Internet cierpi na zbyt dużą ilość treści

Felieton/Technologie 05.03.2013
Internet cierpi na zbyt dużą ilość treści

Internet cierpi na zbyt dużą ilość treści

– Jak mogłeś nie oglądać tego serialu, przecież on jest niesamowity?! – Ech, nie miałem ostatnio czasu. – A z oscarowymi nagrodami się nie zgadzam. Co Twoim zdaniem powinno wygrać? – Nie widziałem żadnego z nominowanych filmów…

Pewnego razu odwiedziłem kolegę, który akurat oglądał serial Breaking Bad. Tematyka może i mnie zainteresowała, ale nie miałem w terminarzu miejsca na kilka kolejnych sezonów. Sprawa się zmieniła, gdy przy kolejnych spotkaniach w domu jegomościa nie mogłem dołączyć się do dyskusji przykładowo na temat sposobu dystrybucji niebieskich tabletek.

W obecnych czasach ciężko być na czasie z ogromem informacji, który zalewa nas ze wszystkich stron. Mnóstwo czasu tracimy na karmieniu się mało istotnymi treściami w sieciach społecznościowych. Dodajmy do tego masę seriali, filmów czy muzyki, kilkadziesiąt serwisów codziennie publikujących treści (zarówno tych istotnych – jak Spider’s Web – jak i mniej ważnych pudelków, kozaczków i pomponików) i możemy nie wstawać od komputera. A tu ktoś ze znajomych odezwie się na Facebooku i znowu na chwilę odwracamy uwagę od rzeczy istotnych – a ważnych rozmów nie przeprowadza się w taki sposób. Jak tu pracować?

Na mojej multimedialnej bucket-liście znajduje się szereg filmów, kilka seriali i całkiem sporo gier. Niektóre tytuły, jak chociażby Far Cry 3 lub Metro 2033 od jakiegoś czasu czekają smutne na kliknięcie Instaluj w aplikacji Steam. A to nie jedyne, niepobrane tytuły.

Będę grał w grę Tomb Raider
Po co robić cokolwiek innego, jak można grać w gry?!

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dzielnie odmawiając obejrzenia tak bardzo socialowych treści skazani jesteśmy na szykany, potępienie i ukamienowanie. Onegdaj w szkolnych ławach wszyscy omawiali jeden temat – poniedziałkowy hit Polsatu, wtorkowy mecz Ligi Mistrzów czy środową… wieczorynkę? Obecnie potencjalnych tematów do rozmów jest znacznie więcej. Nieoglądanie topowych seriali czy nieśledzenie Demotywatorów równa się towarzyskiej klęsce. Skazani jesteśmy na ostracyzm niczym rude i grube dziecko (do tego z odstającymi uszami) w przedszkolu.

W zamierzchłych czasach PRL-u treści kulturalne były niesamowicie ograniczone, teraz mamy ich wielokrotny nadmiar – nie jesteśmy w stanie ich skonsumować. Szczerze mówiąc jestem zdziwiony, skąd niektórzy znajdują czas na obejrzenie kilku sezonów serialu w ciągu jednego miesiąca. A gdzie tu znaleźć czas na codzienną porcję zdjęć z kotami. Musimy nauczyć się wybierać pomiędzy wartościowymi treściami dostępnymi w sieci.

"Download & share" prawie trzy dekady temu
“Torrenty” prawie trzy dekady temu

Rozwiązań jest kilka – możemy każdą wolną chwilę spędzać ze smartfonem przeglądając treści sieci społecznościowe czy tabletem, by nadrabiać kolejne sezony tasiemców zupełnie odcinając się od otaczającego świata. Kuriozum – pochłaniać wszystkie treści i nie mieć czasu się nimi podzielić. Chyba, że w formie 140-znakowej opinii ze znajomymi.

Kolejną opcją jest totalne odcięcie się od treści tak popularnych w internecie, usunięcie kont ze wszystkich serwisów społecznościowych i przylepienie broszki z napisem ciemna masa. Ze znajomymi zawsze można porozmawiać o pogodzie, prawda? Ewentualnie można kupić one-way-ticket do afrykańskiej dżungli i zbratać się z tamtejszą ludnością.

Ostatnim, najlepszym wyjściem jest filtrowanie treści. Nie trzeba karmić się całym bełkotem, który pochodzi z internetu. Można wybrać wartościowe informacje oraz media odrzucając zdjęcia kotów i tym podobne. Ignorowanie treści nie jest aż tak trudne.

Żegnajcie wesołe koty!
Żegnajcie wesołe koty!

Gdybyście się zastanawiali, jak potoczyły się losy Heisenberga, jego szwagier odkrył prawdę i prawdziwe ja głównego bohatera. Przepraszam, zepsułem Wam oglądanie? Nie widzieliście jeszcze ostatnich odcinków?

Zainspirował: Chris Matyszczyk

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement