W pierwszej częściu “Uwolnić eBooki” okazało się, że polski rynek to specyficzne połączenie nadmiaru i niedoboru e-książek. Chociaż prężnie się rozwija i ewoluuje to jak na razie nic nie wskazuje na to, żeby miał zaprezentować nową jakość, która wpłynęłaby znacznie na jego kształt i działanie. Dlatego postanowiłem przedstawić własny model biznesowy dla tej branży. Na pierwszy rzut oka może on wyglądać jak połączenie S-F z fantastyką, ale jeśli uzmysłowisz sobie, jak szybko zachodzą zmiany w Internecie i otaczającej cię rzeczywistości, jak duża jest skala zależności między podmiotami i jakie znaczenie ma globalizacja w tym wszystkim, to myślę, że mój model stanie się bardziej realny i atrakcyjniejszy niż to, co mamy dzisiaj.

Część II Nowy model biznesowy dla rynku ebooków

Rozdział 4. Praca u podstaw

Wróćmy do początku. Do szkoły. Właśnie tam obecność czytników jest najbardziej potrzebna. Od czasu do czasu słyszę o tym, że w jakiejś szkole dzieci korzystają z laptopów na lekcjach. Zawsze w takich reportażach brakuje mi informacji o wyniku takiego eksperymentu i odpowiedzi na pytanie: czy uczą się lepiej od tych, którzy nie mają takich “zabawek” na lekcji? Jeżeli czyta się z laptopa lub tabletu trzeba mieć dużo samozaparcia i dyscypliny. Dookoła pojawia się wiele elementów rozpraszających, jak przychodząca poczta, komunikator, silna potrzeba sprawdzenia czegoś w sieci. Czytnik niweluje takie problemy, ponieważ jest prosty w konstrukcji – wyświetla tylko tekst, względnie jakieś obrazy i przy okazji nie dostarcza żadnych czynników, które mogłyby wpływać negatywnie na skupienie czytającego.

Dobra kampania społeczna powinna wejść mocno do szkół i pokazać dwie rzeczy. Po pierwsze, że na jednym urządzeniu może zmieścić się większość książek dziecka, które musi codziennie targać do szkoły. Po drugie, sam proces czytania będzie przebiegał sprawniej i szybciej.

Taki “szkolny” czytnik powinien posiadać trzy najważniejsze elementy: dobrą baterię, tusz elektroniczny oraz dostęp do Wi-Fi. Nie ma to być Kindle, ale niech to będzie urządzenie, które nie rozleci się po dwóch miesiącach korzystania. Chociaż kiedy pomyślę, że to dziecko będzie jego głównym użytkownikiem zaczynam mieć obawy, co do trwałości. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przeznaczenie takich czytników dla młodzieży szkolnej w liceum, gdzie jest więcej czytania niż na niższych szczeblach edukacji.

Generalna idea tego działania zakłada oswojenie społeczeństwa z czytnikiem i pokazanie jego możliwości oraz korzyści, jakie mogą płynąć dla młodego i uczącego się użytkownika.

Rozdział 5. Freebookium

Specyfika dzisiejszych czasów pokazuje, że najlepiej sprzedaje się to, co jest za darmo. Freemium, jako model biznesowy, który promuje tę zasadę wydaje się być naturalnym krokiem dla ebooków. Wyobraź sobie wydawnictwo, które pozwala swoim czytelnikom na dostęp do własnych zbiorów bez żadnych kosztów. Jak to możliwe? Załóżmy, że czytasz najnowszą książkę Stiega Larsona opartą na jego trylogii “Millenium”. Masz ją oczywiście w wersji elektronicznej na swoim czytniku, komórce lub tablecie. Po każdym rozdziale zostaje wyświetlona reklama, która jest jak przymusowy wygaszacz ekranu. Trwa od 5 do 10 sekund. W tym czasie nie możesz nic zrobić ze swoim urządzeniem, ponieważ blok reklamowy musi dobiec do końca. Ale w zamian za tę krótką pauzę w czytaniu, masz najnowszą powieść swojego ulubionego autora za darmo. Niewielka cena za taki luksus.

Korzyść dla czytelnika jest oczywista. Darmowa książka. Jak na tym zarabia wydawca? On bogaci się na umowach handlowych z reklamodawcami. Dlaczego jest to skuteczne? Ponieważ w przypadku e-książek bardzo łatwo targetować właściwych odbiorców danej treści reklamowej. Jest to zupełnie odwrotna sytuacja niż na YouTube, gdzie reklamy wyświetlają się losowo. Oglądając program motoryzacyjny zamieszczony na YT widz może zostać zaskoczony spotem syropu na kaszel dla dzieci. W przypadku ebooków dużo łatwiej byłoby sterować rynkiem reklamowym. Książka już w chwili zakupu może mieć w sobie zaimplementowany wybrany pod nią blok z dodatkową treścią, na oglądaniu której zarabia wydawca w ramach umowy handlowej. Czytelnik posiadający własne konto w serwisie, z którego ściągałby książki, za każdym pobraniem nowej na jego czytnik wgrywałyby się też nowe bloki reklamowe skorelowane z jego gustem książkowym.

Naturalnym też jest zaangażowanie narzędzi Social Media w nowym modelu biznesowym dla ebooków. Ściągając za każdym razem darmową książkę na naszej facebookowiej tablicy pojawiałby się wpis o tym, co to za książka i z jakiej księgarni skorzystaliśmy. Czytelnik otrzymuje książkę za 0 zł, ale w zamian pomaga tworzyć sieć społeczną i pozyskiwać nowych fanów (czytelników) dla księgarni. Ta z kolei zarabia na wyświetlaniu reklam na swoich profilach. Im więcej ma fanów, tym więcej zarobi.

Kwintesencją freemium jest podział użytkowników korzystających z serwisów opartych na tym modelu. Pierwszą grupę stanowią ci, którzy zgadzają się na obecność reklam oraz tych, którzy są gotowi zapłacić za ich zlikwidowanie oraz dodatkową treść. To rozwiązanie również wpisuje się w koncepcję “freebookium”. Jeżeli ktoś decyduje się na wykupienie abonamentu nie musi oglądać reklam po każdym rozdziale. Dodatkowo może pobierać książki w całości od razu, za pomocą jednej operacji. Użytkownik, który decyduje się nie opłacać abonamentu, skazany jest na obecność reklam oraz książkę musi ściągać z księgarni partiami. Rozdział po rozdziale, za każdym razem informując społeczność na FB, że korzysta z usług tej, a nie innej firmy. Brzmi to na skomplikowany proces, ale wydaję mi się, że można go skrócić do jednego cliknięcia myszką, a system resztę zrobi za użytkownika: pobierze następny rozdział oraz z automatu opublikuje informację o tym w sieci. W międzyczasie czytelnik zostanie uzupełniony odpowiednią treścią reklamową, np. fan powieści szpiegowskich dowie się o nowym telefonie Jamesa Bonda.

Po pobraniu ostatniego rozdziału odbiorca będzie miał dostęp do pełnej książki z poziomu własnego czytnika. Na podobnej zasadzie działają serwisy stramujące muzykę (Deezer, Spotify i inne).

Kolejna propozycja to inicjatywa w stylu Hmble Bundle, w której to czytelnik decyduje ile jest w stanie zapłacić za paczkę np. 5 e-książek. Określona jest wymagana, minimalna cena ale można oczywiście uiścić więcej niż ona zakłada. W zamian za to kupujący otrzymuje jedną książkę gratis lub inny dodatek (np. zaproszenie na spotkanie z autorem). Przedsięwzięcie to cieszy się dużym zainteresowaniem w świecie gier komputerowych i tylko empiryczny eksperyment może udowodnić z jakim skutkiem zakończyłaby się taka akcja w branży ebooków.

Ostatni element Freebookium to sprzedaż lub udostępnianie “za reklamy” wybranych tylko rozdziałów książek. Propozycja skierowana szczególnie dla tych, którzy potrzebują konkretnych informacji z danego źródła i nie chcą ściągać lub kupować całej książki. Schemat działania zakładałby publikowanie spisów treści, a następnie umożliwienie pobrania wybranego przez czytelnika rozdziału. Odbiorca otrzymuje pożądaną przez siebie treść w zamian za garść wyświetlonych reklam i poszerzenie sieci społecznej serwisu książkowego.

Powyższe rozwiązania modelu Freebookium to efekt dwóch dni zastanawiania się nad tym, jakby to mogło wyglądać. Temat na pewno nie został wyczerpany do końca.

Zakończenie – Ogromny potencjał e-książek

Ebooki niosą ze sobą potężną wartość dodaną. Ich kariera tak naprawdę dopiero się rozkręca, a potencjał nie został do końca odkryty. Obecnie e-książki to po prostu książki, które można przeczytać na elektronicznym urządzeniu. Ale wraz z rozwojem czytników i zwiększaniem ich możliwości w zakresie multimediów będzie rosła gamma funkcjonalności tego co czytamy. Interaktywne wykresy, odnośniki do stron internetowych czy filmików dopełniających treść czytanej książki staną się naszą codziennością. Powyższa wizja ziści się dopiero “jutro”. To wszystko jest przed nami.

Już teraz każdy może wydać swojego własnego e-booka, założyć dla niego bezpłatną stronę w sieci, promować wśród znajomych i w środowiskach branżowych. Wszystko za darmo i w zasięgu każdego z nas. Zdobądź uznanie i popularność w social mediach, a potem wymieniaj to (reputację) na programy partnerskie z agencjami interaktywnymi.

Rozwój branży elektronicznych książek nie będzie dynamiczny, dopóki rządzi nim obecny model biznesowy – ebooki są zbyt drogie, a istnienie czytników w świadomości Polaków jest śladowe. Myślę, że bardziej rozpoznawalne są tablety, które królowały przez cały 2012 rok i wygląda na to, że 2013 też będzie należał do nich. Ale to urządzenie niekoniecznie służy do czytania książek. Chciałbym, żeby ten rynek poszedł w tą samą stronę, co branża muzyczna. Mam nadzieję, że autorzy i wydawcy w końcu pojmą, że w oparciu o freemium można nieźle zarobić. Za tym przemawiają nie tylko względy finansowe, ale też rozpoznawalność, która może być źródłem dodatkowego dochodu (udział w programach opiniotwórczych, reklamy w telewizji, zaproszenia do innych, poza książkowych, projektów). Widzę tutaj prawie nieograniczone możliwości. Tak w dużym uproszczeniu działa model zarabiania na tym, co jest darmowe.

Załóżmy, że moja propozycja odnajdzie odzwierciedlenie w rzeczywistości. Czy to doprowadzi do wycofania tradycyjnych książek, tak jak wynalazek Gutenberga pozbawił ulubionego zajęcia wielu zakonników, czyli ręcznego przepisywania? Odpowiedź jest krótka i oczywista: Nie. Tak samo jak Spotify i pochodne serwisy nie wyeliminują ze sprzedaży płyt CD.

Z mojego osobistego bloga możesz pobrać obie części artykułu w formacie *.mobi, idealnym dla Twojego czytnika.
blogkonsultant.pl/?p=366

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji