250 dni T-mobile – szczegółowa analiza i ocena giganta w debiutanckim artykule na blog forum.

Blog Forum 16.02.2013
250 dni T-mobile – szczegółowa analiza i ocena giganta w debiutanckim artykule na blog forum.

250 dni T-mobile – szczegółowa analiza i ocena giganta w debiutanckim artykule na blog forum.

T-mobile, gigant europejskiej telekomunikacji, który na rodzimym rynku jest graczem dość młodym, w czasie ogłoszenia rebrandingu Ery stał się źródłem ogromnych nadziei Polaków. Dotyczyły one głównie europeizacji swej branży w naszym kraju oraz ciekawych rozwiązań roamingowych. Po 250 dniach jego funkcjonowania, w moim debiutanckim artykule na blog forum postaram się ocenić go jako wierny, siedmioletni już użytkownik sieci przed i po zmianie nazwy.

Przede wszystkim – nie jestem prężnie rozwijającym się biznesmanem w nieustannej potrzebie kontaktu, jestem uczniem liceum, korzystającym z oferty na kartę. Ale chociaż nie potrzebuję wielkich sum na moim koncie, wymagam maksymalnego profesjonalizmu od każdej firmy, z której usług lub produktów korzystam. W przypadku operatorów telefonii komórkowych stało się do dla mnie szczególnie ważną sprawą, od kiedy istotnym elementem moich technologicznych doświadczeń stał się smartfon.

Najpierw retrospektywnie – pierwsza Era

Może się wydawać, że trudno wymagać od dzieci czy młodzieży rzetelnej oceny w takich sprawach, a przecież przez długi czas korzystania z usług Ery byłem po prostu dzieckiem. Błąd! Kto inny, jeśli nie gimnazjalne dzieciaki wydaje więcej pieniędzy na niezliczone smsy do kumpli, uroczych koleżanek, najnowsze, szpanerskie hity Britney Spears w MIDI i nigdy nie spadające poniżej 10 zł wybitne gry z Wapstera? Tak, za “moich czasów” niewątpliwie to wszystko należało do głównych zakupów młodych z komórkami. Nieustannie naciągajac moich rodziców na kolejne doładowania wydałem wtedy ogromne sumy na mój telefon. Era była wystarczająco dobrym do tego typu rzeczy operatorem – pakiet 600 sms wymiennych na 100 MMS w obrębie sieci za jedyne 6 zł wystarczał, o ile adresaci korzystali z usług tej samej firmy.

Dobrym rozwiązaniem okazał się też Program Lojalnościowy – wraz z upływem czasu i udowadnianiem swej wierności smsy i minuty połączeń stawały się coraz tańsze, aż w końcu osiągały naprawdę wyjątkowo korzystny poziom. Można było również liczyć na niedrogie stawki połączeń i wiadomości tekstowych do innych sieci, nienajgorszy roaming i Internet, który był jednak wówczas usługą marginalną, jeśli chodzi o branżę mobilną. W związku z tym, dla użytkowników telefonów na kartę, Era była operatorem godnym polecenia każdemu, kto swoją przygodę w telefonii komórkowej dopiero miał zacząć. Sprzęt czule zwany “cegłami” odszedł jednak w cień, nastały czasy smartfonów, a na polskim rynku w sposób symboliczny i dosłowny zakończyła się pewna Era.

Witaj, Europo, witaj, T-mobile!

W czerwcu 2012 Era dokonała rebrandingu. Mniej więcej dwa miesiące później wyposażyłem się w smartfona, który należy do najściślejszej czołówki najbardziej popularnych i najbardziej zaawansowanych technologicznie modeli na świecie, chociaż żeby uniknąć uprzedzeń podzielonych czytelników Spidersweba odpuszczę sobie na razie podawanie jego nazwy oraz producenta. Rynek telefonii komórkowej zdominowany był przez urządzenia tego typu już dużo wcześniej, chociaż mam wrażenie, że poza tym, że zacząłem bardziej zwracać na to uwagę, to również skala tego fenomenu znacznie podówczas wzrosła. Jednocześnie zmieniły się moje oczekiwania wobec operatora.

1. Internet (!)

Sieć to priorytet wśród średnio-zaawansowanych oraz zaawansowanych użytkowników smartfonów oraz potencjalnych czytelników tego artykułu i portalu Spidersweb. Skoro tak się sprawy mają, zacznijmy przede wszystkim od kosztów pakietów. W T-mobile za najtańszy pakiet (100MB) zapłacę 9 zł, podczas gdy na przykład w Plusie, będzie mnie to kosztowało 7 zł. Bez żartów i ironii, jest to naprawdę istotna różnica dla ucznia takiego jak ja, liczącego każdy grosz. Plus oferuje również redukcję prędkości połączenia na rzecz bezpłatnej kontynuacji korzystania z usługi. Mój operator po wykorzystaniu limitu transferu zacznie natychmiast ściągac mi z konta przerażające sumy, co jest chytrym i chciwym rozwiązaniem. Dodatkowo, Plus oferuje również pakiet 100MB na jeden dzień za jedyne 2 zł, co również jest ciekawym rozwiązaniem i co przydałoby mi się na przykład wczoraj – kiedy nie mając chwilowo środków na doładowanie wpadłem na jeden dzień do Warszawy, gdzie byłem zmuszony do desperackiego poszukiwania hot-spotów. Z kolei w Orange możemy korzystać z usługi Orange Free, gdzie po doładowaniu konta za 25 zł otrzymamy aż 1GB transferu do wykorzystania przez miesiąc! Jeśli nie jesteśmy zainteresowani tą taryfą, za 100 MB danych zapłacimy 5 zł. Jest to niemal dwukrotnie taniej niż w różowej sieci!

Mój standardowy pakiet to 600 MB za 16 zł. Tutaj inne sieci są już porównywalne, oferują zwykle 500 MB za 15 zł, co ofertę T-mobile czyni nawet bardziej atrakcyjną. W ostatnich dniach chciałem jednak spróbować jak najczęściej korzystać z Wi-fi, aby zaoszczędzić i kupić tańszy pakiet. Tutaj mój zacny operator zaczyna od jakże wspaniałej oferty niemal dziesięciu złotych za 100 MB danych. Nie ma mowy, T-mobile.

2. Obsługa klienta

I tutaj niestety zostanie mi przyklejona etykietka hejtera, na którą zapewne zasłużyłem. Zacznijmy od rzeczy prozaicznej – sprawdzenia stanu konta. Od niedawna T-mobile wymaga ode mnie 4 gr za wpisanie magicznego kodu, który w kilka sekund poda mi potrzebne informacje. Niby nic – a jednak jakoś często wypada mi to z głowy, a sam lubię być jak najlepiej zorganizowany i zawsze wiedzieć, na co mogę sobie pozwolić. W ciągu ostatniego miesiąca na ten jeden kod wydałem około 3 zł. Oczywiście mogę dokonać darmowego sprawdzenia przez stronę, ale jest to czasochłonne, a ja oczekuję usług najwyższej jakości i jakoś nie przekonuje mnie ta metoda, wymagająca oczekiwania na SMS z kodem umożliwiającym mi zalogowanie się do BOA, czyli Biura Obsługi Klienta. Co więcej, jeśli otworzę stronę z klienta mojego telefonu, zobaczę obraz nędzy i rozpaczy, tragicznie wykonaną stronę, niewygodną, trudną w obsłudze, gdzie próba wejścia w hiperłącze do pożądanej przeze mnie strony skończy się otwarciem jakiejś irytującej reklamy. Tutaj Orange bezapelacyjnie deklasuje T-mobile, gdyż miałem okazję zobaczyć aplikację tego operatora na iPhone w rękach mojego świadomego technologicznie kolegi, która prezentuje się naprawdę dobrze – chociaż początkowo miał z nią problemy, teraz czysto i przejrzyście otrzymuje z niej potrzebne informacje.
Inną sprawą jest zamówienie internetu – tego nie widziałem w innych sieciach, w przypadku T-mobile jest to katorga. Pakiet internetowy zamawiam zwykle przez wysłanie smsa o treści “NET600” na dany numer. T-mobile automatycznie, co miesiac ściąga z konta pieniądze, aby przedłużyć funkcjonowanie pakietu, ale rzadko zdarza się, żebym pod koniec miesiąca miał na koncie 16 zł, w związku z czym dostaję wiadomość, że usługa przedłużona nie zostanie. Po kilku dniach doładowuję sobie konto, aby zdobyć kolejny pakiet. Kiedy wysyłam smsa, T-mobile najpierw odpowiada mi, że usługa jest już na moim koncie aktywna, w związku z czym mam napisać smsa o treści “ODNOWA”. Na tego z kolei smsa odpowiadają mi zwykle informacją o tym, iż “usługa jest chwilowo niedostępna”. Chwilowo? Chwila trwa kilka godzin, przez które mogę wysłać setki smsów o treści “NET600” lub “ODNOWA”, ale nic z tego nie będzie. Pewnego razu dostałem internet po 3 dniach od zamówienia usługi, w czasie których otrzymałem kolejne miliardy wiadomości o rzekomej niedostępności usługi.

3. Prezentobranie, czyli absurd i cyrk

T-mobile zaoferował mi ostatnio tajemnicze kody, które po każdym doładowaniu miały skończyć się obdarowaniem mnie małym prezentem, lub całkiem dużym, jeśli będę te kody zbierał i uzupełnie moje konto wystarczająco wiele razy. W ciągu ostatniego miesiąca zasilałem je seriami po 5 zł, co zrobiłem wyjątkowo wiele razy ze względu na nagły, wzmożony kontakt smsowy z użytkownikami konkurencyjnej sieci. Rezygnowałem z małych prezentów, gdyż byłem wyjątkowo ciekawy, co zostanie mi zaoferowane jako prezent złoty. Okazał się nim pięciodniowy pakiet 300 MB transferu, co przyjąłem ze sporą radością, gdyż jak wspomniałem wyżej, w tym miesiącu chciałem zaoszczędzić na pakietach. Na stronie wyświetliła się wiadomość – gratulujemy prezentu, otrzyma go Pan w ciągu 72h. Nie dostałem jednak przez ten czas żadnego smsa o aktywacji prezentu, pomyślałem więc, że został aktywowany bez potwierdzenia i mogę spokojnie włączyć 3G. Wspaniała pułapka, T-mobile! Żadnego prezentu nie było, a operator w krótkim czasie wyzerował moje konto, gdyż okazało się, że było to korzystanie z internetu bez pakietu.

Podsumowanie

Chciałbym móc powiedzieć, że mój operator oferuje mi ciekawe rozwiązania, szanuje mnie jako klienta telefonu na kartę, a troska o dobro klienta jest utrzymana na najwyższym poziomie. Chciałbym móc powiedzieć, że sieć 3G ma wspaniały zasięg. Chciałbym móc być zadowolonym i dumnym, chciałbym móc napisać tu dzisiaj artykuł pochwalny, do którego na pewno byłbym zdolny. Niestety, nic nie jest tak kolorowe. Nie ma szans na pochwałę. Skoro tak się sprawy mają, skoro inni operatorzy oferują mi usługi lepszej jakości w lepszej cenie i skoro nikt z moich znajomych nie korzysta już z tej sieci, to nic mnie tu również nie trzyma. Moja migracja jest już sprawą pewną i dokonam jej w najbliższym czasie kończąc moją siedmioletnią przygodę z Erą / T-mobile. Nowego domu poszukam w znacznie bardziej atrakcyjnym Orange, a kiedy się przekonam, jak wygląda korzystanie z jego usług “na żywo”, chętnie wypowiem się na ten temat na łamach blog forum Spidersweb.

Żegnaj, T-mobile. Nie będę tęsknił.

Dołącz do dyskusji