Cukierkowy świat społecznościowych pstrągów

Felieton/Technologie 05.03.2013
Cukierkowy świat społecznościowych pstrągów

Cukierkowy świat społecznościowych pstrągów

Swojego czasu polskie kino bardzo często opierało się na pokazaniu tego jak u nas smutno, brzydko, jak ciężkie życie mają obywatele i jak to nasz kraj jest popaprany. W sieci natomiast trend ten się odwraca i prawie każdy przedstawia lepszą wersję swojej rzeczywistości.

Pamiętacie “Cześć Tereska”? W filmie bohaterka zmagała się z rzeczywistością życia w szarym blokowisku, z brakiem pieniędzy, perspektyw, z brutalnością otaczającego świata i brzydotą codzienności. Film z 2001 roku doskonale wpisał się w pewien kanon polskiego kina, w którym pokazywano smutne historie, biedę i nieprzyjemną rzeczywistość.

Filmy takie powstawały od lat i nie wiem czego była to kwestia – ograniczonego budżetu, specyfiki naszego rynku? Nikogo jednak nie dziwiły. Ot, rzeczywistość.

czesc tereska

Wchodzę jednak na Instagrama i widzę, że Przemek Pająk wrzucił fotki z wyjazdu do Barcelony. Wszystkie oczywiście bardzo ładne. Przesuwam dalej. Jeden z twórców Junior Brand Manager wrzucił fotkę z tak zwanego nurtu #foodporn, czyli jedzenia. W jego przypadku pstrąg. Dalej zdjęcie lasu. Dalej Paweł Tkaczyk i słoik  M&M’sów czy innych Skittlesów. Dalej kot, kolejny słodki kot. Koszulka Ronaldo. Paczka cukierków. McDonalds. Umywalka, w której ktoś myje pomazane czymś zielonym dłonie. Fontanna z kolorowym podświetleniem. Kot, kot, kot, kot, inny kot, inny kot. Rogaliki. Termometr na oknie.

instagram 2

Jest! Odrapany mur! W końcu coś brzydkiego! Ale nie, to odrapany, brzydki mur, ale sfotografowany “artystycznie”, z filterkiem, na dizajnersko – niby to brzydkie, a tak naprawdę masz ochotę powiesić to sobie na ścianie jako przejaw wysublimowanego gustu, którym zaświecisz po oczach nielubianym znajomym.

Jakieś słitfocie z ręki, ale nie w toalecie, a na tle ładnej ściany. Biało czarny budynek, kolejna słitfocia z przemyślanym tłem, kot, ciasto…

Wszystko podane ze smakiem, podrasowane, “stuningowane” i uchwycone tak, by w swojej trywialności przypadkiem nie pokazać szarości.

A ja się pytam, gdzie jest prawdziwe życie?

Mam uwierzyć, że ci wszyscy ludzie z Instagrama, Facebook i Twittera mają wspaniałe życie, jedzą wyłącznie pstrągi, rogaliki po 50 zł za kilogram, domowe ciasta, siedzą przed biurkiem w swoim artystycznym nieładzie wokół iMaca czy Macbooka Air, i spoglądają przez okno na piękne słońce? Tacy się nagle, kurna, “zagraniczni” zrobiliśmy? Nikt nie je zwykłej pomidorówki i mielonego, nie siedzi w brzydkim biurze po 10 godzin dziennie, z komputerem pamiętającym czas Windowsa 98, z widokiem na jeszcze brzydsze zaśmiecone podwórko?! Nie na artystyczny śmietnik z filerkiem, ale na takie brzydkie, szare, przyrdzewiałe kubły na śmieci?!

Zresztą w statusach to samo. Gdy wykluczymy gimbusiarnię i element trafiający swojego czasu na Wiocha.pl – którego i tak moim zdaniem jest coraz mniej, bo jacyś tacy wyjątkowo świadomi wizerunku się zrobiliśmy – to okaże się, że według internetu i tego, co sami do niego wrzucamy na swoich profilach w sieciach społecznościowych jesteśmy ciekawym społeczeństwem.

Mamy same ładne przedmioty, otaczają nas ładne widoki, jemy pyszne rzeczy, “bywamy” tu i tam, konsumujemy treści, zrobiliśmy się jakby atrakcyjniejsi, a tak w ogóle to mniej problemów mamy. Bo skoro o nich nie piszemy w sieci, to ich nie ma, prawda?

W końcu nie bez powodu uważamy, że nasi znajomi z internetu mają ciekawsze i lepsze życia. Przecież to wszystko ściema – jasne, można zrobić ładne zdjęcie odrapanego mieszkania, trzeba tylko złapać odpowiedni kadr. Jasne, można iść do restauracji i kupić ekstrawaganckie danie za 300 zł, bo co za różnica, skoro ma się już długi idące w setki tysięcy? Można wrzucić zdjęcie swojej szczęśliwej rodziny z wakacji, bo to przecież tylko moment. To, że małżeństwo się rozpada, a dzieci przez to cierpią jest niewidoczne na Instagramie czy Facebooku.

Nie przez przypadek porównywanie się ze znajomymi z liceum wpędza wiele osób w depresję. Profile są takie ładne, na zdjęciach wszyscy szczęśliwi, piękni, kolorowi i beztroscy.

Prawdy w tym nie ma. Trend na pokazywanie rzeczywistości, smutnych ulic i przeciwności minął.

A może tacy zwykli ludzie jak z “Cześć Tereska” nie mają smartfonów, czasu i ochoty na Facebooki i Instagramy? Może przepaść między cukierkowatymi pstrągami z Instagrama a zwykłymi ludźmi zrobiła się jeszcze większa? A może to w nas coś się zmieniło?

Dołącz do dyskusji

Advertisement