Microsoft atakuje konkurentów ich własną bronią

News/Technologie 10.04.2013
Microsoft atakuje konkurentów ich własną bronią

Microsoft atakuje konkurentów ich własną bronią

Gigant z Redmond od lat walczy z nowym pomysłem na kontrolowanie rynku, który polega na osłabianiu najmocniejszych graczy. Teraz wykorzystuje go do własnych celów, atakując Androida.

Microsoft, od czasów integracji przeglądarki Internet Explorer z systemem Windows, diametralnie zmienił swój wizerunek w oczach konsumentów. Już od ponad piętnastu lat zmaga się z wizerunkiem pazernego monopolisty. Sprawiedliwie patrząc, nie bez przyczyny. Niektóre praktyki spółki z Redmond były wręcz haniebne. Problem w tym, że konsekwencje poniosła ona akurat nie za te, za które powinna.

Wszyscy pamiętamy awanturę o wyżej wspomnianego Internet Explorera, który przez samą swoją obecność w komputerze z preinstalowanym systemem Windows utrudniał życie twórcom innych przeglądarek. Co prawda z niezrozumiałych przyczyn nikt nie pozwał Microsoft o integrację prostego edytora tekstu (WordPad), kalkulatora, edytora graficznego (Paint) czy innych aplikacji (Windows Media Playerowi się tylko, swego czasu, również oberwało), które dokładnie tak samo utrudniają konkurentom żywot, ale zostawmy już te rozważania Nie one są tematem tego tekstu.

A jest nim kontratak Microsoftu. Gigant z Redmond ma niezdrowo dominującą pozycję na rynku „dużych” systemów operacyjnych i wręcz nieistniejącą na rynku tych mobilnych. Postanowił więc wykorzystać dokładnie ten sam mechanizm, który zniszczył niegdyś jego własny wizerunek. Pozycjonowanie własnych usług przez rynkowego lidera. Chodzi, rzecz jasna, o Google i jego Androida.

Microsoft, wspólnie ze swoimi wybranymi partnerami, reprezentowanymi jako całość przez Thomasa Vinje, prawnika z Fairsearch, napisał skargę do władz Unii Europejskiej. Twierdzi on w niej, że „oprogramowanie Android w sposób złowrogi daje przewagę kluczowym aplikacjom Google w 70 procentach smartfonów wprowadzanych na rynek”.

To fakt. Istnieją dwa rodzaje urządzeń z Androidem. Te licencjonowane przez Google, oraz te wykorzystujące goły system Android, bez wsparcia Google. Ta druga odmiana spotykana jest głównie wśród tanich urządzeń, zazwyczaj z Chin (zdarzają się nieliczne wyjątki, takie jak tablety Amazonu), od producentów, których nie stać na licencjonowanie usług Google’a. Wszystkie nowoczesne smartfony znanych producentów dopasowują się do wymogów wyszukiwarkowego giganta. A ten oczekuje od nich, by aplikacje Google, takie jak YouTube czy Gmail, były umieszczone w widocznym miejscu, najlepiej na pulpicie głównym urządzenia.

Unia Europejska ma prawo zdecydować się nierozpatrywać skargi. Ale niezależnie od tego, czy ją odrzuci, czy też rozpatrzy (korzystnie lub niekorzystnie dla Google’a), wynik będzie bardzo ciekawy. Jeżeli bowiem skarga zostanie odrzucona, okaże się, że nie wszystkie podmioty są równe wobec prawa. Jeżeli zaś to Google dostanie po łapach (czemu stanowczo się sprzeciwiam), okaże się, że producenci i usługodawcy o dominującej pozycji na rynku są zmuszeni tworzyć gorsze produkty. A czemu gorsze?

Wiecie dobrze, a przynajmniej stali moi Czytelnicy to wiedzą, że nie pałam zbyt wielką sympatią do Androida. Ale rozumiem w pełni to, co robi Google. Po pierwsze, firma ta powinna mieć święte prawo zarabiać na swoim produkcie. A zarabia właśnie dzięki reklamom wyświetlanym w wyżej wymienionych usługach. Po drugie, Google ma możliwość zadbania o to, by jej własne produkty znakomicie współpracowały z systemem operacyjnym i były wolne od usterek i niedoróbek. Oczywistym jest to, że wolę zaproponować swoją usługę, niż cudzą, nie tylko ze względu na zarobek, ale również dlatego, że jestem w stanie zapewnić tak wysoki poziom usługi czy produktu, na który tylko mnie stać. Android z ekranem wyboru klienta pocztowego? Aplikacja do poczty Microsoftu na Androida jest, niestety, dość przeciętna, nie dorasta do pięt klientowi Gmaila. Sprzedając system z dużo gorszą aplikacją od mojej własnej, powoduję, że mój klient traci sympatię do samego systemu. Mimo iż teoretycznie nie jest to moja wina. Tyle że klienta mało to obchodzi…

Mam nadzieję, że Google nie ucierpi na tej absurdalnej skardze. Mam też, obawiam się że płonną, nadzieję, na zmiany w prawie dotyczącym regulacji rynku. Przypominam, że Firefox i Chrome nie potrzebowały pozwów i ekranu wyboru przeglądarki, by zdobyć popularność (a najgłośniej o to krzycząca Opera jest obecnie w dość smutnej sytuacji).

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement