Telepolis.pl wreszcie w nowej odsłonie!

17.01.2013
Telepolis.pl wreszcie w nowej odsłonie!

Telepolis.pl wreszcie w nowej odsłonie!

Na Telepolis po raz pierwszy trafiłem chyba jeszcze jakoś w 2004 roku zastanawiając się, który z Siemensów z kolorowym wyświetlaczem powinienem wybrać (padło na C60, ależ to był powiew nowej technologii!). Zabawne jest to, że od tamtego czasu minęła prawie dekada, a Telepolis wyglądało prawie dokładnie tak, jak tamtego dnia. Do dzisiaj. 

Przyznam uczciwie, że nie byłem wiernym czytelnikiem serwisu, uprawiałem względem niego bardziej politykę “wykorzystać i porzucić”. Co dokładnie mam na myśli? Niekwestionowanie największym atutem Telepolis była od zawsze kapitalna porównywarka telefonów, w których mogliśmy wziąć kilka interesujących modeli, a następnie wyświetlić sobie ich parametry i pozycja po pozycji analizować, w czym dane urządzenie jest lepsze. Z czasem wprowadzono coś na kształt pojedynków, gdzie o wyższości jednego modelu nad drugim nie decydowały tylko suche fakty.

Telepolis zyskiwało dzięki bogatej bazie użytkowników, komentarze na temat telefonów zawsze były dla mnie lepszym wyznacznikiem ich jakości, niż jakiekolwiek recenzje, z prostej zresztą przyczyny. Recenzje mają zawsze zamkniętą, ograniczoną konwencję, schemat, na dodatek często realizowane w perspektywie dwóch tygodni. Nawet najlepszy test to pryszcz w porównaniu z – powiedzmy – setką opinii osób, które z danego telefonu korzystają od pół roku. Efekt był taki, że to przeważnie opinie pod fantastycznie opisanymi parametrami, były czynnikiem decydującym.

Telepolis jest jedną z największych baz telefonów komórkowych w kraju, na dodatek od samego początku bardzo praktyczną. Wraz z debiutem nowego wystroju serwisu to się nie zmieniło. To stare, dobre Telepolis, do którego dodano nowe funkcje, np. związane z segregacją wyników naszych poszukiwań.

Osobiście uważam jednak, że choć zmiany w Telepolis były niewątpliwie potrzebne, to nie zostały one zbyt dobrze przemyślane. Nowa wersja serwisu ma wiele wad, a w kilku miejscach jest – w mojej opinii – już dziś przestarzała. Nie potrafię określić czy Telepolis to “poważny biznes” czy “strona zapaleńców, którym może udaje się za to przeżyć”, bo z jednej strony mam wizerunek serwisu, który zawsze plątał się tam gdzieś w mojej przygodzie z telefonią, a z drugiej – moim zdaniem miarodajny wyznacznik fanów na Facebooku jest dość mizerny jak na tak fajny serwis.

Poziom profesjonalizmu Telepolis ma z kolei wpływ na ostateczną ocenę zmian. Jeśli bowiem jest to serwis o poważnych aspiracjach, to po latach prawdziwego zabytku, zafundowano serwis, który nawet jeśli znów zabytkiem nie jest dziś, pewnie będzie nim za pół roku. Dobrze, że jest wyszukiwanie w czasie rzeczywistym, ale szkoda, że nie w każdej wyszukiwarce. Twórcy chwalą się wprowadzeniem konfigurowalnych profili użytkowników, ale to atrakcja warta omawiania w 2002 roku. Zmian jest sporo, ale są to mimo wszystko reformy natury kosmetycznej. Albo coś, co wypadało zrobić już wieki temu, albo coś co być może pomoże serwisowi w rozwoju. Najbardziej rzucają się w oczy jednak zmiany wizualne.

Telepolis w 2004 i 2012 roku
Telepolis w 2004 i 2012 roku

Pamiętam, że kiedy trafiłem na Telepolis w 2004 roku, już wtedy ta elegancka witryna nie zwalała z nóg swoją nowoczesnością. Fakt, że przez tyle lat utrzymała się w niemal niezmienionym kształcie, w internetowym słowniku savoir-vivre’u występuje pod hasłem “największe faux pas”. Mam jednak w swojej głowie widok grupki zapaleńców, którzy doskonale znają się na swojej robocie i choć nigdy nie znajdą wspólnego języka z próżnym blogerem z próżnego bloga, cierpliwie wklepują cyferki, na których ja później opieram nieraz swoje przemyślenia. Dlatego w ocenie nowego designu postaram się być możliwie łagodny.

Łagodny, ponieważ nowy design jest prawie tak samo zły jak poprzedni. Poprzedni w wysokiej rozdzielczości zajmował mniej więcej pół ekranu i przywodził mi na myśl moje początku z HTML-em albo pierwszy telefon z WAP, ale z perspektywy czasu – miał w sobie trochę archaicznego uroku. Autorzy nowej wersji chyba stali się troszkę zakładnikami własnego wizerunku, ponieważ w nowym layoucie starali się nawiązywać do tego starego, podpatrując zarazem nowoczesne trendy. Zaowocowało to grupką ikonek na kształt Metro UI, która jakoś zupełnie mi się nie komponuje, być może za sprawą efektu chmurki dymu, który trochę szpeci tego niecodziennego splasha.

Nowy design jest zresztą nieczytelny, na stronie głównej i podstronach mamy sporo tekstu, który pobierany na żywo np. z komentarzy jest trochę niesforny, nieforemny, źle się komponuje, nachodzi sam na siebie, a grafika nie rozdziela go od innej treści w estetyczny sposób. Prawdziwym dramatem jest jak dla mnie sposób rozmieszczenia reklam na stronie (Telepolis przewiduje abonamenty likwidujące reklamy). Jestem jednym z tych nielicznych przypadków, które lubią reklamy. Tylko dwa serwisy w życiu wyprowadziły mnie pod tym względem z równowagi – Wirtualna Polska z wielkimi flashami na cały ekran i właśnie dziś Telepolis.

Tak jak wspominałem, przez całą swoją przygodę z nowym serwisem Telepolis, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że robiła ją grupka internautów starego pokolenia, być może takiego co bawiła się w Scenę, a interesy kręciła na giełdzie na Grzybowskiej, gdy było to legalne. To nic złego, mam wiele takich osób w swoim (nawet bliskim otoczeniu). Oni się na technologiach znają jak nikt inny, w swojej wąskiej dziedzinie zjadają na śniadanie każdego blogera w kraju. Nie kumają jednak, jak się robi internet i być może powinni zainwestować w kogoś, kto w tym dzieleniu się swoją wiedzą w sposób spektakularny i dochodowy pomoże. Tego właśnie życzę kolejnej odsłonie Telepolis. Oby nie za kolejne 8 lat!

Dołącz do dyskusji

Advertisement