Strony internetowe nie są gotowe, by rosnąć wszerz

Felieton/Technologie 04.03.2013
Strony internetowe nie są gotowe, by rosnąć wszerz

Strony internetowe nie są gotowe, by rosnąć wszerz

Laptopy, telefony komórkowe, tablety i powszechna multimedialność urządzeń elektronicznych doprowadziły do tego, że nasze ekrany zaczęły rosnąć w bok, natomiast skracać się u góry, co w kolei doprowadziło do wielu poważnych zaburzeń w świecie konstruowanych przez lat interfejsów. 

Jeszcze przez kilka pierwszych lat XXI wieku standardem były monitory o stosunkowo kwadratowych ekranach. Rewolucja przyszła wraz z popularyzacją płaskich telewizorów LCD i plazmowych, które dopasowując się do kinowych standardów, szybko zaczęły wydłużać się w bok stając się tym samym czymś, co dziś określamy “panoramicznym”. Długo to nie trwało, gdy w tej tendencji zaczęły je naśladować monitory, a niedługo potem laptopy. Na początku nieśmiało, preferując proporcję 16:10, by wreszcie dotrzeć do powszechnego dziś układu 16:9. W podobnym kierunku zmierzały zresztą telefony komórkowe i tablety, co po części prowadziło do unifikacji formatu wyświetlania obrazu w dzisiejszych czasach.

To, co mnie martwi, to wpływ tamtych decyzji na świat internetu i oprogramowania. O ile bowiem gry komputerowe, zdjęcia czy filmy poradziły sobie z upanoramicznieniem stosunkowo dobrze, niektórym wyszło to nawet zdecydowanie na zdrowie, tak twórcy sieciowych witryn i różnych aplikacji do dziś sprawiają wrażenie, jakby byli troszkę w szoku.

Do zmiany sposobu myślenia o internecie ta ekranowa rewolucja zmusiła w dużej mierze twórców przeglądarek internetowych. To bardzo poważny rynek, skłonny jestem zaryzykować nawet stwierdzenie, że to obecnie najchętniej wykorzystywane programy w ramach użytkowników przeróżnych systemów operacyjnych. Być może już nie pamiętacie, ale jeszcze w 2005 roku i tak chyba aż do początków 2010 autorzy najbardziej znanych programów tego typu raczyli nas potwornie masywnymi belkami, osobnym menu, paskami na adres, zakładki, wtyczki, a na dole jeszcze solidnym paskiem stanu. Był to zresztą wierzchołek góry lodowej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że to był czas mniej świadomego internetu, a niektórzy internauci lubili zakrzyknąć “hej, popatrz jakie fajne dodatkowe paski wyszukiwania doinstalowała mi wyszukiwarka, jakaś Alexa, jakieś Yahoo!…”.

firefox3

Problem zaczął być widoczny w momencie popularyzacji laptopów, a chwilę potem krótkotrwałej mody na netbooki. Interfejs przeglądarki internetowej potrafił w takich urządzeniach zajmować nawet i 50% całego miejsca, co pozostawiało rażący dyskomfort użytkownikowi strony internetowej. W takich warunkach trudno obejrzeć czasem nawet jeden obrazek czy filmik na YouTube. Swego rodzaju odwilż przyniósł pod koniec 2009 roku projekt Google Chrome, który wreszcie w miarę racjonalnie gospodarował zakładkami i paskiem stanu.

Niedługo potem wystartował szumnie zapowiadany Firefox 4, który miał korzystać z uroków interfejsu Aero. To była niewątpliwa ewolucja w dobrym kierunku, której – na ten moment – zwieńczeniem zdaje się być Internet Explorer 10. Przeglądarka ze wszystkich obecnych na rynku, wydaje się być obecnie programem najbardziej oszczędnym w kwestii miejsca, choć z wielu powodów unikana jest jeszcze przez użytkowników – i można to zrozumieć. Nowy IE jest jednak rewolucyjnym wreszcie krokiem w materii przycięcia długiego paska adresu, tak czczonego przez producentów.

Przeglądarki internetowe i sposób ich modyfikacji to jednak znikomy problem, jeśli weźmiemy pod uwagę wysiłki webdesignerów, którzy po ponad dekadzie budowania standardów i przyzwyczajeń, musieli znaleźć sposób na rozlokowanie tego w przestrzeni bocznej. Żeby nadać tej sytuacji nieco porównawczego dramatyzmu – spróbujcie sobie wyobrazić, że grupa architektów nagle dostaje zadanie pomieszczenia całego Manhattanu, tego samego co teraz, na tej samej powierzchni, ale w budynkach wyłącznie niższych niż cztery piętra.

Internetowe trendy momentami zaczęły zamieniać się w groteskę. Wraz z pojawieniem się panoramicznych ekranów, internautom szybko zaczęło doskwierać dużo pustej przestrzeni po bokach strony, dlatego autorzy z czasem zaczęli je zagospodarowywać dodatkowymi metodami. Niektórzy zdecydowali się na dodanie kolejnej kolumny, ale często zupełnie bez pomysłu na jej zawartość. Pół biedy, jeśli pojawiały się tam rzeczy przez widza najzwyczajniej ignorowane, ale bardzo często niestety prowadziło to do zamachu na estetykę i dezorientację. Ciekawym przykładem walki z trendami jest nowy layout Spider’s Web, w którym – moim zdaniem – Przemek Śmit wyrzeźbił coś z niczego.

cnn

Zauważcie proszę, że pomimo naprawdę sporej porcji wolnego miejsca na stronie, ciągnie się ona w dół w jednej kolumnie. Zastosowano tu coraz powszechniejszą praktykę polegającą także na powiększaniu czcionki. Internet na miarę 2013 roku kłania się w pas wszystkim krótkowzrocznym, choć wynika to głównie z tego panoramicznego terroru. Zwiększenie wolnego miejsca na tekst nie wchodzi bowiem w rachubę – dodatkowe pola zeszpeciłyby stronę do cna. Rozszerzenie pola notki utrudniłoby jej czytanie, gdyż przy tego typu justowaniu tekstu po prostu pogubilibyście się w linijkach.

Jedynym rozwiązaniem, które może uratować webdesignera w takiej sytuacji jest podzielenie szerokiego pola tekstowego na… dwie kolumny. Zupełnie tak jak w gazetach, rzecz w tym, że koncepcja taka w internecie zupełnie się nie sprawdza, a internautę konieczność scrollowania “góra-dół” doprowadza do szewskiej pasji. Jeśli przyjrzycie się stronom w sieci zauważycie zapewne, że wielkie czcionki stały się obecnie podstawowym wypełniaczem przestrzeni, jeśli jednak weźmiemy pod uwagę notoryczne raporty o pogarszającym się wzroku internautów, być może jest to takie szczęście w nieszczęściu.

Nawet jeśli strony główne wielkich portali cały czas starają się utrzymywać swoją konwencję agregatów linków do najnowszych informacji, ich podstrony zmieniają się zgodnie z powyższymi tendencjami, uzupełniając boki zapychaczami albo w postaci samogenerującej się treści, albo elementów promocyjnych własnych materiałów. Trudno ich winić, choć panoramizacja sieci niewątpliwie sprzyja zagospodarowaniu poszczególnych stron tzw. śmieciową i tylko śmieciową treścią. Podczas gdy “w starym internecie” każde przewinięcie w dół jawiło przed nami nowe – mniej lub bardziej wartościowe – treści, tak “nowy internet” po bokach serwuje nam głównie zapychacze, mające na celu walkę z pustą przestrzenią.

natemat

W ostatnich latach, czy też może raczej – miesiącach, zaczęły pojawiać się zdecydowane odejścia od tradycyjnej koncepcji strony internetowej. Coraz częściej buduje się je w oparciu o wielkie grafiki i nagłówki ułożone czasem w kolejności, czasem porozrzucane bez ładu i składu. To swego rodzaju wyraz uznania dla interfejsu Windows 8, który – jakkolwiek nie zapieraliby się twórcy – był w moim mniemaniu swego rodzaju inspiracją na przykład dla The Verge, z którego potem zrzynała już równo połowa świata informacji i technologii. Standardowe linki czy splashe zostały wyparte przez swego rodzaju mniej lub bardziej równe “ikony”.

Rozwiązanie ma o tyle sporo sensu, że tak naprawdę nie ma większego znaczenia czy taki interfejs ciągnie się w dół, czy w bok. Wystarczy popatrzeć zresztą właśnie na wspomnianego Windows 8, który oddając co cesarskie także tabletom, przewiduje w zasadzie wyłącznie koncepcję przeglądania sieci w bok. Na polskim gruncie takie rozwiązania coraz częściej recypuje coraz więcej stron – na Spider’s Web całkiem ładnie sobie takie kafelki poukładaliśmy, tvn24.pl stanowi wyraz kompromisu pomiędzy tradycyjnym serwisem informacyjnym, blogiem, a nowymi trendami. Nie byłbym sobą, gdyby nie wspomniał też o NaTemat.pl. Akurat w tym ostatnim wypadku mam jednak wrażenie, że grafik miał taką samą wizję na wspomniany już nowy Manhattan, jak swego czasu sam Osama bin Laden.

Zmieniające się trendy wynikają poniekąd w dużej mierze z okoliczności technologicznych, panoramicznych ekranów, dostosowywaniu się pod urządzenia mobilne. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że w wielu wypadkach brakuje najzwyczajniej pomysłu na czytelne (podkreślam, bo to chyba słowo klucz) zagospodarowanie dodatkowej przestrzeni uzyskanej po bokach, a rodzące się pod tym wpływem koncepcje o wiele częściej są bardziej nieudane, niż udane, trzeba zastanowić się, w którym miejscu zaczęliśmy iść w złym kierunku. Być może internet powinien być “pionowy”, w końcu od stuleci właśnie do lektury pionowego tekstu (choćby na glinianych tabliczkach) nasza kultura jest przyzwyczajana.

niebo

Wiecie co? Postawiłem sobie wczoraj swojego Ultrabooka jak książkę – na boku – i odwróciłem ekran na bok. Komfort pracy wzrósł o kilkadziesiąt procent, a i wcale nie było tak brzydko. Kto wie, może jeszcze komputery ponownie pójdą w tym kierunku?

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement