gier na ich konsolę zwiększy się, a co za tym idzie jej sprzedaż również. Właśnie dlatego Nintendo zaoferowało wielu developerom narzędzia służące do konwersji gier tak, by działały z ich konsolą. Nie byłoby jednak w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zwróciło się z tą prośbą do twórców gier na urządzenia mobilne.

Posunięcie Nintendo nie jest ani trochę dziwne, mimo że japońska korporacja nigdy nie chciała tworzyć swoich gier na żadne obce platformy, a zwłaszcza na smartfony. Te mogłyby po prostu zabić ich mobilne konsole. W końcu każdy kupuje Nintendo DS lub 3DS dla tytułów takich jak Pokemon, Kirby lub The Legend of Zelda. Gdyby wydano je na tablety i smartfony, na nic zdałoby się (słuszne zresztą) gadanie Nintendo, że granie na dotykowym ekranie jest niewygodne i do uzyskania najlepszych wrażeń konieczne jest posiadanie konsoli. Po prostu większość użytkowników wolałaby grać w sposób mniej wygodny niż kupować dodatkowe urządzenie za kilkaset dolarów.

Nintendo Wii U

Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że Nintendo wykonuje identyczny ruch jak w przypadku konsoli Nintendo Wii. Japończycy wiedzą, że gdy na Wii U pojawi się odpowiednio wiele gier, będzie ona już przestarzała i nie przyciągnie do siebie wielu typowych graczy oczekujących na hitowe i piękne gry. Dlatego już wyciąga rękę do osób, które wcześniej kupiły Wii, czyli do graczy niedzielnych, dla których nie jest najważniejsza grafika, a czysta przyjemność i prostota rozgrywki. Co mogłoby się spodobać takim osobom bardziej niż możliwość zagrania nie tylko w hity Nintendo, ale też ulubione tytuły znane ze smartfonów i tabletów? Nic. Moim zdaniem to strzał w dziesiątkę.

Posunięcie Nintendo nie dziwi z kilku powodów. Po pierwsze, tak jak słusznie zauważyli szefowie japońskiej firmy: więcej gier oznacza więcej powodów do kupna konsoli. Po drugie, oferta złożona deweloperom jest opłacalna dla obu stron, dlatego zapewne niedługo na konsole zaczną trafiać wszystkie głośne tytuły mobilne. Twórcom gier w końcu zależy na tym, żeby ich tytuł pojawił się na jak największej ilości popularnych platform. Sam aspekt gier mobilnych jest o tyle ciekawy, że nie jest konieczne granie w nie na telewizorze, gdyż konsola Nintendo jest wyposażona w kontroler z 6-calowym, dotykowym ekranem. Można powiedzieć, że nadaje się wręcz do tego idealnie.

Oprócz tego trzeba przyznać, że Nintendo zręcznie próbuje wykorzystać możliwości smartfonów i tabletów, jednocześnie nie wydając swoich tytułów na sprzęty jakiejkolwiek innej firmy niż własna. Strategia ta jest słuszna i pokazuje, że Nintendo tanio skóry nie sprzeda. Dlatego wszystkie osoby piszące, że współpraca Nintendo z programistami aplikacji mobilnych świadczy o tym, że japońska firma niebawem zacznie wydawać swoje najgłośniejsze tytuły na urządzenia z Androidem, iOS i Windows powinny wiedzieć, że raczej tego nie dożyjemy. Nintendo musiałoby być na krawędzi bankructwa, by zdecydować się na tak radykalny krok.

Ale, na szczęście lub niestety, nie jest.

Dołącz do dyskusji