Przed Tizenem długa droga, bo Samsung…

Artykuł 18.03.2013
Przed Tizenem długa droga, bo Samsung…

Przed Tizenem długa droga, bo Samsung…

Samsung ma ogromne ambicje. Docelowo chce zastąpić usługi Google’a swoimi, wprowadzić do swoich smartfonów odpowiedniki usług innych producentów i przygotować w ten sposób grunt pod inwazję Tizena, nowego systemu operacyjnego, którego rozwój wspiera Samsung. Łatwo jednak nie będzie.

Rozmawiałam ostatnio z kilkoma posiadaczami Nexusów. Wszyscy oni, jak jeden mąż, powiedzieli, że są zachwyceni tym, jak działa Google Now. Amerykanin najbardziej chwalił dodatki typu wyświetlanie koncertów czy rozkładów transportu publicznego, Grek wyszukiwanie, zarówno w Google jak i wewnątrz telefonu, a Polak ogólnie wszystkie wyświetlane karty. Ów kontekst uświadomił mi, że Samsung nie ma jednej, bardzo ważnej rzeczy – danych.

Bo co sprawiło, że Google jest tak potężne? Dane właśnie. To na ich podstawie Google serwuje reklamy, to dla nich tworzy usługi i ich używa do ulepszania swoich produktów. Jeśli dodać do tego ogromne już przecież doświadczenie w projektowaniu interfejsów, obserwację zachowania w sieci miliardów osób i kilka lat uczenia się na błędach, to wychodzi, że Google wykorzystuje swój wewnętrzny potencjał do tworzenia systemu i ekosystemu usług połączonych. I to jest jego największą siłą.

Samsung-S-Voice

Kopiowanie, nie ma w tym duszy

Nie umniejszając Samsungowi, ten musi uczyć się niemal od zera. Pamiętam, jak po premierze SGS-a 3 testowałam ze znajomyi Siri, S-Voice i Google Now. Niby trzy podobne usługi, trzech asystentów głosowych służących niemal do tego samego w zasadzie powinno działać podobnie. Włączaliśmy wszystkie trzy usługi na raz i wydawaliśmy tę samą komendę. Google Now rozpoznawało prawie wszystkie polecenia, Siri radziła sobie trochę gorzej, ale nie było źle, a S-Voice… S-Voice chyba ani razu nie zrozumiał, czego od niego chcemy.

Miałam wtedy wrażenie, że S-Voice jest stworzoną na szybko kopią innych usług, bo te zrobiły się modne i wywołały spory szum. Bez porządnego rozpoznania mowy, bez głębokiej integracji z wyszukiwarkami i zewnętrznymi serwisami S-Voice był wtedy potwierdzeniem tego, że Samsung dużą część swojego sukcesu opiera na kopiowaniu. Takim trochę bezsensownym, bez zrozumienia drugiego i trzeciego dna, bez zrozumienia kontekstu i strategii. Bo skoro wszyscy mają, to Samsung też musi!

To dosyć niezgrabne kopiowanie widzieliśmy już wiele razy. ChatON miał być komunikatorem, który podbije rynek. Na razie tego nie widać, i choć pomysł był dobry – ściągnięty oczywiście od konkurencji – to wykonanie i marketing iście… Samsungowe. Świetny pomysł na międzyplatformowy komunikator spalił na panewce przez nieumiejętność pokazania, czym jest i przekonania użytkowników, by zaczęli go używać.

ChatON

Nawet bada, porzucony przez Samsunga system, pokazuje, że owszem – można podpatrywać konkurencję, ale to nie znaczy, że odniesie się sukces. Bada, choć był to przyzwoity (i nic więcej) system nie porywał. Nie było w nim nic świeżego, nic, czego nie miałaby konkurencja. Wizualnie bada podobna była do Androida i iOS, funkcjonalnie też, a jedyną różnicą był brak niektórych funkcji, stosunkowo mały w porównaniu do konkurencji sklep z aplikacjami i mniejsze dopracowanie kwestii estetycznej.

Bada wciąż kona, istniejąc na urządzeniach, które jeszcze znajdują się na rynku, ale zginą wraz z wymianą smartfonów u operatora. Tymczasem idea autorskiego sklepu z aplikacjami, który znajdował się w badzie, ale trafił też na Androida, wciąż żyje. Samsung Apps jest preinstalowany na Samsungach Galaxy, ale z powodu umów z Google’em Samsung nie może rozwinąć skrzydeł i musi ograniczać liczbę aplikacji dostępnych w swoim autorskim sklepie i w zasadzie służy on tylko to dostarczania promocji i ważnych tytułów.

W ten sposób Samsung jest hamowany przez Google’a i nie może mocniej rozprzestrzenić idei własnego ekosystemu w ekosystemie Androida. Nie ma się co dziwić. Jednak Samsung wciąż próbuje – stąd masa autorskich aplikacji, które dublują funkcjonalność Androida. Aplikacja mailowa, kalendarze i tym podobne współistnieją w urządzeniach, często oferując dodatkowe funkcje, takie jak obsługa wzrokiem czy gestem.

samsung galaxy s 4 49

A zanim Tizen…

Samsung musi najpierw pozbyć się łatki naśladowcy a potem postawić na zbieranie użytkowników we własnych usługach zanim na poważnie wprowadzi smartfony z Tizenem i jeśli nie chce popełnić błędów bady. Powinno obejmować to kilka etapów:

 

1. Zbudowanie potężnej bazy użytkowników, żeby mieć na czym operować;

2. Wprowadzanie tożsamych, samowystarczalnych usług z każdej dziedziny do smartfonów z Androidem;

3. Zachęcenie użytkowników do używania usług Samsunga przez zaoferowanie wartości dodanej;

4. Zerwanie z Google’em, by móc promować własne usługi, np. Samsung Apps i przyzwyczajać do nich użytkowników, przy jednoczesnym rozwijaniu Tizena i jego bazy aplikacji;

5. Premiera smartfona z Tizenem z jednoczesnym pozostaniem przy Androidzie, z jednakowymi usługami na obu;

6. A gdy Tizen dojdzie do poziomu Androida, postawienie wszystkiego na Tizena i wprowadzenie przewagi, np. sprzętowej (specyfikacja, wykonanie), przerzucenie ciężaru marketingu na Tizena;

 

Obecnie Samsung jest gdzieś na etapie realizacji punktów 2 i 3. To dosyć niebezpieczna sytuacja, bo Samsung Androidem i aplikacjami z Google stoi. Bada potwierdziła, że nieprzemyślane działania prowadzą donikąd i przedwczesna premiera rozwiązania asekuracyjnego nie jest prosta. Jednak od czasów bady wszystko się zmieniło – Samsung kontroluje około 60% rynku smartfonów z Androidem i udział ten będzie prawdopodobnie rosnąć.

Najpiękniejszy start?

Oznacza to mniej więcej tyle, że jeśli Samsung upodobni Tizena do Androida i rozpromuje swoje usługi, to będzie mógł dokonać “podmianki” smartfonów u przede wszystkich nieświadomych tego, jakiego systemu używają użytkowników. Nawet, jeśli na początku straci większość użytkowników, to jego system i tak zadebiutuje prawdopodobnie lepiej, niż Windows Phone, BlackBerry 10 i Firefox OS razem wzięte.

Najważniejsze, by przeprowadzić tę operację z niemal chirurgiczną precyzją i dopracować Tizena tak, by na starcie nie brakowało mu wiele. I by użytkownicy, którzy przeniosą się z Androida nie zauważyli zbyt dużego dyskomfortu zmian. Nie będzie to łatwe, ale kto inny, jeśli nie Samsung, może tego dokonać?

samsung galaxy s 4 80

Jest tylko jedna wątpliwość. Czy Samsung, ten “copycat”, który dotychczas ani razu nie udowodnił, że potrafi stworzyć i spopularyzować własnych usług, że kopiuje je na oślep, nie popełnił tego samego z Tizenem. Bo skopiować wygląd jest prościej, niż wprowadzić funkcje integrujące się głęboko z systemem tak, by były bezproblemowe. Tego zrozumienia strategii Samsung jeszcze nie pokazał.

Samsung ma tez drugą drogę. Może rozwijać Tizena niezależnie od smartfonów z Androidem, ale to już widzieliśmy i wiemy, co stało się z badą.

Jednak to, że Samsung chce przejąć kontrolę nad całym swoim biznesem – hardware i software – to wiemy. Tylko takie ekosystemy mają największą siłę rażenia i pozwalają trzymać rynek w garści.

Dołącz do dyskusji

Advertisement