Zamieszanie wokół Google CalDAV to jakiś żart

News/Technologie 16.03.2013
Zamieszanie wokół Google CalDAV to jakiś żart

Zamieszanie wokół Google CalDAV to jakiś żart

Pamiętacie jak wielki tumult podnieśliśmy w momencie odcięcia protokołu EAS od Kont Google? Może nieco przesadziliśmy, ale awantura była niemała. CalDAV, protokół, który miał zastąpić część funkcji Exchange’a, o który było całe zamieszanie… również zostanie odcięty.

W połowie grudnia ubiegłego roku Google zachował się bardzo nieładnie. Zapowiedział, że rezygnuje z udostępniania poczty, kalendarzy i kontaktów poprzez protokół Exchange Active Sync. Trzeba przyznać, że miał ku temu powody. To mechanizm stworzony przez Microsoft. I tak jak działa znakomicie, tak jest opatentowany, zamknięty i… płatny. Google nie miał interesu w jego utrzymywaniu, jego decyzja była zrozumiała. W czym był więc problem?

Google ogłosił, że zmiana wejdzie w życie za 1,5 miesiąca po jej ogłoszeniu. Biorąc pod uwagę ogrom oprogramowania, jakie współpracuje z ekosystemem Google, równie dobrze mógłbym napisać „natychmiast”. Rzecz jasna, platformy, które Google sam wspiera, nie odczułyby problemu. Ale dziesiątki klientów pocztowych musiały być natychmiast zaktualizowane, a to i tak pikuś w porównaniu do systemów operacyjnych, w tym BlackBerry OS, Windows Phone, Symbian czy Windows 8 / Windows RT. To było nieładne zagranie wobec konkurencji, mimo iż zostało udostępnione nowe API, w pełni otwarte.

Minął kwartał. Microsoft wynegocjował z Google, by ten pozwolił Windows Phone’om na synchronizację do końca lipca (niestety, Google się nie zgodził na to samo wobec Windows 8 czy Windows RT), deweloperzy innych systemów i aplikacji albo naprędce je uaktualnili, albo odpuścili, temat został zamknięty. Tymczasem po tym kwartale Google ponownie decyduje się na zmiany. Tym razem, trzeba przyznać, robi to w sposób elegancki, ale i tak budzi to pewną frustrację.

Otóż API do kalendarza, czyli CalDAV, jeden z elementów, który musiał być pospiesznie zaimplementowany w wyżej wspomnianych systemach czy aplikacjach… zostanie wyłączony. Innymi słowy, nie wszyscy jeszcze (patrzę na ciebie, Microsoft) zdążyli zaimplementować nowy standard wybrany przez Google’a, a ten już z niego rezygnuje. Przypominam, raz jeszcze: minął kwartał.

Na szczęście nie jest to tak dramatyczna zmiana, jak w przypadku tej poprzedniej. Google wyciągnął wniosek z miażdżącej krytyki, i tym razem rozgrywa to fair, mimo iż sama sytuacja jest żenująca. CalDAV API zostanie wyłączone 16 września, więc jest jeszcze dużo czasu na zmiany w oprogramowaniu. Zastąpi je Google Calendar API. Co więcej, niektórzy deweloperzy będą mogli dalej korzystać z CalDAV, wybrani przez Google’a partnerzy.

To jest jak najbardziej rozsądny kompromis, i tak jak można skrytykować niektóre jego elementy, tak ogólnie jest to zdecydowanie do przyjęcia. Ale w takim razie czemu to całe styczniowe zamieszanie w ogóle miało miejsce? Po co przerzucać było EAS na CalDAV, CardDAV i IMAP, skoro ich dni są policzone, przynajmniej tego pierwszego? I wreszcie: co dalej z CardDAV (do kontaktów) i IMAP (do poczty)?

Google ma pełne prawo do robienia co mu się żywnie podoba. Ma prawo zamknąć Czytnik Google, ma prawo zmienić API do Kalendarza Google. Ale niech mi ktoś wytłumaczy jak można polegać na tak diabelnie niestabilnym ekosystemie…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

Advertisement