Google Reader odejdzie w zapomnienie. Na szczęście są dobre alternatywy!

Felieton/Technologie 14.03.2013
Google Reader odejdzie w zapomnienie. Na szczęście są dobre alternatywy!

Google Reader odejdzie w zapomnienie. Na szczęście są dobre alternatywy!

Fala nienawiści przepłynęła dzisiaj rano przez bezkresy internetu. Nie narzekali Ci, którym wystarcza agregowanie newsów z poziomu Facebooka. Na tym jednak nie kończą się wymagania użytkowników internetu. Google Reader został zamknięty, trzeba poszukać alternatyw. W którym kierunku się zwrócić?

Dzisiejszy dzień miał stać pod znakiem liczby Pi, ta odeszła jednak w zapomnienie. Gigant z Mountain View wywołał bowiem gorzki wyraz na twarzy każdego szanującego się geeka. Sam fakt zamknięcia Redaera nie wywołał na mojej twarzy plejady odcieni koloru czerwonego. Pomyślałem sobie w inny sposób – poleganie na jednym producencie może nie być dobre i w dłuższej perspektywie być zgubne dla korzystających. Tak właśnie stało się dzisiaj. Dywersyfikacja jest korzystna, nawet w niewielkim stopniu. Jest bowiem szansa, że twórcy alternatyw Google Readera pomyśleli rano: tak, to jest ten moment, to jest ta chwila! Zamknięcie usługi Google’a jest dla nich szansą na zaistnienie i zdobycie serc wielu geeków. Na co warto zwrócić uwagę?

Jak już pisał Piotr, idealny czytnik RSS powinien być dostępny zarówno z poziomu komputera, jak i urządzeń mobilnych. Czy jednak każdy potrzebuje takiej integracji? Może niektórym wystarczy aplikacja mobilna? Z pewnością znajdą się też osoby przeglądające nagłówki tylko z poziomu smartfona czy tabletu. Kto wie, może jednak Ci twórcy zdecydują się rozszerzyć swoje portfolio?

Feedly

Zaletą czytnika Feedly jest przede wszystkim możliwość synchronizacji z Google Readerem. Jako, że ta druga zostanie niebawem wyłączona (1 lipca 2013 roku), warto dokładniej przyjrzeć się usłudze.

Po pierwszym uruchomieniu aplikacji podpowiada ona szereg źródeł posegregowanych w kilku kategoriach. W łatwy sposób możemy też wyszukać źródła i odpowiednio je skatalogować. Problemu nie stanowi ręczne dodanie źródeł, których np. nie ma w katalogu.

Feedly łatwo synchronizuje źródła pochodzące z Google Readera. Co prawda mogą przy tym pojawić się pewne komplikacje z racji obecnego, dużego zainteresowania usługą, jednak docelowo nie powinno być jednak z tym większych problemów.

Usługa posiada ponadto funkcję Save for later, dzięki której dodamy interesujące teksty do przeczytania na później. Mamy też dostęp do historii, możemy oznaczać poszczególne informacje jako przeczytane czy połączyć usługę z Twitterem czy Facebookiem. Dzięki temu możemy odczytywać także informacje pochodzące z obydwu serwisów społecznościowych lub wykonywać akcje związane z tymi treściami.

Minusem może być brak oddzielnej aplikacji – Feedly działa bowiem jako wtyczka w przeglądarkach internetowych Safari, Firefox i Chrome.

Aplikacja jest także dostępna na urządzenia mobilne z systemami Android i iOS oraz na tablet Kindle.

Feedly może stać się naprawdę dobrą alternatywą Google Readera. Mnie aplikacja bardzo się podoba, Mateusz pisał niedawno, że jest ona świetna, jednak czegoś jej brakuje. Wydaje się więc, że nadszedł moment na dodanie faktora iks. P

o wyłączeniu Google Readera 

Feedly uruchomi jego “klon” i da publiczny dostęp do API, a użytkownicy nawet nie zauważą transferu. Home sweet home.

feedly

Pulse

Przeglądarka Pulse agreguje treści z Twoich ulubionych źródeł będąc przede wszystkim przyjazna dla urządzeń z dotykowym ekranem. Wiadomości uszeregowane są pionowo i można wybrać wielkość kafelków reprezentujących nagłówki. Aplikacji przyglądał się już Tomek.

Usługa posiada szereg określonych źródeł, tak więc na początku jesteśmy poproszeni o podanie minimum trzech kategorii, z których będą wyświetlane wiadomości.

Wygląd oraz interfejs są bardzo przejrzyste, dzięki czemu osoby po raz pierwszy korzystające z tego typu rozwiązania powinny być zadowolone.

Pulse jest więc alternatywą dla prostego wyglądu Google Readera, który nie wszystkim może się podobać. Aplikacja przyda się z pewnością osobom nie tylko pragnącym być na bieżąco z informacjami, ale także wymagającym ładnej formy ich podania.

pulse rss

Pulse wykorzystuje interfejs HTML5, dzięki czemu jego obsługa za pomocą na przykład tabletu należy do czystej przyjemności. Zresztą zobaczcie sami.

Pulse jest dostępny jako aplikacja na urządzenia mobilne oraz jako strona internetowa.

Ciekawostka, LinkedIn chce kupić Pulse, którego używa już ponad 20 milionów użytkowników.

Flipboard

Flipboard występuje jedynie jako aplikacja na urządzenia mobilne z systemem iOS oraz Android. O tym świetnym, inteligentnym magazynie pisał już Paweł.

Aplikacja umożliwia nie tylko agregowanie treści z serwisów newsowych, ale także z społecznościówek mając dla nich osobną kategorię. Jest to więc bardzo dobra alternatywa dla posiadania kilku osobnych aplikacji.

Po rejestracji, Flipboard umożliwia natychmiastowe rozpoczęcie pracy z przyswajaniem nowych treści. Kontent prezentowany jest całkiem przyzwoicie imitując wrażenie przewracania stron gazety. Flipboard prezentuje dane z domyślnych źródeł określonych kategorii ale także połączonych społecznościówek. Aplikacja umożliwia powiązanie z Facebookiem, Google+ oraz Twitterem.

Największą zaletą Flipboarda jest właśnie intuicyjność oraz wygląd. Imitacja przewracanych stron sprawia całkiem dobre wrażenie, co może spodobać się użytkownikom lubiącym innowacyjność i estetyczny wygląd.

flipboard ipad

Google Currents

Aplikacja zadebiutowała w grudniu 2011 roku na platformach Android oraz iOS jako hybryda czytnika RSS i przeglądarki magazynów.

Interfejs Currents przypomina nieco ten, który jest we Flipboardzie, jednak nie jest aż tak zachęcający. Nie jest to też z pewnością najbardziej intuicyjna aplikacja.

Currents, podobnie jak Google Reader, umożliwia wybranie źródeł wiadomości z predefiniowanych, popularnych stron internetowych oraz dodanie swoich własnych i przydzielenie ich do odpowiednich kategorii. Funkcja Breaking News umożliwia wyświetlenie najnowszych wiadomości ze wszystkich kategorii. Minusem rozwiązania jest brak możliwości dodawania prawdziwie własnych źródeł – możemy wybrać je tylko z tych, które dodali za nas twórcy. Co więcej, mnie aplikacja co prawda się uruchomiła, ale dzielnie odmawiała współpracy komunikując brak miejsca w urządzeniu. A wolnej przestrzeni było sporo. Może aplikacja mnie jeszcze polubi.

Currents jest to jednak według Pawła tylko kolejny czytnik RSS, a nie inteligentny, cyfrowy magazyn. Dodatkowo, nie do końca użyteczny.

Netvibes

Netvibes to bardzo rozbudowana hybryda. Jest to swojego rodzaju Google Reader uzupełniony o mnóstwo dodatków, takich jak widety, notatki, czy przydatne linki. Rozwiązanie to może zrewolucjonizować pracę na przykład dziennikarza technologicznego, który na co dzień monitoruje mnóstwo źródeł.

