Zostawiam cię z kolorowymi ikonkami, czyli wielkie rozczarowanie komunikacyjne

Felieton/Social media 27.05.2013
Zostawiam cię z kolorowymi ikonkami, czyli wielkie rozczarowanie komunikacyjne

Zostawiam cię z kolorowymi ikonkami, czyli wielkie rozczarowanie komunikacyjne

Trochę się zdarzyło przed weekendem i tuż przed nim i mogłabym napisać o możliwości powstania HTC One z czystym Androidem (brałabym!) czy o tablecie Samsunga z Atomem. Zamiast tego napiszę o tym, o czym już wspominał dwukrotnie Piotrek Grabiec – całkiem słusznie – ale co mnie doprowadza do białej gorączki chyba bardziej, niż Piotrka.

Czuję się nieco zdradzona przez Google’a. Czasem zdarza mi się go krytykować, częściej jednak chwalić, a w ogóle to jestem wierną użytkowniczką Androida i usług Google od kilku lat. Chyba za wierną, bo zaufałam komunikatorowi Google’a jako podstawowej drodze kontaktu tekstowego ze światem.

Zaraz ktoś powie, że oszalałam, wyolbrzymiam – komunikator to w końcu tylko komunikator, nie? Otóż nie do końca. Gtalka pierwszy raz użyłam może z tydzień po globalnym wprowadzeniu go i od tego czasu używałam go coraz częściej i częściej, czasem wymuszając wręcz na znajomych przerzucenie się na niego. Mój argument był prosty – używasz Gmaila? To zamiast pisać mi maila, napisz na czacie, będzie szybciej!

Google z czasem ułatwił mi to przekonywanie, bo wraz z zalewem rynku smartfonami z Androidem dał mi do ręki argument “skoro masz telefon z Androidem, to masz i Gtalka, wystarczy pakiet internetu za kilka złotych i będziemy mogli rozmawiać nie płacąc więcej i nie licząc znaków”.

hangout-android-aplikacja

To się doskonale sprawdziło. Nawet moją mamę nauczyłam wraz z Gmailem obsługiwać Gtalka, mój brat też go używa, mój szef, około połowa z prywatnych znajomych… Trochę się tego narobiło, ale Gtalk się sprawdzał. Był prosty, wręcz banalny w obsłudze, na telefonie lekki i działający nawet na kiepskim połączeniu, oraz możliwy do zintegrownania z zewnętrznymi komunikatorami. Bajka, SMS-y do widzenia, rozmawiajmy przez internet.

Facebook Messenger trochę namieszał szyki Gtalkowi, ale Messenger oprócz wspaniałych zalet dostępności praktycznie wszędzie, ma też jeden spory minus – brak oficjalnego rozszerzenia czy nawet brak obsługi powiadomień w Chrome’ie. Przez to na komputerze używanie go tak, by nie przegapiać wiadomości ale też nie siedzieć non-stop z nosem na fejsie, bez dodatkowego kombinowania, jest prawie niemożliwe.

Pozostawałam więc wierna Gtalkowi nawet mimo tego, że cała konkurencja umożliwiała choćby wysłanie zdjęć w wiadomości, a ten nie. Jednak działał, pokazywał mi też, kto jest przy komputerze, a komu mam nie przeszkadzać, no i był prosty, prostacki wręcz w obsłudze.

Choć sama chciałam, by Google zrobił porządek w komunikatorach, to jednak kompletnie nie miałam na myśli tego, co się stało. Nie wycofanie się XMPP, zamknięcie się i puszczenie wszystkiego przez swoją chmurę, nie oparcie komunikatora na kontaktach z Google+?

Po jaką cholerę przez te kilka lat skrupulatnie budowałam swoją listę kontaktów, po co tych dodawałam a tamtych odrzucałam żeby nie mogli do mnie napisać, skoro teraz komunikator Google’a totalnie zignorował moje preferencje?

Zamiast listy kontaktów mam kręgi. Genialne – żeby mieć w tym całym Hangouts jako taki porządek, muszę stworzyć nowy krąg dla osób, które będą mogły porozmawiać ze mną bez prośby o rozmowę, a od reszty ustawić brak powiadomień.

A nawet pal licho, zrobiłabym to, tylko że teraz, na ten moment, nie mam kompletnie pojęcia, jak ten cały Hangouts działa. Niby opiera się na kontaktach z Google+, niby do wszystkich mam ustawioną konieczność poproszenia o rozmowę, a i tak niektórzy wyświetlają mi się bezpśrednio bez żadnego okienka “request”.

Poza tym, przepraszam bardzo Google, ale co za idiota wymyślił te całe Google+? Na co dzień rozmawiałam maksymalnie z 10-15 osobami w miesiącu, za to intensywnie. Czasem przez tydzień nic, a potem wiadomość za wiadomością przez kolejny tydzień, czasem z niektórymi codzienne rozmowy. Różnie bywało. Miałam jednak alfabetyczną listę kontaktów od razy po włączeniu Gtalka, a ponieważ dbałam, by za dużo osób nie było na niej obecne, rozpoczęcie rozmowy było zazwyczaj błyskawiczne. A teraz?

hangouts

Teraz włączam, przesuwam w bok do okna kontaktów, muszę wyszukać odpowiednią osobę… W tym czasie w “starym” Gtalku już pewnie wymieniłabym po 5 wiadomości. Paranoja!
Gdy dostanę wiadomość i kliknę w powiadomienie, to zanim Hangouts się wczyta, zazwyczaj trzy razy trafia mnie szlag. To samo przy wysyłaniu wiadomości. Ale co tam, animacje są ładne! Po co, jak w starym Gtalku, wyświetlać na belce informację o liczbie nieprzeczytanych wiadomości i podgląd tekstu ostatniej, skoro można wyświetlić tylko informację o liczbie wiadomości?

Myślałam, że się przyzwyczaję do tych i jeszcze innych drobnostek. Myślałam “daj sobie tydzień”, potem “daj sobie jeszcze jeden tydzień, przejdzie”, ale zamiast tego z każdym dniem i każdym kontaktem z Hangouts jest coraz gorzej.

Drogi Google’u, dlaczego wypuściłeś niedopracowaną, niedokończoną i funkcjonalnie tragiczną aplikację? Gdy mówiliśmy “chcemy zintegrowanego komunikatora” myśleliśmy raczej o czymś w stylu Gtalka, prostym, ale działającym globalnie. Z na przykład dodatkową kartą czy listą kontaktów dla osób z Google+, z synchronizacją powiadomień. Nie o takim potworku, nie o przeroście formy nad treścią!

Mam nadzieję, że wiesz, co robisz i że olewając mnie oraz innych tak zwanych “heavy-userów”, którzy faktycznie wykorzystywali Gtalka do codziennej komunikacji, zdobędziesz masy i mniej zaawansowanych użytkowników. Ciężko mi w to wierzyć, bo przecież Hangouts oparty jest o Google+, ale dobrze życzę.

Sama za to wiem, ze gdy wyłączysz “starego” Gtalka (chwała za możliwość odinstalowania aktualizacji do Hangouts) i do mojego Gmaila wrzucisz zamiast listy kontaktów ten chaos z Google+, w którym nawet do końca nie wiadomo, kto jest dostępny, to się pożegnamy.

Zresztą, już jestem w trakcie przenoszenia komunikacji na Facebooka. Nie lubię go, ale ma jedną rzecz, której brakuje Hangouts: jest prosty w użyciu, ma listę, no i nie piszą na niego spamerzy z prośbami o kontakt. Ci trafiają do piekiełka “Innych Wiadomości”. A gdy Facebook postanowi pójść twoją Google’u drogą, to też go porzucę na rzecz czegoś lepszego.

Komunikator ma być komunikatorem, prostym, szybkim i niezawodnym. Szkoda, że o tym zapomniałeś. Szkoda, że rozczarowałeś, w końcu tyle lat byliśmy razem.

Zostawiam cię i twoje tysiąc kolorowych ikonek.

Dołącz do dyskusji