Spotify. McDonaldyzacja Polski postępuje! Dla mnie spoko.

Blog Forum 13.02.2013
Spotify. McDonaldyzacja Polski postępuje! Dla mnie spoko.

Spotify. McDonaldyzacja Polski postępuje! Dla mnie spoko.

Pamiętam to jakby było wczoraj. Rok 1992. Otworzono pierwszego McDonalda nad Wisłą. To był szał. Zaraz po nim posypały się następne, a restauracja zza oceanu stała się nieodłącznym elementem szkolnych wycieczek. Nie mogło być wyjazdu do teatru bez odwiedzenia McDonalda. Prowincja, centrum. Nieważne. Wszyscy chodzili po hamburgery, którymi nikt nie mógł się najeść. Chyba, że zjadł ze trzy kanapki. Mam tak do dzisiaj. Dlatego już tam nie chodzę. Ale to nie istotne. Bo “mcdonald”, czy chcę czy nie chcę (generalnie chcę!) wchodzi do Polski kolejny raz. Ostatnio za sprawą następnego wielkiego formatu, czyli Spotify.

Jeśli masz FB to na pewno już przeżyłeś falę postów znajomych, którzy zaczęli używać tego serwisu. Nie dziwię się. Sam też zacząłem. Jest fajnie. Chociaż samo pojęcie makdonaldyzacji doczekało się więcej negatywnych opinii niż pozytywnych, to osobiście odbieram ten “wiatr” z “Dzikiego Zachodu” pozytywnie. Pozwala nam, Polakom, bez skrępowania korzystać z tego, co mają po drugiej stronie globu. Nie trzeba kombinować, nie trzeba nic piracić, wszystko jest na równych zasadach dla wszystkich. To jest właśnie pozytywny aspekt tego procesu, standaryzacja dóbr luksusowych, bo chociaż wspomniane Spotify jest oparte na modelu freemium to tak naprawdę jest też produktem ekskluzywnym. Jeśli chcemy z niego korzystać bez reklam, ograniczeń i z całą mocą powinniśmy wykupić abonament. Jestem za, szczególnie jeśli za względnie niewielką kwotę dostaję dostęp do najnowszych albumów moich ulubionych wykonawców.

Spotify szło do nas dwa lata. Strasznie długo jak na świat światłowodów i szybko rosnących przepustowości łącz. Dzięki serwisowi NaTemat wiem, że nawet mieliśmy grupę na FB, która walczyła o wejście tego serwisu do naszego kraju. Profil kariery nie zrobił. Być może dlatego, że Polacy nie są mentalnie jeszcze gotowi na freemium? Znam osobiście może z 10 osób, które zapłacą abonament żeby mieć dostęp do muzyki z każdego miejsca i urządzenia mobilnego. Reszta zostanie przy dobrym, polskim obyczaju: torrenty, rapidshare’y i inne, mniej legalne rozwiązania. Ale mimo wszystko uważam, że idziemy w dobrą stronę.

Nadal wszystko kręci się wokół zamkniętego kręgu pieniądza. Chcemy żyć jak na Zachodzie, ale rzeczywistość ekonomiczna ciągle nam przypomina, że żyjemy jak na “wschodzie”. Trochę, jak w tej anegdocie:

Donald Tusk rozmawia z Angelą Merkel.
Tusk: Angela, ile zarabiają twoi rodacy?
Merkel: 2000 EUR, z czego 1500 idzie na UE i socjal w kraju.
Tusk: A co robią Niemcy z pozostałymi 500 EUR?
Merkel: Gówno mnie to obchodzi…a u Ciebie ile zarabiają?
Tusk: 2000 PLN z czego 2000 przeznaczają na podatki, socjal a 500 na życie.
Merkel: A skąd biorą to dodatkowe 500 PLN?
Tusk: Gówno mnie to obchodzi.

Abstrahując od samego Spotify, w wielu przypadkach ceny w Polsce za dobra luksusowe są wyższe, niż np. na “Wyspach” lub w USA. Oczywiście proporcjonalnie rzecz biorąc, bo jak nie przejść obojętnie obok sytuacji, w której (rzecz luksusowa) pierwszy sezon Gry o tron u nas kosztuję około 250 zł, a za Odrą można go dostać (po przeliczeniu na pln) za 150? To tylko jeden z tysięcy przykładów, które można wyłapywać i porównywać (ceny sprawdzałem na Amazonie, gdzie właśnie większość wydawnictw Blue-ray jest mocno przeceniona. Szkoda, że w PL nie ma takich ofert). Takie sytuacje sprawiają, że Polacy kombinują i … piracą. Makdonaldyzacja ściera się z poPRLowską komunizacją, całą spuścizną Polski Ludowej, która kazała naszym rodzicom stać w kolejkach za jedzeniem, a lodówkę załatwiali poza standardowymi kanałami dystrybucji.

Spuścizna tamtych czasów, pielęgnowana przez ówczesne mankamenty RP (kolesiostwo, łapówkarstwo itd.) sprawia, że w ostatecznym rozrachunku łatwiej, bo taniej, sięgać nam po nielegalne pliki muzyczne. Wielu po prostu nie stać na kupowanie “na legalu”, dlatego takie serwisy jak Spotify, Deezer będą dla nich egzotyczne. “Po co mam płacić za coś, co mogę mieć za darmo z torrentów?”. Po części rozumiem złość Zombie Samuraja na zjawisko piractwa w Polsce. Ale z drugiej strony trzeba sobie uświadomić, że koncerny muzyczne zaciekle próbują bronić status quo, które nakazuje wydać płytę – kupić płytę. Te czasy szybko odchodzą do lamusa. Wielu artystów uzmysławia sobie, że “ich największym wrogiem nie jest piractwo, ale zapomnienie.” Jeżeli nie mogę dostać twojej płyty, bo nie stać mnie żeby ją kupić, to w końcu wyprę cię ze swojej świadomości i nawet nie zainteresuje mnie plakat w mieście wołający, że dziś jest twój koncert. W tę właśnie stronę zaczyna obracać się świat. W poprzedniej notce wspomniałem Trenta Reznora, który piracił własne utwory na potęgę. A teraz czas na drugi przykład, czyli autorów jednego z najbardziej depresyjnych kawałków na świecie.

Radiohead jeden ze swoich albumów wydali najpierw w wersji cyfrowej. Powiedzieli swoim fanom: “Słuchajcie, krążek jest do pobrania z sieci. Możecie nam za niego zapłacić ile chcecie albo ściągnąć go za darmo.” Sukces. To był po prostu sukces. Ludzie pobierali na potęgę, a na dodatek płacili od 5 do 20 dolarów za album. Potem byli gotowi zapłacić jeszcze więcej za edycję kolekcjonerską, którą zespół wydał w wersji analogowej, a najwięcej Radiohead zarobiło na trasie koncertowej promującej nowe wydanie. Tak właśnie będzie wyglądał rynek muzyczny na przestrzeni nadchodzących lat. Aż nie mogę się doczekać.

Wracając jeszcze na koniec do Spotify. Serwis jest dopełnieniem dzisiejszych czasów. Globalna wioska w pełnej krasie. Mogę słuchać muzyki zewsząd. Mojej muzyki. Z komputera, telefonu, tabletu. Jak mi się podoba tworzę listy wykonawców, dzielę się ulubionymi kawałkami ze znajomymi i tak dalej. Społeczeństwo “linku” w pełnej krasie. Spotify i Deezer rzucają wyzwanie – czy potrzebujesz trzymać muzykę na komputerze? Po co? Przecież masz ją w “chmurze”.

Wersja bardziej przystępna wpisu jest tutaj: blogkonsultant.pl/

Dołącz do dyskusji