Gdyby Kopernik miał internet, nazywalibyście go trollem

Felieton/Technologie 07.03.2013
Gdyby Kopernik miał internet, nazywalibyście go trollem

Gdyby Kopernik miał internet, nazywalibyście go trollem

Uruchomcie trochę fantazję. Wyobraźcie sobie, że w czasach Mikołaja Kopernika funkcjonuje Internet. Zygmunt Stary, niech straci, szarpnął się, położył te kable (także do Prus jako inwestycję w dobre stosunki w przyszłości), zamiast infolinii kursuje goniec między Krakowem, a resztą kraju (a i tak działa to sprawniej niż w Orange), na miedź przetopiono pół skarbca, dzieci jednak nie głodują, bo wszędzie na dziedzińcu rosło pełno szczawiu.

W takiej rzeczywistości musiałby funkcjonować jeden z najwybitniejszych naszych rodaków w dziejach i pewnie nawet miałby bloga, być może na wordpressie, mógłby go nazwać choćby oobrotachsferniebieskich.wordpress.com, tak jak i dzisiaj wielu szaleńców publikuje tam swoje raz za razem coraz bardziej nieprawdopodobne teorie, myśli i spiski. Mikołaj szybko by się zresztą zniechęcił, bo to sieci dopiero początki, marne w regionie było pojęcie o SEO, a i Google zapewne jeszcze nawet nie powstało. Przez kilka lat wpadłoby mu kilka odsłon i to głównie ze strony najbliższej rodziny. Nie ma powodu do wstydu, tak funkcjonuje dziś 95% blogów w Polsce

Taki Kopernik, zanim zrobiłby spektakularną karierę naukową, szukałby pewnie ujścia dla swoich koncepcji i pomysłów na forach internetowych albo grupach dyskusyjnych. I teraz wyobraźcie sobie, jest rok – powiedzmy 1530 – na forum wpada gościu, wcinając się między zdjęcia kotów i narzekanie na tarcia w koalicji z Litwą, opowiadający o tym, że to Ziemia się kręci wokół Słońca, a nie odwrotnie, podpierając się w tym swoimi badaniami i dwiema książkami sięgającymi na dobrą sprawę starożytności. Czujecie to? Ktoś tam o tym słyszał, ktoś całkiem poważnie odpowie, że to niemożliwe i nawet podeprze się naukowymi badaniami, dominować będą jednak odpowiedzi w stylu  “Nie trolluj”, “niko73, znowu się nachlałeś, idź do domu”, “TAK, TAK, A @MAGELLAN MÓWI, ŻE ZIEMIA JEST OKRĄGŁA”.  Wyobraźcie sobie zresztą przeciętną dyskusję w sieci. Czujecie to?

Tak czy owak, ja wcale nie o tym. I wbrew pozorom nie mam nawet zamiaru prawić moralitetów na temat poziomu naszych rozmów w sieci, chcę jedynie bronić etosu internetowego trolla.

Zauważyłem ostatnio, że do jednego worka  o nazwie “troll” wrzuca się niebezpiecznie duże grupy internautów. A przecież trolle to nie jest zjawisko nowe, w internecie istnieli od zawsze, a wcześniej mieli też swoje pole do popisu w tradycyjnych mediach i zwykłym życiu. Pewne internetowe przysłowie przyrównuje nawet trolling do pewnej formy sztóki i ja się z tym w zupełności zgadzam. Tak, lubię dobre trollowanie, o które dziś bardzo trudno, poniekąd też na skutek inflacji tego pojęcia.

Nie wiem do końca kiedy, ale pod pojęciem internetowego trolla zaczęliśmy klasyfikować przynajmniej cztery grupy społeczne występujące w sieci. W moim mniemaniu przynajmniej w trzech wypadkach są to klasyfikacje całkowicie zbędne.

Nie będę tu przytaczał wyświechtanych słów Stanisława Lema o idiotach w internecie, dodam tylko, że od tamtego czasu jest ich o wiele więcej. Nie wiedzieć czemu pojawiła się jakiś czas temu tendencja, by trollem nazywać zawsze kogoś, komu Bozia rozumu tak okrutnie poskąpiła. Głupek=Troll. Protestuję! Druga grupa, kto wie czy nie jeszcze  gorsza, to… idioci próbujący bawić się w trollowanie. I czasem nawet udaje się im pod tą maską przetrwać, na szczęście niedługo. To nie są trolle w myśl pierwotnej definicji tego słowa, to po prostu ameby, intelektualny plankton, który od zawsze powinno się banować, usuwać, eliminować i tylko winą opieszałych administratorów jest fakt, że tak mocno zakorzenili się w popkulturze internetu, że teraz funkcjonują niemalże jako zjawisko.

Trzecia grupa, tej chcę akurat bronić, to właśnie nasz Mikołaj Kopernik i kilku jemu pokrewnych, może nawet udałoby się takich znaleźć wśród naszych redaktorów albo czytelników. Te, czasem nawet wikipedyczne stwory, lubą iść po prąd, głosić myśli i idee spoza mainstreamu, dociekać, nurkować głębiej niż mówią, że można. Pewnie dobre kilkadziesiąt procent tych refleksji to rzeczywiście brednie, ale warto ich lubić i szanować choćby za to, że nawet brednie potrafią solidnie argumentować. A co, jeśli czasem w tym swoim odmiennym punkcie widzenia mają rację i to całe Słońce rzeczywiście znajduje się w samym centrum układu?

Kim zatem jest troll? To prawdziwy bohater, przeważnie skrywający się za maską anonimowości, która daje mu komfort pracy. Być może wypracował sobie markę w pewnej społeczności, ale nikt do końca nie wie kim jest naprawdę, co mu w duszy gra i jak jego słowa przekładają się na rzeczywistość. Prawdziwych trolli we współczesnym polskim internecie jest kilkudziesięciu, być może nawet za kilka wcieleń odpowiadają te same osoby. To współcześni i znakomici reżyserowie ludzkich emocji w internecie. Podpuszczają, wpuszczają w maliny, bawią, prowokują, obnażają intelektualną tandetę. Nie różnią się wiele od gwiazd wielkich mediów, delikatnie balansując na granicy satyry i kontrowersji. Jeśli się ich mocno nie zdenerwuje, to nie obrażają – to dobre dla prymitywów z drugiej grupy. Istnieją dla zabawy swojej i innych użytkowników. Tak samo jak nagle się pojawiają, tak nagle znikają, ale ich legenda w ich własnym wycinku sieci żyje jeszcze przez lata. Gdyby pozostać w epoce, im pewnie przypadłaby rola Stańczyka (który przecież na obrazie Matejki jako jedyny wiedział co się święci).

Wstrzymał słońce, ruszył ziemię, nie karmić trolla.

Dołącz do dyskusji

Advertisement