Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Artykuł/Foto 06.02.2013
Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Tydzień temu przedstawiłem zalety posiadania aparatów DSLR, czyli lustrzanek. Dziś opowiem o ich młodszych i mniejszych braciach: bezlusterkowcach, czyli przyszłości sprzętu foto.

Mimo swoich niezaprzeczalnych zalet, lustrzanki są nieporęczne i raczej mało mobilne. Nie zawsze chce nam się brać je ze sobą i często po prostu leżą w domu, zamiast łapać kadry. A kiedy już zdecydujemy się wziąć lustro na spacer, pojawia się cały szereg pytań – w co je zapakować, jakie obiektywy wziąć ze sobą? Brać filtr polaryzacyjny, czy lepiej dwie uvałki na oba szkiełka? A może jeden filterek + redukcję? Czy brać też statyw i lampę? …i tak dalej, i tak dalej. Ucieka czas, uciekają kadry, a my zamiast skupiać się na zdjęciach, skupiamy się na sprzęcie.

Lustrzanki to także duża waga i rozmiary. Każdy, kto podróżował z lustrzanką wie, jak dodatkowy balast może denerwować. Zapakowanie się do bagażu podręcznego w tanich liniach lotniczych z aparatem i kompletem szkieł to nie lada wyzwanie. Poza tym lustrzanka niepotrzebnie zwraca uwagę innych – ciężko jest pozostać niezauważonym. Doskonale zdają sobie z tego sprawę ci, którzy fotografowali np. w krajach arabskich. Często zamiast myśleć o kadrze myśli się o tym jak nie stracić sprzętu.

Na szczęście producenci sprzętu foto doskonale zdają sobie sprawę z tych wszystkich wad i wychodzą nam naprzeciw z nowym produktem – bezlusterkowcem.

Don’t be… EVIL? Czyli co trzeba wiedzieć o bezlusterkowcach

Bezlusterkowce, aparaty systemowe, mirrorless, DSLM (Digital Single Lens Mirrorless), EVIL (Electronic Viewfinder Interchangeable Lens) – nazw jest wiele i chyba żadna jeszcze na dobre się nie przyjęła. Mowa o aparatach bez luster, czyli tzw. bezusterkowcach. Jest to stosunkowo nowy typ aparatu dostępny na rynku zaledwie od kilku lat. Wydaje mi się, że bezlusterkowce nie dotarły jeszcze do świadomości przeciętnego klienta, który cały czas widzi podział jedynie na lustrzanki i kompakty. Obecnie jednak każdy liczący się producent rozwija swoją ofertę mirrorlessów i co roku pojawia się naprawdę dużo nowych korpusów, obiektywów i akcesoriów.

Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Czym więc są bezlusterkowce? Znajdują się one dokładnie w połowie drogi między kompaktami, a lustrzankami. W zależności od punktu widzenia można je określić jako lustrzanki, z których usunięto cały tor optyczny (lustro, pryzmat, itd.), bądź jako kompakty, którym dodano możliwość wymiany obiektywów. Są to więc aparaty, które łączą wymiary kompaktów z jakością zdjęć rodem z lustrzanek.

Sercem każdego bezlusterkowca jest matryca, i to nie byle jaka, bowiem przeważnie jest to element przeniesiony wprost z lustrzanki. O tym, że decydujący wpływ na jakość zdjęć ma wielkość matrycy pisałem już w poprzednich tekstach, ale będę o tym przypominał do znudzenia. To naprawdę kluczowy parametr. 🙂 Większość bezlusterkowców oferuje dokładnie taką samą jakość zdjęć jak lustrzanki, także w zakresie szumów i rozpiętości tonalnej. Bezlusterkowce Sony NEX, Samsung NX, Fuji X i Canon M wyposażone są w matryce APS-C, czyli identyczne, jak w lustrzankach. Aparaty firm Olympus i Panasonic mają matrycę systemu Mikro Cztery Trzecie, które mają nieco mniejszą wielkość. Firma Nikon wzbudziła kontrowersje swoją bezlusterkową serią „1”, w której umieszczono matrycę niewiele większą niż w kompakcie (niektórzy śmiali się, że seria ta łączy wielkość lustrzanki z jakością kompakta 🙂 ). Stawkę zamyka eksperymentalny Pentax Q, w którym matryca jest malutka, a sam producent traktuje tę serię aparatów bardziej jako breloczek do kluczy, niż faktyczne narzędzie fotografa. Jak widać mnogość systemów jest naprawdę duża.

Aparat dający jakość lustrzanki, zamknięty w małej obudowie? Gdzie tu jest haczyk?

Jeżeli myślisz, że idea bezlusterkowca to założenie zbyt piękne, żeby było prawdziwe – masz rację. Bolączką współczesnych aparatów EVIL jest autofocus. Ten układ bezlusterkowce odziedziczyły niestety po kompaktach, z uwagi na brak lustra i toru optycznego. Autofocus w lustrzance bazuje na detekcji fazy. W skrócie opiera się to na zasadzie, że aparat wie, czy ostrość znajduje się przed wybranym obiektem, czy za nim. W związku z tym ustawienie ostrości jest błyskawiczne.

Bezlusterkowce, podobnie jak kompakty, bazują na detekcji kontrastu. Jest to system dużo bardziej prymitywny. System AF nie wie, czy w danej chwili wyostrzył na obiekt bliższy, czy dalszy i w związku z tym musi metodą prób i błędów określić, w którą stronę ma ostrzyć (bliżej, czy dalej od aparatu). Powoduje to krążenie wokół tematu i dopiero po kilku próbach udaje się złapać systemowi punkt, w którym kontrast jest największy, a fotografowany obiekt najostrzejszy.

Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

W teorii brzmi to strasznie, jednak w praktyce aż tak źle nie jest. Ba, osoba, która nie miała wcześniej w ręce lustrzanki może uznać taki AF za naprawdę szybki. Do statycznych ujęć taki układ w zupełności wystarczy, natomiast problemy mogą pojawić się przy próbie fotografowania poruszającego się obiektu, a szczególnie obiektu zbliżającego się do aparatu. Zdjęcie en face huśtającego się na huśtawce dziecka może okazać się zbyt dużym wyzwaniem dla aparatu.

Na szczęście producenci opracowali niedawno system AF, który pozwala na wykorzystanie kombinacji detekcji kontrastu i fazy. System taki jest znacznie sprawniejszy i bez wstydu staje w szranki z systemem AF z lustrzanek. Taki AF znajduje się w najnowszych konstrukcjach od Sony (aparaty NEX 5R oraz NEX 6), a także w Olympusie OM-D EM5.

Obiektywy, czyli to co tygrysy lubią najbardziej

Główną zaletą bezlusterkowców jest oczywiście możliwość stosowania wymiennych obiektywów. Każdy producent ma swój własny bagnet i swoje własne szkła. Wyjątkiem są firmy Panasonic i Olympus, które razem wspierają alternatywny dla APS-C format Mikro Cztery Trzecie i mają wspólne mocowanie obiektywów. Należy uważać w przypadku takich firm jak Sony, Nikon, czy Canon – obiektywy do bezlusterkowców tych firm mają zupełnie inne mocowanie, niż obiektywy przeznaczone do lustrzanek. Oznacza to, że podłączenie obiektywu od lustrzanki do korpusu bezlusterkowca wymaga odpowiedniej przejściówki. Sens takiego połączenia jest dyskusyjny, ponieważ szkła lustrzankowe są z reguły znacznie większe i cięższe od ich bezlusterkowych odpowiedników, a przecież główna zaleta EVILi to właśnie małe wymiary i waga. Dotyczy to zarówno korpusu jak i szkieł.

Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Wybór szkieł jest duży. Znajdziemy tu podstawowe obiektywy kitowe, jak i wyspecjalizowane stałki, do zadań specjalnych. Nie brakuje także szkieł macro. Do wielu systemów można podłączyć poprzez przejściówki także stare, manualne szkła. Można znaleźć na aukcjach wiele perełek, które w dobie cyfry zostały już nieco zapomniane. Ceny takich obiektywów są z roku na rok wyższe, a rosną one wraz z popularyzacją bezlusterkowców. Warto zatem wyposażyć się w komplet ciekawych szkiełek już na wstępie, pozwoli to zaoszczędzić trochę pieniędzy.

Minusem w przypadku bezlusterkowców jest bardzo ubogi rynek wtórny. O ile w przypadku lustrzanek nie ma problemu ze znalezieniem właściwie dowolnego używanego obiektywu, o tyle w przypadku bezlusterkowców graniczy to z cudem. Ta sytuacja oczywiście z biegiem czasu będzie się zmieniać, nie mniej jednak warto mieć tę niedogodność na uwadze kupując swojego pierwszego bezlusterkowca.

Sterowanie, kadrowanie, fotografowanie, czyli jak to maleństwo obsłużyć?

Z racji swoich małych rozmiarów bezlusterkowce mają zdecydowanie mniej przycisków i pokręteł niż lustrzanki. W aparatach takich niestety często będziemy zaglądać do menu, żeby zmienić jakiś parametr. Jest to cena miniaturyzacji korpusu. Mimo ograniczonych możliwości sterowania, bezlusterkowce oferują wszystkie tryby znane z lustrzanek. Tryb A, P, S, M nie robi na EVILu wrażenia, podobnie jak manualna zmiana ISO, kompensacja ekspozycji, balans bieli, czy wybór trybu pomiaru światła. Nie jest także niczym nadzwyczajnym zapis zdjęć w formie surowego pliku RAW.

Kolejnym elementem istotnym w fotografowaniu jest wizjer. Bezlusterkowce mają usunięty cały tor optyczny, zatem brakuje w nich także wizjera. Kadrowanie odbywa się poprzez ekranik, dokładnie tak, jak w kompaktach. Dużym ułatwieniem jest fakt, że w większości konstrukcji ekran jest odchylany i dotykowy – poprzez dotyk można zmieniać parametry i ustawiać ostrość. Najdroższe konstrukcje są wyposażone w wizjer cyfrowy. Pozwala on na swobodne fotografowanie np. w sytuacji bardzo silnego światła, gdzie poprzez odblaski zwykły ekranik już sobie nie radzi. Wizjery elektroniczne mają obecnie ogromne rozdzielczości i niezauważalne lagi, zatem komfort ich używania jest zbliżony do tego z wizjerów optycznych.

Bezlusterkowce, czyli fotografia zdefiniowana na nowo

Ważnym elementem są także złącza i wejścia w aparacie. Oczywiście HDMI i micro USB to standard i nie ma większego sensu pisanie i nich. Warto jednak zwrócić uwagę, czy aparat wyposażony jest w wejście na zewnętrzną lampę, czyli tzw. gorącą stopkę. Można do niej podłączyć zewnętrzne lampy błyskowe, wyzwalacze, lampy studyjne i cały szereg innych akcesoriów przydatnych w bardziej zaawansowanych odmianach fotografii. Przydatna jest także łączność wifi, która uwalnia od kabli. Stosuje się ją w coraz większej liczbie bezlusterkowców.

Łyżka dziegciu, czyli cena

Bezlusterkowiec z wyższej półki to koszt rzędu 3 do nawet 5 tysięcy złotych. Najprostsze aparaty tego typu można kupić za niewiele ponad 1000zł. Widełki cenowe są zatem podobne jak w przypadku lustrzanek. Z racji tego wiele osób odrzuca koncepcję bezlusterkowców już na wstępie. Kwestia jest bardzo dyskusyjna i powstaje na tym froncie wiele sporów, w których ilu uczestników, tyle opinii.

Według mnie bezlusterkowce to przyszłość fotografii i za kilka lat wyprą one zupełnie amatorskie lustrzanki. Wydaje mi się, że firmy takie jak Canon i Nikon doskonale zdają sobie z tego sprawę i oferują one asekuracyjnie EVILe bardzo słabe, które nie wytrzymują konkurencji z NEXami od Sony, czy serią X od Fuji. Canon i Nikon nie mogą pozwolić sobie na dobre, zaawansowane, bezlusterkowce, bo to by była kanibalizacja ich lustrzanek entry-level. Firmy takie jak Sony, Fuji czy Olympus nie mają takich dylematów i wrzucają do kolejnych bezlusterkowców funkcje, które jeszcze niedawno występowały tylko w najdroższych lustrzankach.

Dla kogo są zatem bezlusterkowce?

Aparaty tego typu poleciłbym osobom, które dużo podróżują i chcą mieć ze swoich wypraw możliwie najlepsze zdjęcia. Na pewno sprawdzą się też u osób, którym nie wystarczają zwykłe kompakty, ale aparat chciałyby mieć zawsze przy sobie. Polecam je także fotografom, którzy mają dużo starych, manualnych szkieł, albo chciałyby niedużym kosztem zbudować jasny system stałek.

Perspektywa rozwoju bezlusterkowców jest bardzo ciekawa. Wystarczy powiedzieć, że na horyzoncie widać już zmierzające do nas wielkimi krokami EVILe z pełną klatką. Ciekaw jestem co na to inżynierowie firmy Leica. 🙂

Dołącz do dyskusji