Dzień dobry, chciałem rozmawiać z Prezydentem

Felieton/Social media 04.02.2013
Dzień dobry, chciałem rozmawiać z Prezydentem

Dzień dobry, chciałem rozmawiać z Prezydentem

Dla wielu osób anonimowość w sieci jest jedną z jej największych zalet. Możemy godzinami dyskutować z innymi internautami bez podawania żadnych danych o sobie. Zaczyna się jednak robić groźnie, gdy ktoś postanawia podszywać się w internecie pod znane osoby.

Do napisania tego tekstu przymierzałem się już od dłuższego czasu. Przykładów na to, że internauci podszywają się w sieci pod znane osoby ze świata polityki oraz celebrytów naprawdę nie brakuje. W ostatnim czasie było jednak naprawdę sporo przykładów na to, że zjawisko to zaczyna się robić niebezpieczne. Dlatego warto się nad tym zastanowić.

Wojewódzki skasował Facebooka!

Punktem wyjścia dla tego tematu niechaj będzie popularna ostatnio afera z Kubą Wojewódzkim na czele. Naczelny prowokator postanowił skasować swój profil na Facebooku. Pisała o tym również Ewa. Główny bohater internetowych artykułów tak skomentował to posunięcie:

“(…) ilość cudzych spraw, ilość świrów, maniaków, brudu, która wylewała się u mnie na profilu, zaowocowały tym, że postanowiłem go usunąć”.

Gdy tylko usłyszałem o tym, że Kuba skasował swój fanpage, przyszła mi do głowy jedna szatańska myśl. Wpadłem na pomysł, aby otworzyć nową stronę, która podszywałaby się pod Wojewódzkiego. Chciałem zgromadzić milion fanów i sprzedać konto za grube miliony. Niestety, ktoś mnie ubiegł. W sieci pojawił się fanpage, który takim oto wpisem otworzył swoją działalność:

“Usunąłem poprzednią stronę, bo stała się śmietniskiem żałosnych komentarzy, zupełnie niezwiązanych z tym co chciałem przekazać. Uważałem że tak być powinno, bo to co piszę to jest moja zwykła ludzka, obiektywna opinia. Po co te żale, smęty, nienawiść, żałosna prowokacja. Dlaczego żyjemy w takim kraju, gdzie ludzie zawsze muszą kogoś chcieć zniszczyć, mieć satysfakcję, że się kogoś nienawidzi. Jeśli nie podoba Ci się to co piszę, drogi czytelniku, odznacz tą stronę i nie zawracaj sobie głowy moimi słowami. Czy tak nie jest łatwiej? Jak widać nie. Liczę na to iż treści jakie będę publikował będą podstawą do obiektywnej i merytorycznej dyskusji, a Tobie mały człowieczku z problemami i ego wielkości strusiego jaja mówię – SPIER%@#$%!”

Wpis był mocny, kontrowersyjny i w stylu Kuby. Na tę podpuchę dało się złapać wiele osób. Tysiące osób polubiło nową stronę Wojewódzkiego. Dziwić mógł fakt, że nowy fanpage nie został podpięty do oficjalnej strony internetowej Kuby. Ale nie każdy przecież robi śledztwo zanim polubi jakiś fanpage.

Fałszywki, parodyści i oszuści?

Po kilkudziesięciu godzinach autor strony wyznał, że jest to podpucha i chciał wszystkich nabrać. Fanpage stworzył, aby zobaczyć czy uda mu się podszyć pod znaną osobę. Zapewniał przy tym jednak, że po 7 dniach planował skasować stronę. Aby uniknąć ataków i oskarżeń, iż stworzył fałszywy fanpage obiecał go usunąć. Co też później zrobił.

Ta sytuacja jest świetnym przykładem na to, jak anonimowość w sieci i łatwość z jaką możemy przybrać dowolną tożsamość może posłużyć do zmylenia innych osób. I to nie kilku mniej rozgarniętych internautów, ale tysięcy użytkowników popularniej społecznościówki. Co ciekawe wiele serwisów internetowych – i nie myślę tu tylko o Pudelku – podchwyciły podaną im przynętę i ogłosiły powrót Kuby Wojewódzkiego na Facebooka. Wielu redaktorów nawet nie dało znać, iż powątpiewa w wiarygodność profilu.

Przypadek z kontem Kuby Wojewódzkiego jest dosyć wyjątkowy. Główny zainteresowany z premedytacją je usunął. Natomiast internauta – żartowniś z premedytacją podszył się pod znanego publicystę i jurora.

W sieci nie brakuje jednak innych przykładów na to, że podszywanie się pod znane osoby może być niebezpieczne. Dosyć dużo “fejkowych” kont jest obecnych na Twitterze. Mimo iż ta społecznościówka nie jest w Polsce tak popularna jak Facebook, Twitter doskonale nadaje się do tego, aby podszywać się pod znane osoby. W 140 znakach możemy przesyłać, krótkie przemyślenia i relacje z tego, co właśnie robimy. Wielu polityków, działaczy sportowych oraz gwiazd popkultury doczekało się swoich parodystów.

Zastałem pana Prezydenta?

Na Twitterze znajdziemy fałszywego, ale jakże zabawnego prezydenta Komorowskiego, premiera Tuska wraz córką oraz nieśmiertelnego Franciszka Smudę. Ich konta bawią i są bardzo przyjemnym uzupełnieniem timeline’u.

Jednak mniej obeznani w świecie Twittera użytkownicy zdają się nie dostrzegać ironii w ich wypowiedziach. Nie tylko oburzają się na niektóre tweety, ale również wchodzą z interakcję z fałszywymi kontami.

Fikcyjne konto Bronisława Komorowskiego
Fikcyjne konto Bronisława Komorowskiego na Twitterze | źródło: twitter.com/KomorowskiPL

Można uważać, że gdy gdy użytkownik o loginie Bronisław Komorowski @KomorowskiPL ma w swojej biografii wpisane takie oto słowa: “Jestem najwyższym przedstawicielem RP i gwarantem ciągłości władzy państwowej. Stoję na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, grywam w domino oraz poluję” oraz jako miejsce zamieszkania ustawił sobie: “Buda Ruska, ale i cała Polska!”, nie mamy do czynienia z prawdziwym kontem.

Jakby tego było mało, nasz udawany prezydent ma awatar, na którym leży do góry brzuchem na hamaku, a w tle ma grafiki jak pracuje pchając taczkę. Takiego konta nie da się traktować poważnie. Tak zapewne pomyślicie.

Nic bardziej mylnego. Wielu internautów wchodzi w interakcję z parodią głowy państwa. Nawet politycy nie poznali się na tym, żarcie i z uporem próbują nawiązać kontakt z Bronisławem Komorowskim.

Na poniższym zrzucie ekranu widzimy posła Arkadiusza Mularczyka, który zaczepia fikcyjne konto Komorowskiego. Sytuacja jest śmieszna, to fakt. Ale nie trudno sobie wyobrazić jaką aferę mogłyby rozdmuchać media, gdyby ów “prezydent” odpisał coś chamskiego lub bezczelnego.

Arkadiusz Mularczyk na Twitterze
Arkadiusz Mularczyk pisze do użytkownika @KomorowskiPL myśląc, że rozmawia z Prezydentem Bronisławem Komorowskim

Wbrew pozorom, na osobach prowadzących takie profile spoczywa ogromna odpowiedzialność. Muszą one bawić i rozśmieszać, ale pod żadnym pozorem nie mogą – a w zasadzie nie powinni – dalej wkręcać osób, które ich konta traktują poważnie i nie poznały się na tej zabawie w przebierańców.

Jestem ciekaw czy sytuacja się w jakiś sposób rozwinie. Gdy internet zaliczy kilka poważniejszych wpadek, niektórzy politycy mogą wpaść ponownie na pomysł, aby przy zakładaniu konta e-mail czy profilu na Facebooku, Twitterze czy innych sex randkach trzeba było wysyłać administratorowi skan dowodu osobistego. Kiedyś już się do tego przymierzano. Boję się, że gdy znajdą tylko konkretny powód, to wrócą do tej ustawy.

Obyśmy tego nie dożyli.

Dołącz do dyskusji