W odróżnieniu od zwykłych czytników RSS, które wyświetlają tekstowe nagłówki, Netvibes prezentuje kanały przestrzenne, pozwalając na podejrzenie informacji dotyczących danego zagadnienia z różnych źródeł. To jednak nie wszystko. Program umożliwia utworzenie własnej strony z kanałami RSS, którą można ustawić na przykład jako stronę startową z określonymi źródłami. Bardzo ciekawe rozwiązanie. Do samych newsów można dodać widżety takiej jak kalendarz, notatki czy przeglądarkę grafik z danej strony.

Zresztą, spróbujcie sami. Podstawowa wersja (bez dodatkowych analiz czy możliwości pracy w grupach) jest darmowa i po krótkiej zabawie z usługą muszę przyznać, że z pewnością przyjrzę się jej przez dłuższy okres.

Netvibes zasługuje na uznanie dzięki predefiniowanym kategoriom – po wybraniu High-tech lub Video Games utworzyłem dwie osobne tablice agregujące treści z danych kategorii.

Świetnie rokują podstrony – poza newsami mamy dostęp do blogów, materiałów audio/video czy tweetów dotyczących nowych technologii.

To tylko początek – wszystkie elementy możemy dowolnie edytować, przenosić, zmieniać sposób przeglądania. I to jest właśnie ciekawe – z jednej strony możemy mieć wizualnie przedstawiony szereg najnowszych wiadomości z różnych źródeł, z drugiej zredukować ilość danych do samych nagłówków podzielonych na kategorie.

Na razie nie ma aplikacji na urządzenia mobilne, są jednak dedykowane strony, na których w uproszczonej wersji można przeglądać swoje tablice.

Usłudze Netvibes z pewnością przyjrzę się bliżej.

netvibes

News360

Agregator treści, który uczy się, jakie teksty nam się podobają i serwuje kolejne w ładnej i przejrzystej formie. Z aplikacji możemy korzystać na urządzeniach z systemem operacyjnym Android, iOS oraz Windows Phone. News360 nie występuje na desktopach, stąd wykorzystamy ją tylko na telefonie czy tablecie.

Po przeczytaniu odpowiedniej ilości treści News360 na postawie algorytmu określa, jakie treści czytamy i dobiera nam kolejne, które mogą nas zainteresować. 

Aplikacja działa bardzo szybko na każdym z urządzeń. Interfejs jest przyjazny użytkownikowi i nikt nie powinien mieć trudności z dostępem do treści.

News360 posiada rozbudowane połączenia z serwisami społecznościowymi oraz np. usługą Pocket.

Co wybrać?

Jedno jest pewne – użytkownicy Google Readera z zadowolonych klientów stali się nagle potencjalnymi klientami. W najbliższym czasie rozstrzygnie się, który z alternatywnych czytników zyska najwięcej, a który przegra walkę o nowych użytkowników. Czy będą to nadal standardowe, tekstowe czytniki RSS bez grafik i wymyślnych motywów, inteligentne magazyny dostarczające treści nie tylko z profesjonalnych źródeł, ale także z socialu czy blogów znajomych, a może rozbudowane narzędzia pozwalające dodatkowo na analizę danych? Czas pokaże.

Powyższe czytniki nie są jedynymi dostępnymi na rynku. Wymienić można co najmniej kilka innych, takich jak The Old Reader, Fever, Bloglines, RSSOwl czy NewsBlur.

Poza dedykowanymi czytnikami wiadomości istnieją także strony, które oferują ciekawe treści w jednym miejscu w zależności od kategorii. Przykładem może być tutaj TechMeme, który w prosty sposób szereguje treści dotyczące świata nowych technologii. Będąc jakiś czas poza dostępem do sieci można wygodnie dowiedzieć się tego, co działo się w ostatnim czasie wraz z dodanymi źródłami, które poruszały daną kwestię.

Problem może również stanowić import polskich stron w niektórych czytnikach, które nie umożliwiają dodania własnego źródła danych spoza grona predefiniowanych.

Możliwości jest wiele. Czy dla Was też jest to czarny czwartek? A może korzystacie z powodzeniem z jeszcze innych czytników?

Dołącz do dyskusji