Jak skradziono mi najlepszego smartfona świata – zabezpieczenia, lokalizacja i systemy śledzące

Blog Forum 19.02.2013
Jak skradziono mi najlepszego smartfona świata – zabezpieczenia, lokalizacja i systemy śledzące

Jak skradziono mi najlepszego smartfona świata – zabezpieczenia, lokalizacja i systemy śledzące

Piszę ten artykuł w wyjątkowo przykrym momencie i rozpoczynając moją działalność na blog forum nie spodziewałem się, że będę musiał pisać coś takiego. Szczególnie, że wydarzenie będące jego tematem miało miejsce dokładnie w dniu, w którym opublikowałem mój tekst o T-Mobile. Blog forum Spidersweba zajmuje się jednak technologią, a tak się składa, że jest to wyjątkowo dobry moment na skomentowanie kilku dotyczących jej spraw.

Tytuł artykułu jest nieco prowokacyjny i nie pokrywa się z moją opinią, chociaż setki tysięcy osób na całym świecie deklaruje słuszność tego poglądu. Utracony przeze mnie sprzęt, którego nazwę ukryłem przed czytelnikami w poprzednim artykule, to wbrew Waszym komentarzom nie iPhone, lecz Samsung Galaxy S III.

Otóż w sobotę, parę godzin po napisaniu wpisu na forum, udałem się na zamkniętą imprezę do kolegi. Mamy w większości tych samych znajomych, spodziewałem się więc, że wszystko będzie w porządku. Żeby się zbytnio nie nudzić, oddałem telefon koleżance, żeby potrzymała go w swojej torebce i poszedłem na parkiet. Co ciekawe, w torebce był też m.in. iPhone 4S, który jednak pozostał tam do końca imprezy.

Oszczędzę sobie szczegółów, kiedy wróciłem na miejsce, telefonu już nie było. Pierwszym, co przyszło mi do głowy, było sprawdzenie jego lokalizacji dzięki systemowi Samsung Dive, opierającym się na lokalizacji urządzeń, do których przypisane jest konto Samsung. Natychmiast włączyłem stronę systemu na telefonie kolegi (iPhone 4). Telefon był wyłączony, więc system nie funkcjonował poprawnie. Lokalizacja telefonu była po prostu niemożliwa.

Kiedy wróciłem do domu, ok. 20-30 minut później, od razu zalogowałem się do systemu na swoim PC. Jedyne, co zobaczyłem na stronie to informacja, że aby korzystać z systemu, usługa musi zostać zarejestrowana na moim telefonie. Wydaje mi się to o tyle dziwne, że czas między ostatnią próbą połączenia z telefonu a tym samym z PC był na tyle krótki, że mało prawdopodobnym jest, żeby mój złodziej dokładnie w tym czasie wyczyścił wszystkie dane z urządzenia. Szczególnie, że rano jednemu z moich kolegów mignęła informacja, że jestem zalogowany na portalu Facebook… z aplikacji na telefon!

Jest to dziwne i pokuszę się tu o krytykę Samsunga. System Dive nie współpracuje ze mną w żaden sposób. Poza tą jedną, krótką informacją, na stronie SD nie mogę teraz zrobić nic. Logicznym rozwiązaniem byłoby udostępnienie historii urządzeń, ostatnich prób lokalizacji (w celu testów skorzystałem z tego kilka razy, kiedy miałem telefon pod ręką – działało idealnie). Dzięki temu wiedziałbym, kiedy telefon został z usługi wyrejestrowany, jeśli rzeczywiście został, a informacja na stronie nie jest jedynie efektem błędu. Innymi słowy, jest on totalnie bezużyteczny. Każdy złodziej z resztką intelektu wie, że aby działać w ukryciu, musi natychmiast wyczyścić pamięć takiego urządzenia. Udostępnienie tych informacji nie godzi też w prywatność użytkownika – jeśli z telefonu korzysta prawowity właściciel, nic nie stoi na przeszkodzie umieszczenia historii użytkowania telefonu.

Kolejną sprawą jest system Google. Firma ta jest przecież oskarżana o dążenie do przejęcia kontroli nad ludźmi udostępniającymi jej swoje dane i różne inne absurdalne rzeczy. Usługę lokalizacji Google miałem w swoim telefonie zawsze włączoną. Do moich wiadomości w aplikacji Messeneger zwykle dodawana była lokalizacja, którą każdy mógł sobie obejrzeć dzięki Google Maps. Jak się okazuje, sam nie mam dostępu do tych danych. Kiedy wszedłem w sesje logowania na FB, moim oczom ukazały się fascynujące informacje o tym, że wszystkie moje ostatnie sesje pochodziły z Białegostoku, Lublina, Mazowsza. Żadnego odnośnika do dawnego położenia wg map Google, jedynie szacunkowe dane dotyczące pochodzenia mojego adresu IP. Dodam tylko, że w Lublinie nie byłem nigdy, w Białymstoku nie byłem ładne 2 lata, na Mazowszu co prawda bywam, ale nie byłem tam w dniach, które sugeruje mi FB. Prawda jest taka, że wszystkie wymienione sesje logowania miały swe źródło w rodzinnym Ełku.

Masoneria, Zakon Syjonu, Żydzi. Według wielu ograniczonych intelektualnie sceptyków współczesnej technologii, to właśnie oni chcą przejąć nad wszystkim kontrolę, właśnie dzięki takim usługom, jak lokalizacja. Zrobiłem, co mogłem, sprawdziłem, czy mogę poznać moją lokalizację z jakiegokolwiek portalu powiązanego z moim telefonem oraz Google. Podobnie z usługą Samsung Dive. Okazało się, że tych informacji nie ma nigdzie. Na własną rękę nie zrobię niczego, mogę jedynie liczyć na sprawność policji i ich dokładność w namierzaniu telefonów po numerze IMEI. Ta instytucja też jest raczej zacofana technologicznie, szczególnie taka zwykła, powiatowa, gdzie podczas przesłuchania funkcjonariusz poprosił mnie o pomoc w edycji formularza dotyczącego zakładanej przeze mnie sprawy, ponieważ nie wiedział o tym, że edycja plików MS Word w trybie “Tylko do odczytu” nie jest możliwa…

Czy możemy się czuć bezpiecznie? W gorzki sposób poznałem mój błąd i zrozumiałem, że nawet w sytuacjach sprawiających wrażenie wyjątkowo pozbawionych zagrożenia, ufać nie można absolutnie nikomu. Tak, zrobiłem coś wyjątkowo głupiego, bo sprzęt takiej kategorii należy mieć zawsze przy sobie. Ale to dosyć oczywiste i nie trzeba mi tego wypominać.

Pozwolę sobie na przykre zakończenie: żal mi, że mieszkam w kraju, gdzie w gronie ludzi spotykanych na co dzień w tej samej szkole, dzieją się takie rzeczy. Gdzie policja nie dostrzeże potrzeby natychmiastowego wszczęcia śledztwa, bo kiedy 10 godzin po przesłuchaniu przyszedłem na komendę z ostatnimi dowodami, ledwie mnie wysłuchali, rzucili coś tam od niechcenia, że mam napisać im maila. Tak właśnie postąpiłby czuwający nad artykułem inspektor Harry Callahan! Mogę jedynie patrzeć z zazdrością na przyjaciół ze Szwecji, którzy zarówno w centrum Sztokholmu jak i niewielkim, kilkutysięcznym mieście, zostawiają na parkingu niezamknięty samochód i idą na spacer. Kiedy odwiedzili mnie w tym roku, stwierdzili tylko, że musimy mieć strasznie nieprzyjemne życie, skoro na każdym kroku musimy uważać, kiedy u nich nikomu nie przyjdzie do głowy wykorzystanie podobnej sytuacji.

A jeśli Żydomasoni z Google jednak rządzą światem, proszę o kontakt na maila! Dogadamy się.

Dołącz do dyskusji