Do Wielkiego Brata nadal nam daleko

Felieton/Technologie 24.05.2013
Do Wielkiego Brata nadal nam daleko

Do Wielkiego Brata nadal nam daleko

Korporacje wiedzą o nas strasznie dużo. Dowodem na to są takie usługi jak Google Now i Graf Wiedzy czy Open Graph Facebooka. Ich teoretyczne możliwości są przerażające, ale póki Facebook, Amazon, Google, Microsoft i Apple nie współpracują, to wszechobecny Wielki Brat się nie pojawi.

Jeszcze kilka lat temu mało kto by uwierzył, że algorytmy przetwarzające dane o użytkownikach internetowych usług i sieci społecznościowych będą na tyle zaawansowane, by wyciągać z nich wnioski. Nie tylko je gromadzić, ale też interpretować. Coraz więcej firm zajmuje się badaniem preferencji użytkowników, a algorytmy wyciągają z tych danych wnioski i tworzą cyfrowe echo prawdziwej osoby. Brzmi to strasznie, ludzie krzyczą o utracie prywatności. Wielki Brat patrzy, każdy jest pod lupą i tak dalej.

I zgodzę się: mechanizmy targetowania reklam czasem zadziwiają skutecznością. Taki Amazon naprawdę umie przewidzieć gust użytkownika i zaproponować mu następną lekturę. Ewa przestraszyła się, gdy Google przeanalizował jej zdjęcia i potrafił np. wyświetlić te, na których widać psa. Niedługo będziemy mogli rozmawiać z wyszukiwarką jak z dobrym kumplem, który będzie wyciągał wnioski z kontekstu rozmowy. Tylko to wszystko jak na razie tylko ciekawostki i jeszcze długo nie musimy się powstania takiego “superkomputera” obawiać.

Na prezentacjach wygląda to strasznie, ale w rzeczywistości bardzo szybko widać ułomności systemu i algorytmów. Problem w tym, że ani jedno z tych narzędzi nie ma prawa mieć w pełni globalnego zasięgu i kompletnej bazy informacji, dzięki którym przewidywania mogły stać się celne. A bez tego nie ma mowy o zbudowaniu narzędzia, które będzie czymś więcej niż ciekawostką.

Użytkownicy w końcu zwykle nie są zamknięci w jednym ekosystemie, a używają urządzeń i usług od różnych firm i dostawców – a nawet jeśli ktoś zwiąże się wyłącznie z jednym ekosystemem, to jego znajomi i rodzina będą korzystać z czegoś innego. Firmy zbierające i przetwarzające dane raczej nie wymieniają się nimi między sobą – nie leży to w ich interesie. Ekosystemy się nie przenikają, są coraz bardziej izolowane – wszystko w imię tego, by użytkownik przywiązał się do jednej, jedynej słusznej marki lub platformy.

Rezultat jest taki, że każdy z gigantów zbiera na mój temat dane – ale każdy nieco inne. Dostają oni zaledwie wycinek całości! A przecież dopiero w komplecie te informacje rozsiane między tych największych dostawców składają się na moją cyfrową tożsamość. Przykład? Sieć kontaktów buduję głównie na Facebooku, który jest moim głównym komunikatorem. Ale rozmawiam też przecież za pomocą emaila, w tym skrzynki na Gmailu i służbowego Exchange.  Tym samym żadna z firm – Facebook, Google, Microsoft – nie jest w stanie przeliczyć za pomocą algorytmów, z którymi osobami komunikuję się najczęściej, które są dla mnie najważniejsze. Dopiero gdyby połączyć te informacje można byłoby mieć pełny obraz.

To samo dotyczy innych sfer mojego cyfrowego życia. W jakie gram gry wie Steam i Raptr, co oglądam – IMDb i Trakt.tv, czego słucham – Spotify i Last.fm. Część z tych informacji, ale też nie wszystkie, otrzymał ode mnie Facebook. Nie ma ich natomiast to wszystkwiedzące Google! Moi redakcyjni koledzy zachwycają się tym całym asystentem Now, ale w moim przypadku on się po prostu nie sprawdza. Wbrew pozorom gigant Google za mało o mnie wie. Ale jak wspomniałem, nawet ten cały okropny Facebook nie wie wszystkiego.

Mimo to jeśli miałbym typować Największego Brata ze wszystkich dziś obecnych, byłby nim pewnie portal Zuckerberga. To on ma największe szanse na zdobycie kompletnych danych o użytkownikach. Bo co mi po tym, że algorytmy Google będą lepsze, a Graf Wiedzy dostępny jest już dziś po polsku? Nie dość, że Google nie ma moich zdjęć z wakacji i nie wie z kim się najczęściej komunikuję, to jeszcze w Google Plus prawdziwych znajomych z którymi wchodzę w interakcję mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Założeniem wspomnianych usług jest to, że użytkownik i jego bliscy będą dzielić się z firmą wszystkim i wszędzie. Wrzucą każde zdjęcie, zapiszą każde spotkanie, ocenią każdą kawiarnię w której byli. A to przecież utopia! Nawet rasowy geek nie zawsze zrobi check-in po wyjściu z domu, a czasem odłoży telefon do szuflady na dwa dni, żeby odpocząć od tego całego zgiełku. A taki “zwykły użytkownik”? Skorzysta z tych wszystkich dobrodziejstw tylko wtedy, kiedy mu się przypomni.

Dlatego nie trąbiłbym o końcu świata, a wszystkie te “prywatność-gate” traktował znacznie luźniej. Nie łudzę się też, że mechanizmy semantycznego wyszukiwania w najbliższym czasie znacznie się poprawią i nadal traktuję je tylko jako ciekawostkę. No chyba, że jutro internetowi giganci w postaci Microsoftu, Apple, Google, Amazona i Facebooka połączyli się jutro w jedną światową korporację.

Ale to nam w przewidywalnej przyszłości nie grozi.

Dołącz do dyskusji