Kolejny projekt pachnący cenzurą w sieci

Felieton/Social media 11.03.2013
Kolejny projekt pachnący cenzurą w sieci

Kolejny projekt pachnący cenzurą w sieci

W tym tygodniu Parlament Europejski będzie pracował nad ustawą zakazującą wszelkich form pornografii w mediach. Skutkiem jutrzejszego, pozytywnego głosowania byłaby powszechna cenzura nie tylko ostrych treści, ale wszelkiego rodzaju odniesień mogących godzić w kobiecą naturę.

Według projektu mającego na celu eliminowanie stereotypów dotyczących płci we Wspólnocie, Unia Europejska miałaby stać na straży przede wszystkim płci pięknej. W sprawozdaniu mówi się o coraz większej tendencji do pokazywania kobiet w prowokacyjnych strojach czy pozycjach seksualnych. Pokazuje on ponadto, iż pornografia staje się codziennością wślizgując się gdzie tylko może. Nawiązania do erotyki są powszechnie akceptowane, często idealizowane i traktowane jako fragment kultury. Nie wszystkim się to podoba.

Miejscami kontrowersyjne sprawozdanie wzbudziło dużo emocji wśród obywateli. Zaowocowało to dużą ilością maili wysyłanych na skrzynki członków Parlamentu Europejskiego z negatywnymi opiniami na temat projektu. Christian Engström, członek Parlamentu Europejskiego z ramienia Partii Piratów na swoim blogu pisał, że otrzymywanie wiadomości mailowych od obywateli jest cudownym zjawiskiem.

Niestety, fala wiadomości w pewnym momencie się zatrzymała. O co chodzi? Parlament Europejski prawdopodobnie nakazał filtrowanie wiadomości i niedostarczanie ich do posłów. Engström pisze:

Dział IT Parlamentu Europejskiego blokuje wiadomości email dotyczące kwestii pornografii, bowiem niektórzy posłowie skarżyli się na masowy odzew od obywateli.

Członek Partii Piratów powiedział, że uznanie wiadomości od obywateli jako spamu jest absolutną hańbą. Wspomniał także, że w związku ze skrajnie niedemokratycznym działaniem wystosuje list do prezydenta Parlamentu Europejskiego, Martina Schulza.

O co tyle zachodu? Kartika Tamara Liotard, holenderska europosłanka w swoim sprawozdaniu o eliminowaniu stereotypów dotyczących płci w UE pisze:

Parlament Europejski:

(…)

14. podkreśla, że polityka eliminacji stereotypów obecnych w środkach masowego przekazu musi koniecznie obejmować działania w środowisku cyfrowym; uważa, że w tym celu niezbędne jest uruchomienie skoordynowanych na poziomie europejskim działań w celu rozwinięcia prawdziwej kultury równości w internecie; zwraca się do Komisji o opracowanie, we współpracy z zainteresowanymi stronami, karty, do której przystąpienia zostaną zaproszeni wszyscy operatorzy internetowi; (…)

17. wzywa UE i jej państwa członkowskie do podjęcia konkretnych działań w odpowiedzi na rezolucję Parlamentu Europejskiego z dnia 16 września 1997 r. w sprawie dyskryminacji kobiet w reklamie, wzywającą do zakazu wszelkich form pornografii w mediach, a także reklamowania turystyki seksualnej; (…).

Pierwszy punkt jasno stanowi, że internet powinien zostać objęty cenzurą. W takim przypadku dostawcy Internetowi mieliby reagować na wszelkie zawiadomienia dotyczące podejrzeń o pornografię.

Znamy już przykłady nietrafionych kontroli operatorów czy usługodawców w sferze pornografii. Pamiętacie domniemany sutek użytkowniczki Facebooka, który okazał się jej łokciem?

Drugi z kontrowersyjnych zapisów mówi o tym, że wszelkie formy pornografii powinny być zakazane. Nie ma jednak jasno określonego pojęcia pornografii. Ciężko więc jednoznacznie stwierdzić, jak taki przepis miałby być respektowany. Wobec takiego zapisu nie wydaje mi się, by zapisy +18 mogłyby zniknąć z sieci, lecz ilość treści mogłaby drastycznie spaść. W końcu niemal wszędzie można znaleźć odniesienia do sfery intymnej czy erotyki.

Cel jest jak najbardziej szczytny i nie mówię mu nie. Niektóre z zapisów mogą jednak prowadzić do wielu kontrowersji, o czym świadczą wspomniane wyżej maile. Internauci po raz kolejny poczuli, że ktoś próbuje naruszyć ich terytorium wprowadzając ograniczenia i natychmiast zareagowali. Dokument pokazuje kierunek, w jakim Unia Europejska powinna zmierzać, lecz forma nie jest odpowiednia.

Ponadto, nie jest to pierwszy raz, kiedy Parlament Europejski blokuje wiadomości od obywateli wspólnoty.  Podczas debat nad wprowadzeniem kontrowersyjnej umowy ACTA politycy również narzekali na ogrom oddolnych wiadomości.

Wszyscy wiemy, ile emocji wzbudzała ustawa ACTA. I bardzo dobrze – dzięki tak wielu reakcjom ustawa ostatecznie wylądowała w koszu. Mam nadzieję, że tak też stanie się z wyżej wspomnianym sprawozdaniem, przynajmniej w takiej formie, w jakiej jest obecnie.

Różne narzędzia, jeden cel

Wydaje się, że rządy oraz lobbyści za wszelką cenę chcą wprowadzić narzędzia, dzięki którym będą mogli kontrolować internautów. Powyższy dokument po raz kolejny pokazuje, że największe medium jest celem ataków, których efektem ma być możliwość wpływania na nasze poczynania w internecie. Wielka burza rozpoczęła się od ustawy ACTA, której założeniem była ochrona dóbr oryginalnych przed podróbkami. Wewnątrz wielu zapisów mających prawidłowy wydźwięk, znalazły się takie, które wzbudzały ogromne kontrowersje. I bardzo dobrze – dlatego ustawa wylądowała w koszu. Pod hasłami ochrony intelektualnej kryło się o wiele więcej, niż wycofanie Adidosów i Nice’ów. Próbowano podejść internautów od strony handlowej – nie wyszło.

Kolejny atak był ze strony niejako prawnej – właściciele praw autorskich mogli bezpośrednio reagować na łamanie zapisów prawnych wystosowując nakazy sądowe do właścicieli stron internetowych, gdzie proceder miał miejsce. SOPA, bo o tym dokumencie mowa, zakładała, że każdy łamiący prawo w internecie powinien zostać ukarany. Cel również szczytny – ograniczenie piractwa w sieci. Dużo jednak mówi się o tym, że to właśnie piraci powodują zwiększony rozwój kulturalny jednostek. Projekt ustawy również nie został zaakceptowany, Unia Europejska zgłosiła między innymi obawy dotyczące możliwości przejmowania domen internetowych przez Stany Zjednoczone.

Niedawno próbowano zawłaszczyć naszą prywatność poprzez regulowanie internetu z poziomu dostawcy usług. Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) renegocjował na początku grudnia traktat, który został zawarty wiele lat temu. Konferencja miała na celu jego nowelizację i dopasowanie do obecnych standardów. Postanowień regulatorów można się łatwo domyślić – kontrolowanie internetu. Dostawcy internetu mieliby być odpowiedzialni za inwigilację internautów wyszukując tych, co do których istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa. Co więcej, mieliby oni możliwość odcinania takowych osób od sieci.  Same obrady odbyły się za zamkniętymi drzwiami, a o ustaleniach jeszcze nic nie wiadomo… Pewne jest, że podczas trwania obrad chciano ograniczyć rolę Stanów Zjednoczonych w kwestiach regulowania spraw związanych z internetem.

Wniosek, jaki się nasuwa – cenzura internetu. Rządy, regulatorzy oraz lobbyści na wiele różnych sposobów próbują stać się reżyserami internetowego teatrzyku. Chcą pociągać za sznurki w taki sposób, byśmy my nie mieli nic do powiedzenia w sprawach nas dotyczących i przede wszystkim płacili. Za wszystko. Począwszy od samych treści, po kary nałożone za nielegalne działania. Wielu gigantów, takich jak Google, Microsoft czy Wikipedia otwarcie sprzeciwiają się jakimkolwiek formom cenzury w internecie.

To jest nierealne. Żyjemy w świecie, którym rządzi informacja. Wymagamy, byśmy po jednym kliknięciu mieli natychmiastowy dostęp do najnowszych wieści ze świata bez jakichkolwiek ograniczeń. Żyjemy w czasach, gdy każdy może się wypowiedzieć na dany temat, kiedy granica pomiędzy biednymi a bogatymi, szarymi myszkami czy celebrytami się zaciera – wszyscy mamy dostęp do tego samego medium i w łatwy sposób jedna strona może skontaktować się z drugą.

Wszelkiego rodzaju ograniczenia wydają się być nierealne – nikt i nic nie jest w stanie kontrolować tak ogromnej ilości informacji. Żyjemy w epoce Web 2.0, gdzie nie serwisy, a użytkownicy kreują treść. Nie sposób nad tym zapanować nad ogromem internautów i ich działań.

Ręce precz od internetu – sami jesteśmy w stanie zadbać o jego kształt. 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement