Strzał beczką w stopę

Blog Forum 03.02.2013
Strzał beczką w stopę

Strzał beczką w stopę

Oto manifest od gracza dla graczy. Książka, która ma przekonać nieprzekonanych o potencjale branży komputerowej pod względem ogromnych możliwości finansowych, społecznych i kulturowych. Krzysztof Gonciarz rozprawia się z mitami odnośnie gier video, ale jednocześnie strzela sobie w nogę własną „Beczką”. Dlaczego? Czytaj niżej.

O czym to właściwie jest?

“Wybuchające beczki. Zrozumieć gry wideo” Gonciarza to jego osobisty przekaz, w którym udowadnia siłę rynku komputerowej rozrywki i jednocześnie piętnuje jego ułomności. Zakładając, że przyjmiemy odpowiednie filtry na wymienione niżej “problemy”, dowiemy się jak z założenia twórców są tworzone gry wideo oraz poznamy panujące kiedyś i dziś trendy. Przekonamy się też, że pomimo ogromnego rozwoju branży na przestrzeni dekad, produkty dla graczy nadal rażą brakami i nie spełniają oczekiwań. Jednak, żeby dowiedzieć się tego wszystkiego, musimy posiadać dosyć dobrze wyćwiczoną umiejętność czytania ze zrozumieniem i selekcjonowania informacji. Przed nami ostra jazda bez trzymanki.

Gonciarz chciałby żeby wszyscy grali i znali się na grach. Namawia do tego kilkukrotnie, ponieważ wierzy, że dzięki temu jego branża będzie lepiej się rozwijać. Dla mnie to dosyć karkołomna prośba. Wielu graczy zanurza się w świat wirtualnej rzeczywistości dla czystej rozrywki. Nie chcą analizować, chcą się dobrze bawić. Bez zobowiązań. Krzysztof wierzy, że dzięki pogłębionej wiedzy graczy, gry będą lepsze. Będą dostarczać mocniejszych doznań, a wokół siebie stworzą prawdziwą subkulturę ludzi. Coś jak w Korei PD., gdzie w TV puszczają mecze “StarCrafta” na takiej samej zasadzie jak u nas “Klan”. Ten przykład tylko udowadnia, że “subkultura” to za słabe słowo na to, do czego chce nas przekonać autor książki.

Mamy tutaj dosyć rozbudowaną analizę struktury gier. Dowiadujemy się na czym polega projektowanie poziomów. Jakie się z tym wiążą problemy i wyzwania. Autor uświadamia nas o problemie skonstruowania i prowadzenia właściwej fabuły podczas gry, a także o niuansach interakcji między urządzeniem a odbiorcą treści. Okazuje się, że nadal bywa to kłopotliwe, chociaż wszystko zmierza ku lepszemu. Aczkolwiek tak naprawdę też wiele aspektów gier jest dosyć iluzorycznie wykreowana, o czym też pisze Krzysiek, a ja nie chcę, bo się do końca nie znam. Dlatego odsyłam do jego książki, ale generalnie wszystko zamyka się w jednym z popularniejszych cytatów z gier:

Nic nie jest prawdziwe. Wszystko jest dozwolone.
– V. Bartola, Alamut.

Książka jest specyficzna, ponieważ została napisana dla bardzo niecodziennego odbiorcy, dyskryminowanego na wielu płaszczyznach w tym kraju – dla gracza.

Szaleństwo bez metody

“Wybuchające beczki” nie są książką dla każdego, dlatego od razu ostrzegam i wyręczam autora wyraźnie podkreślając ów fakt. Jeżeli nie grasz regularnie w gry komputerowe, nie oglądasz poświęconych im kanałów na YouTube, ani nie masz styczności z portalami tematycznymi nie sięgaj po tę lekturę. Niewiele z niej zrozumiesz.

Chociaż czyta się “Beczki” bardzo szybko (może to kwestia względnie niewielkiej ilości stron?) to czasami miałem wrażenie, że Krzysztof zapomniał przekazać swoje dzieło jakiemuś redaktorowi, który pomógłby mu zredagować i usystematyzować zawarte w książkach myśli.

Finalnie uzyskaliśmy coś na zasadzie wykładu, który jest pełen dywagacji i dygresji nierzadko odbiegających od głównego wątku. Wydaję mi się, że autor po prostu chciał spuścić z siebie trochę pary i wysmarował wszystko na temat gier komputerowych, co w danej chwili przychodziło mu do głowy. Dzięki temu rządzi tam chaos, a po odłożeniu lektury na półkę czytelnik za bardzo nie wie, co przed chwilą przeczytał.

Dla kogo to napisałeś?

Książka ta jest chyba jedyną (?) na polskim rynku, która traktuje w sposób (prawie) fachowy o grach. Każdy kto to się z nią zetknie zauważy, że Gonciarz jest ekspertem w swojej dziedzinie i naukowym żargonem wykłada treść, która z pozoru jest mało poważna. Ale z drugiej strony, prawie każdy akapit jest przetkany kolokwialnymi zwrotami, które w moim odczuciu gryzą się z poważniejszym językiem, co skutecznie wywoływało u mnie nieprzyjemny dysonans. Tym samym jest to element, który sprawia, że nie wiem dla kogo jest ta książka.

“Wybuchające beczki” mają kilka oblicz. Pierwszym jest naukowe ujęcie kwestii gier, w którym to autor w sposób akademicki omawia ich poszczególne elementy, gatunki oraz trendy. Ta wersja książki jest zdecydowanie dla mnie – człowieka oczytanego (za takiego się uważam), wykształconego i posiadającego własny światopogląd.

Drugą “twarzą” są kolokwializmy, różnego rodzaju “luźne gadki”, które targetują czytelnika młodszego, reprezentującego bardziej “frywolne” podejście do tematu. W tych momentach najbardziej widać, jak dużą frajdą było dla Gonciarza pisanie tej książki.

Trzecie oblicze – jest to książka dla graczy. Ludzi obytych z tą formą rozrywki, którzy interesują się nią od wielu lat. Wiedzą, co oznaczają używane przez autora skróty, których prawie nigdy nie wyjaśnia, nie zastanawiają się nad znaczeniem pojawiającego się w tekście specyficznego żargonu. Generalnie też nie mają problemu z ogarnięciem przykładów używanych przez autora, których znalazło się tam bardzo wiele. Krzysztof pisze zarówno o grach współczesnych, jak i trochę starszych, dlatego bez gruntownego “wykształcenia” wiele z przytoczonych casusów może wydawać się odbiorcy bezwartościowych. Nie będą znali kontekstu, nic nie wyniosą z lektury poza niezrozumieniem.

Czwarta “twarz” jest najstraszniejsza – odrzuca od tej książki wszystkich tych, którzy byli ciekawi jej, a nie znali się na grach komputerowych. Mówię o ludziach, którzy w ogóle nie grają lub są “niedzielnymi” graczami, którzy nie widzą różnicy między strategią turową a RTSem. Chociaż sam jestem w miarę zorientowany w dziedzinie gier, to nie raz łapałem się za głowę widząc niektóre enigmatyczne stwierdzenia i figury retoryczne. W takich momentach dochodziłem do wniosku, że laik przeżyje z “Wybuchającymi beczkami” prawdziwy *mindfuck*.

To tylko niektóre z *ciekawszych* słów i zwrotów w “Beczkach”: geek, level designer, content, gameplay, trącać mychą, user experience, hack systemu, slasher, frenetyczny, brzmienie lo-fi, chiptunes, referencyjny shooter, patch, casual, co-op, mikroleaderboardy, FPP, prerenderowany, n00b i wiele innych.

Należy jednak założyć, że część tego słownictwa musiała pojawić się siłą rzeczy, ale niektóre wyrażenia są dla mnie mocnym nadużyciem autora (level designer to po prostu projektant poziomów, który brzmi równie profesjonalnie jak wersja angielska).

Porwać się z beczką na słońce

Największy problem “Wybuchających beczek” to niewykorzystany potencjał. Przez brak dobrze skonstruowanej struktury książki, (kilka części podzielonych na podrozdziały, które generalnie tworzą interesujący, ale zarazem też wprowadzający niezrozumienie treści miszmasz), a także w wyniku przeładowania informacjami (mnóstwo gier przewija się przez całą lekturę, spora ilość nazwisk, dość przytłaczająca liczba firm tworzących gry komputerowe) propozycja Gonciarza udowadnia, że napisanie studium o rozrywce komputerowej to rzecz bardzo trudna. W przyjętej przez niego formie prawie, że niemożliwa do osiągnięcia. Przyjmuję poprawkę na fakt, iż książka została wydana w 2011 roku. Miałem już styczność z jego ostatnią propozycją i widziałem, że już jest lepiej (wkrótce na blogu wrażenia). Mam nadzieję, że z perspektywy czasu Krzysztof napisałby to inaczej.

Przygotowując się do napisania recenzji natknąłem się w Internecie na opinię, że skoro Krzysiek nie wyprodukował nigdy żadnej gry, to nie powinien wypowiadać się na temat branży, na łamach swojej książki, tak omnipotentnie. Jest to według mnie argument bardzo krzywdzący, ponieważ jedno czego nie można odebrać Gonciarzowi to wiedza. Gorzej jest z przekazem, ale o tym już się produkowałem wyżej. Poza tym, tak samo można by było przyczepić się na przykład do ekspertów od terroryzmu. “Przeprowadziłeś kiedyś zamach bombowy? Nie? To, co się mądrujesz?”.

Szkoda tylko, że Gonciarz tak bardzo po łebkach przedstawił niektóre z najciekawszych tematów poruszonych w książce. Głównie mam pretensje o polski rynek, któremu poświęcił dosłownie kilka stron. Czy nie było rzeczywiście o czym pisać? Nie sądzę i nie wydaję mi się, żeby nie posiadał on bogatej wiedzy na temat krajowych realiów wirtualnego świata. Krzysztof, why? Przy okazji tej książki zdążył też pomachać sobie przed oczami mieczem obosiecznym. W pewnym momencie swojego wywodu dosyć entuzjastycznie podchodzi do brutalności w grach. Ktoś niezorientowany z tematem mógł uznać jego słowa za afirmację przemocy, ale skoro nie było o to, żadnego szumu to albo takie osoby nie czytały “Beczek” albo nie dotrwały do tego momentu (pojawia się gdzieś w 3/4 lektury).

Krzysztof chce zbliżyć ludzi do gier. Szczególnie tych, którzy ich unikają lub widzą w nich zło. Ma wizje uspołecznienia wirtualnej rozrywki w bardzo szerokim kontekście, co według mnie przejawiać się będzie wsparciem dla takich zjawisk jak e-sport czy nauka przez zabawę. Problem polega tylko na tym, że jego książka jest tak hermetycznie napisana, że nie trafi do nikogo innego niż tylko do graczy. Tutaj autorze poległeś, ale liczę, że to nie było twoje ostatnie słowo.

+ rzadko spotykany w Polsce temat
+ merytorycznie zaspokaja doświadczonych graczy

– językowa jazda bez trzymanki
– chaos informacyjny
– niewykorzystany potencjał
– hermetycznie napisana, tylko dla graczy (doświadczonych)

Ostateczna ocena: na własne ryzyko(2/5)

Wersja bardziej przystępna dla oka: blogkonsultant.pl/?p=169

Dołącz do dyskusji