Hasłuj się kto może

Felieton/Technologie 14.05.2013
Hasłuj się kto może

Hasłuj się kto może

Bywają w życiu ciężkie chwile. Na przykład może nas rozjechać walec drogowy. I co wówczas z naszymi tajnymi hasłami?

Kiedy byliśmy dziećmi, wystarczało nam do szczęścia jedno zaklęcie „Sezamie otwórz się”. Jednak w miarę jak dorastaliśmy, w naszym życiu pojawiało się coraz więcej passwordów, aż wypełniły głowy po brzegi, nie pozostawiając miejsca na nic innego.

Pomyślałem o tym przykrym fakcie z dwóch powodów – właśnie ukazała się aktualizacja programu 1Password, który ułatwia życie w świecie tajnych kodów. A Artur Majewski napisał w komentarzu pod moim poprzednim tekstem,  że najbezpieczniejsza metoda to trzymanie haseł nie na papierze czy w komputerze, ale w swojej głowie. Słusznie, całkowicie się z tym zgadzam, ale niestety nie jestem już w stanie zastosować się do tej zasady. Z prostej przyczyny – policzyłem właśnie, że powinienem pamiętać grubo ponad 100 haseł. A ja ostatnio nawet zapomniałem, który obecnie mamy rok, 2013 czy 2014.

To przekleństwo pojawiło się w moim życiu ponad 20 lat temu. Wówczas w „Gazecie Wyborczej” spięto dziennikarskie komputery w sieć i kazano nam powymyślać sobie loginy i hasła. Mój kolega wybrał dalekowzroczny login „brednie”, a ja dość neutralny „pilnik”.

Wymyślone wówczas hasło służyło mi szczęśliwie przez wiele lat – co z punktu widzenia bezpieczeństwa sieciowego było oczywiście idiotyczne. Ale przynajmniej nie miałem problemu z zapamiętaniem go. Ale z rozwojem Internetu nadszedł ten dzień, kiedy należało wymyślić kolejne hasło. Dziś już nie pamiętam, do jakiego serwisu. Może ICQ? Albo do jakiegoś konta emailowego? Albo do pierwszego sklepu internetowego?

Ruszyła niepowstrzymana lawina. Założenia konta i wymyślenia hasła żądały kolejne sklepy internetowe, sieciowe banki, przeróżne fora. Stało się to tak irytujące, że w niektórych systemach stosowałem to samo hasło – co również nie było zbyt bezpieczne. Ale ile można wymyślić haseł, które z czymś się kojarzą? Bo jeśli po prostu sięgniemy do słownika na chybił trafił, to wybrane słowo zapomnimy zanim zajdzie Słońce.

Ale do diabła coś z tym trzeba było zrobić! Czy ktoś jest w stanie te wszystkie passwordy zapamiętać, jeśli w każdym serwisie stosuje inny? A na dokładkę rzadko używa – ze dwie trzecie moich haseł to klucze do sklepów internetowych. Tu jest szczególny problem, bo z reguły miesiącami, a niekiedy latami leżą nieużywane – choć do większości z tych sklepów prędzej czy później wracam, warto więc byłoby skorzystać z założonego już wcześniej konta.

Polubiłem na przykład taką metodę. Układałem ładnie brzmiące zdanie: „Jestem strasznie Fajnym Chłopakiem o czym wie już 180 osób”. Następnie używałem pierwszych liter z każdego słowa oraz cyfr i już miałem hasło „JsFCocwj180o”. System pewnie nie jest wyrafinowany, ale dość skuteczny. Daje się dzięki niemu wymyślić w miarę „silne” hasło i na dokładkę go zapamiętać.

Wciąż jednak to pomysł na kilka albo kilkanaście serwisów. A co z całą resztą? Tu pomocny może być program taki jak 1password – czy też inne podobne – który jest naszym sejfem zapamiętującym wszystkie hasła. Przewrotność tej sytuacji jest jednak taka, że do tego sejfu musimy wymyślić kolejne, superbezpieczne hasło.

Może więc wygodniej byłoby mieć te wszystkie hasła spisane na kartce papieru? Tylko że jeśli ją zgubimy albo ktoś nam ją ukradnie, to mamy duży, bardzo duży problem.

System, który obecnie używamy – wpisywany z klawiatury login i hasło – jest bardzo tani i prosty, ale staje się coraz mniej wygodny. I niebezpieczny. Jedno hasło już przestaje wystarczać. Stąd coraz częściej serwisy wymagają od nas dwustopniowej autoryzacji – na szczęście, same udostępniają nam drugi zmienny kod.

Ale nadal pozostaje – i pewnie będzie się nasilał – podstawowy problem: jak wymyślać hasła, które będą bezpieczne i zdołamy je zapamiętać? Co zrobić, gdy nie mieszczą się już w głowie? Każdy pewnie ma jakiś patent – niech się podzieli, proszę, bo czuję, że w natłoku passwordów wkrótce zapomnę, jak się nazywam.

PS
I wracając do początkowej kwestii – trzeba by coś wymyślić na wypadek sytuacji, kiedy rozjedzie nas wspomniany walec drogowy. Przeprowadzając się do ewentualnego innego świata powinniśmy chyba pozostawić naszym spadkobiercom dostęp do §co ważniejszych kont. Choćby do emaila, co spadkobiercom umożliwiłoby łatwe powiadomienie naszych znajomych, że na odpowiedź od nas muszą poczekać do momentu zmartwychwstania.

 

Piotr Lipiński – reporter, fotograf, filmowiec. Pisze na zmianę o historii i nowoczesnych technologiach. Autor kilku książek, między innymi „Bolesław Niejasny” i „Raport Rzepeckiego”. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Na przełaj”, „Polityce”. Wielokrotnie wyróżniany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i nominowany do nagród „Press”. Laureat nagrody Prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich za dokument „Co się stało z polskim Billem Gatesem”. Bloguje na www.piotrlipinski.pl. Żartuje ze świata na www.twitter.com/PiotrLipinski. Nowy ebook „Humer i inni” w księgarniach Virtualo – goo.gl/ZaNek Empik – goo.gl/UHC6q oraz Amazon – goo.gl/WdQUT oraz Apple iBooks – goo.gl/5lCGN

photo credit: CarbonNYC via photopin cc

Dołącz do dyskusji