Chmura dla multimediów? Tylko Apple

Artykuł/Technologie 22.03.2013
Chmura dla multimediów? Tylko Apple

Chmura dla multimediów? Tylko Apple

Przyznam, że to dla mnie spore zaskoczenie. Nie chodzi nawet o to, że to rynek amerykański, który jak żaden inny jest zakochany w Apple’u, ale o to, że znajomość marki iTunes/iCloud jako marki usług w chmurze jest tak wysoka. To może dowodzić jednemu – jak zwykle to Apple jest podmiotem, które wprowadza nowe pojęcie technologiczne pod strzechy.

Strategy Analytics zrobiło badanie – zapytało grupę 2285 osób w Stanach Zjednoczonych o to, które z listy usług w chmurze do przechowywania multimediów znają. Bezapelacyjnie wygrał iTunes Match/iCloud, który miał ponad 25% wskazań. Daleko w tyle za nim był nie tyle drugi Dropbox (ponad 15%), ale przede wszystkim Amazon Cloud Drive (15%) oraz Google Drive (10%), nie mówiąc już o Samsung Music Hub (ok 3%), czy LG Cloud (ok 2%).

Strategy Analyics, clouds

Pojęcie konsumenckiej chmury znane jest każdemu geekowi – fanowi nowych technologii komputerowych. Wśród 500 tys. Czytelników Spider’s Web zapewne nie ma nikogo, kto nie spotkałby się z terminem “chmury” w odniesieniu nie do tego brzydactwa co wisi nam nad głowami i nie chce rozjaśnić nieba chociaż to już kalendarzowa wiosna, lecz do usług w Sieci. Tymczasem na zewnątrz, wśród normalnych konsumentów, a wśród nich także posiadaczy smartfonów i tabletów, które są utożsamiane z nowoczesnymi urządzeniami komputerowymi, znajomość tego pojęcia jest mizerna, chociaż…

przeczą temu użytkownicy sprzętu z iOS.

Można nie lubić Apple’a za politykę zamkniętego systemu operacyjnego, ale jednego nie można im odmówić – chmura w ich wykonaniu została wdrożona systemowo do obu systemów operacyjnych w sposób wzorowy. Nie mówię, że wszystko działa – sam nie uważam takich usług Apple jak: poczta e-mail, kalendarz, czy kontakty za dobrze działające, szczególnie w porównaniu do bezpośredniej konkurencji (Google, a nawet Microsoft), ale jeśli chodzi o chmurę dla multimediów, to jest to bardzo dobrze działający produkt.

Przy konfiguracji iPhone’a, czy iPada wystarczy raz zaznaczyć co chcemy synchronizować w chmurze i nikt więcej o nic nas nie prosi. Dostęp, synchronizacja i zarządzenia chmurą dla multimediów odbywa się w taki sposób, że przeciętny użytkownik wcale nie musi wiedzieć, że w ogóle ma to miejsce. Raz kupiony plik obojętnie na jakim urządzeniu z rodziny iOS czy OS X ląduje automatycznie na wszystkich pozostałych urządzeniach w wewnętrznym ekosystemie. Raz oznaczony do synchronizacji film dostępny jest na tablecie, czy smartfonie. Nawet nie do końca przyjazny na pierwszy rzut oka iTunes Match działa w pełni automatycznie – wystarczy jedna zgoda (i zapłata), a serwis po pierwszej długiej synchronizacji biblioteki lokalnej z chmurą działa następnie zupełnie bez ingerencji człowieka.

To dlatego iTunes/iCloud w badaniu Strategy Analytics jest tak wysoko. Konsumenci go znają i rekomendują.

Zupełnie inaczej jest chociażby z… Google Drive

Mimo iż to usługa Google’a, który dysponuje przecież dwoma systemami operacyjnymi, w tym jeden o potężnym zasięgu, Google Drive jest usługą dodatkową, którą trzeba dodatkowo instalować, aktywować. W ten sposób jest to usługa jedynie dla geeków, specjalistów, którzy na blogach dowiadują się o istnieniu takiej usługi oraz tego, jak to zainstalować i użytkować. Normalny śmiertelnik Google Drive nie kojarzy w ogóle.

Nieco podobnie jest z… Dropboksem. To wspaniała usługa, ale wciąż tylko dla ludzi dobrze obracających się w świecie technologicznych nowinek. Trudno nie zgodzić się ze Steve’em Jobsem, który rozmawiając o ewentualnym przejęciu z twórcami Dropboksa rzucił im słynny tekst: – you’re a feature, not a product, czyli w tłumaczeniu na polski: jesteście funkcją, a nie produktem.

No właśnie, mimo niesamowicie dobrze opracowanego konceptu działania Dropbox potrzebuje dwóch niezbędnych kwestii: systemu operacyjnego, w którym musi się “osadzić”, użytkownika, który będzie rozumiał na czym usługa polega. Spytajcie wśród swoich nietechnologicznych znajomych, czy używają Dropboksa. Wśród moich dominuje przekonanie, że nawet jeśli znają, to nie korzystają, bo “jest to trudne i niebezpieczne”. W skali globalnej Dropbox produktem może być tylko wtedy, gdy będzie częścią czegoś innego. Tak jak iCloud jest dziś częścią iOS oraz po części OS X.

Tak patrząc na sprawę dziwi przede wszystkim postawa Google’a, który multimedialnej konsumenckiej chmury ogarnąć nie potrafi w ogóle, chociaż ma gigantyczny potencjał w postaci najpopularniejszego mobilnego systemu operacyjnego Android. Wciąż nie ma centralnych aplikacji Google’a, które pozwalałyby użytkownikom Androida wpiąć się do swojej części chmury na wzór iTunes Match i Cloud. Google Music, Google Books? Na polskim rynku ich nie ma, a tam gdzie są nie są wyjątkowo popularne, między innymi dlatego, że Google prawie w ogóle nie komunikuje tych usług.

Jedyną usługą multimedialnej konsumenckiej chmury, którą dobrze Google ogarnia jest… Google Play z aplikacjami. W nowym sprzęcie z Androidem, po zalogowaniu się mamy dostęp do całej historii zakupionych i pobranych aplikacji. Dlaczego nie ma podobnych mechanizmów dla muzyki, filmów, czy podcastów, i to niekoniecznie tylko tych zakupionych ewentualnie w sklepie Google Play?

Android może być dziś dla wielu osób znacznie bardziej rozwiniętym systemem operacyjnym niż iOS, pozwalającym na znacznie więcej przyjaznych dla użytkownika możliwości, ale trzeba to jasno powiedzieć, że pod względem implementacji rozwiązań z dziedziny konsumenckiej chmury, to w przypadku multimediów Apple wyprzedza Google’a (i wszystkich innych) o co najmniej jedną długość.

Jak widać na przykładzie badania Strategy Analytics, rozumieją to także zwykli użytkownicy.

Dołącz do dyskusji