Tomek Wawrzyczek: Robert Capa – legenda fotografii wojennej cz. II

Felieton/Foto 12.03.2013
Tomek Wawrzyczek: Robert Capa – legenda fotografii wojennej cz. II

Tomek Wawrzyczek: Robert Capa – legenda fotografii wojennej cz. II

Ten legendarny fotograf węgierskiego pochodzenia, uważany za najlepszego fotoreportera wojennego XX wieku, władał siedmioma językami, ale żadnym bardzo dobrze. Nie musiał. Przez najkrwawsze dwudziestolecie ubiegłego wieku aparat fotograficzny Capy mówił za niego. “Jeśli zdjęcie nie jest wystarczająco dobre znaczy, że nie byłeś wystarczająco blisko” – brzmiała jego maksyma.

Kiedy żołnierze 16-go Regimentu 1-szej Dywizji Piechoty lądowali na plaży Omaha 6 czerwca 1944 roku, między nimi był pracujący dla magazynu Life Capa. Nim rankiem w pierwszych godzinach D-Day wszedł razem z chłopakami z Kompanii E na pokład barki, która niedługo później ruszyła z setkami innych w stronę wybrzeża Francji, wcześniej wielokrotnie ryzykował swoje życie, by być “dostatecznie blisko” najważniejszych i wysoce zagrażających życiu i zdrowiu wydarzeń. Choćby podczas toczącej się w Hiszpanii wojny domowej, gdzie wykonał swoje najsłynniejsze zdjęcie przedstawiające śmierć republikańskiego żołnierza Frederico Borrell Garcii trafionego kulą nacjonalistów. W czerwcu 1944 roku Capa ponownie stanął “dostatecznie blisko” wojny i śmierci. Jego barka dobiła do brzegu plaży Omaha oznaczonej kodem “Easy Red”. Rampa opadła. Żołnierze zaczęli wskakiwać do wody sięgającej do bioder unosząc gotowe do strzału karabiny.

Capa wspomina:

Płaskie dno naszej barki zaryło o francuską ziemię. Obsługa opuściła stalowy dziób i gdzieś tam, między groteskowo wystającymi z wody stalowymi konstrukcjami zapór, zobaczyliśmy cienką linię lądu spowitego dymem – nasza Europa, plaża “Easy Red”.

robert capa fotografia wojenna

Moja piękna Francja wyglądała nędznie, bardziej odpychała niż zapraszała, a niemieckie karabiny maszynowe wypluwające w stronę naszej barki serie pocisków, kompletnie psuły mój powrót. Widząc brnących w wodzie żołnierzy, kluczących pomiędzy stalowymi zaporami przeciwinwazyjnymi i dymy nad plażą, zatrzymałem się na początku rampy, żeby zrobić zdjęcie. Obsługa, która omyłkowo wzięła moje znieruchomienie za przejaw wahania, pomogła mi opuścić barkę solidnym kopniakiem w tyłek. Woda była zimna, plaża jakieś sto jardów przede mną. Pociski cięły wodę wokół mnie podczas, gdy próbowałem dotrzeć do najbliższej zapory. Stał przy niej żołnierz i przez chwilę dzieliliśmy wspólnie naszą skromną osłonę. Po chwili żołnierz zdjął wodoodporny pokrowiec z karabinu i nie mierząc w nic konkretnego zaczął strzelać w stronę plaży. Odgłosy wystrzałów dodały mu jakby odwagi by ruszyć do przodu. Zostałem sam i zacząłem robić zdjęcia żołnierzom kryjącym się za sąsiednimi zaporami

– wspomina pierwsze chwile lądowania w Normandii Capa w swojej książce “Slightly Out Of Focus”.

Będąc już na plaży Capa ukrył się za unieruchomionym amerykańskim czołgiem i robił zdjęcie za zdjęciem. Opowiadał, że dopadł go wtedy zupełnie nowy rodzaj strachu, który wprawiał jego ciało w drgawki od stóp po czubek głowy. Rozdygotany, z trudem zmieniał rolki filmu w aparacie i utrzymywał go we względnym bezruchu podczas naciskania spustu migawki. Widać to na części zrobionych na plaży Omaha zdjęć – poruszonych, rozmytych, co podkreśla tylko ich dramaturgię. Przez cały czas wypowiadał do siebie na głos zdanie, które przywiózł z Hiszpanii: “Es una cosa muy seria” – “to bardzo poważna robota”.

robert capa fotografia wojenna

Ostatecznie Capa wydostał się z plaży w jednym z pojazdów piechoty. W pierwszych minutach inwazji zużył trzy rolki filmu wykonując 106 zdjęć. Po powrocie do Anglii oddał negatywy do wywołania. Technik w ciemni był tak podekscytowany przywiezionymi przez Capę z Normandii zdjęciami, że wysuszył klisze za szybko – pod wpływem ciepła emulsja natychmiast zmiękła. Zniszczyły się wszystkie klatki za wyjątkiem jedenastu. Na tych, które się uratowały, zachowały się rozmyte, surrealistyczne obrazy oddające w nadzwyczaj treściwy sposób chaos i zamieszanie panujące tamtego dnia na plaży “Easy Red”.

Zdjęcia zrobione przez Capę w dniu D przeszły do historii fotografii. Capa lądował na plaży Omaha w drugim rzucie desantu, który napotkał na nadzwyczaj silny opór ze strony wojsk niemieckich. Jedenaście klatek, które uratowały się po niewłaściwym wywołaniu negatywów w laboratorium “Life” w Londynie, “cudowna jedenastka” jak je nazywano, do dziś są najbardziej znanymi obrazami inwazji Aliantów na Francję. Zostały opublikowane w wydaniu magazynu z 19 czerwca 1944 roku.

robert capa fotografia wojenna

Po ponad dekadzie spędzonej na pierwszej linii frontu, niedługo po zakończeniu II Wojny Światowej, u Capy zarysowały się wyraźnie objawy zespołu stresu pourazowego: niepokój, częste sięganie do kieliszka, drażliwość, depresja, poczucie winy, że przeżył i utrata celu, sedna, istoty życia – tak charakterystyczne cechy nihilizmu, który Capa głęboko skrywał przed światem.

W 1947 roku Capa zakłada słynną agencję, a właściwie spółdzielnię fotograficzną, “Magnum”. “Magnum” jest ziszczeniem jego wieloletnich marzeń, snutych jeszcze w Hiszpanii razem z Chimem Seymourem. W 1951 roku zostaje prezydentem agencji.

robert capa fotografia wojenna

Poza fotografią wojenną Capa robi wiele portretów, między innymi dwójce swoich przyjaciół: Pabla Picasso i Ernesta Hemingway’a. Portretuje też słynną szwedzką aktorkę, kochankę Capy, Ingrid Bergman. Capa poznał Bergman w Europie podczas wojny, gdzie aktorka odbywała tournée wśród amerykańskich żołnierzy. W grudniu 1945 roku Capa wyjechał za Bergman do Nowego Jorku, gdzie krótko pracował dla American International Pictures. Przed Bergman Capa był związany z Elaine Justin, którą nazywał “Pinky”. Ich związek trwał od 1943 do 1945 roku.

W 1946 roku Capa przyjmuje obywatelstwo amerykańskie. Mieszka kilka miesięcy w Hollywood, gdzie pracuje nad wspomnieniami z czasów II Wojny Światowej, które chce później przerobić na scenariusz filmu. Próbuje też swoich sił jako producent i reżyser filmowy. Szybko odkrywa, że nie jest to zajęcie dla niego.

Pod koniec 1946 roku Capa na zlecenie “Time” jedzie do Turcji jako reżyser serii “March of Time”. W 1947 razem ze swoim przyjacielem, amerykańskim pisarzem Johnem Steinbeckiem przez miesiąc podróżuje po Związku Radzieckim. Zdjęcia Capy zrobione między innymi w Moskwie, Tibilisi, Kijowie i w zrujnowanym Stalingradzie zostały wydane w 1948 roku jako ilustracje książki Steinbecka “Rosyjski dziennik”. Po podróży do Związku Radzieckiego Capa z Theodorem White’em odwiedza w 1947 Czechosłowację, Polskę i Węgry. W Polsce fotografuje zespół obozów koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau.

robert capa fotografia wojenna

W latach 1948-50 Capa trzy razy jedzie do Izraela. Pierwszy raz w okresie deklaracji niepodległości przez Izrael i walk, które po niej wybuchły. Zostaje niegroźnie ranny i solidnie wstrząśnięty. Dwie kolejne wizyty w Izraelu przeznacza na dokumentowanie przybywających do tego kraju fal imigracji. Po powrocie z Izraela oświadcza, że wycofuje się z fotografii wojennej. Dlatego brakuje Capy podczas konfliktu na Półwyspie Koreańskim.

Po 1950 Capa wraca do Paryża i koncentruje się na pracy jako prezydent agencji “Magnum”. Zajmuje się rekrutacją i promocją młodych, zdolnych fotografów. Zaprzyjaźnia się z reżyserem Johnem Hustonem, pisarzem Irwinem Shawem i felietonistą Artem Buchwaldem. Cieszy się życiem. Jest częstym bywalcem paryskich “salonów” i nocnych klubów, otacza się pięknymi kobietami. Lubi spędzać wakacje zimowe w znanych kurortach narciarskich. Ze swoich podróży we francuskie i szwajcarskie Alpy oraz do Norwegii przywozi wiele zdjęć i artykułów. Przez tydzień jest gościem holenderskiej rodziny królewskiej. W 1953 roku rząd Stanów Zjednoczonych zawiesza na kilka miesięcy ważność jego paszportu za poglądy lewicowe i znajomości w środowiskach komunistycznych.

W kwietniu 1954 roku Capa na kilka tygodni wyjeżdża do Japonii na zaproszenie wydawnictwa Mainichi, które planuje wydawanie magazynu poświęconego fotografii. Przebywając tam dostaje propozycję od magazynu “Life”, by pojechać do Indochin, w których niedawno wybuchł konflikt zbrojny. Mimo wcześniejszych deklaracji o rezygnacji z pracy jako fotoreporter wojenny, Capa przyjmuje zlecenie i na początku maja ląduje w Hanoi w Wietnamie. Z Hanoi jedzie do Luang Prabang w Laosie i fotografuje francuskich żołnierzy rannych podczas bitwy pod Dien Bien Phu, wziętych do niewoli przez wojska Vietminhu, następnie wypuszczonych na wolność. Z Laosu wraca do Hanoi, gdzie spędza kilka dni fotografując miasto. Później towarzyszy francuskiemu konwojowi, który jedzie do ujścia Czerwonej Rzeki z misją ewakuacji dwóch osłabionych posterunków wojskowych nękanych przez Vietminh.

robert capa fotografia wojenna

To będzie piękna historia” – miał powiedzieć Capa opuszczając z konwojem wioskę Nam Dihn rankiem 25 maja, w ostatnim dniu swojego życia. “Będę się dziś zachowywał grzecznie, nie będę obrażał kolegów i ani razu nie będę się przechwalał moimi cudownymi zdjęciami” – dodał. Osiem godzin później, 30 kilometrów dalej, Capa nie żył. Nadepnął na minę w okolicy Thai Binh, kiedy chciał podejść “jeszcze bliżej”.

Spuścizną po Robercie Capa zaopiekował się jego młodszy brat Cornell, również fotograf. Założone przez Cornella w 1974 roku Międzynarodowe Centrum Fotografii stało się domem dla kolekcji fotografii Roberta Capy. Część jego prac miała nigdy nie zobaczyć światła dziennego. W chaosie początku II Wojny Światowej 4500 negatywów, owoców pracy Roberta Capy, Davida “Chima” Seymoura i Gerdy Taro, zaginęło wydawało się bezpowrotnie. W 2007 roku odnalazły się niespodziewanie w starym budynku w stolicy Meksyku, ukryte w walizce. Zainspirowało to Trishę Ziff, kuratorkę wystaw poświęconych fotografii i reżyserkę filmów dokumentalnych o tematyce fotograficznej, do nakręcenia w 2011 roku dokumentalnego filmu zatytułowanego “Meksykańska walizka” – opowieści o trzech ludziach połączonych miłością do fotografii, czujących niebezpieczeństwo faszyzmu walczących z nim przy pomocy swoich aparatów.

Robert Capa spędził sporą część swojego życia na frontach pięciu największych konfliktów zbrojnych XX wieku. Dokumentował heroiczne zmagania Republikanów w Hiszpanii, walkę Chińczyków z japońskim okupantem, większość największych bitew II Wojny Światowej w Europie i Afryce Północnej, w tym lądowanie Sprzymierzonych w Normandii, walkę Izraelczyków o utworzenie własnego państwa i wojnę w Indochinach. W 1938 roku, kiedy Capa miał tylko 25 lat, brytyjski magazyn “Picture Post” nazwał go “największym fotoreporterem wojennym świata”. Capa udowadniał przez całe swoje zawodowe życie, że nie były to puste słowa.

 

Tomasz Wawrzyczek – rocznik 1969, z wykształcenia informatyk, z zawodu projektant GUI, z zamiłowania fotograf, dumny ojciec, szczęśliwy mąż, miłośnik bardzo, bardzo starych aparatów fotograficznych.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement