Polska bastionem tanich tabletów

14.01.2013
Polska bastionem tanich tabletów

Polska bastionem tanich tabletów

Przeczytałem właśnie bardzo ciekawy artykuł na łamach internetowej Rzeczpospolitej, który zresztą utwierdza mnie trochę w przekonaniu, że Polska tanimi tabletami stoi, a iPady i Nexusy to zabawki niedostępne i nieatrakcyjne dla szaraczków, którzy marzą o nowoczesnej technologii w swoim domu. 

Streszczając opisany tam stan faktyczny – w Polsce rośnie sprzedaż tabletów, ale rynek zdominowany jest przez te najtańsze wersje. W trzecim kwartale 2012 roku tego typu urządzenia, kosztujące nie więcej niż 600 złotych, stanowiły ponad 50% lokalnego rynku!

Co ciekawe, nie jest to stała tendencja. Mówimy o bardzo dynamicznym rynku, rok temu sprzedano w Polsce 170 000 tabletów, w tym roku zapewne coś koło 700 000, a trendy zmieniają się z dnia na dzień. I tak oto jeszcze w pierwszych miesiącach 2012 roku rynek należał do iPada i odmian Galaxy Tabów, zaś tańsze “odpowiedniki” trafiały do grona 13% użytkowników.

Samsung i Apple, płaczą i płacą, załamując ręce nad naszym rynkiem, zupełnie inna atmosfera panuje w firmach takich jak GoClever, Kiano, Ainol, Modecom czy Tracer, które podzieliły między siebie znaczącą część rynku. Korki od szampana na pewno wystrzeliły w górę w siedzibie naszej dumy narodowej spod znaku Manta Multimedia, która chwali się wciśnięciem potencjalnym klientom około 100 000 urządzeń. Na dodatek w ambicjach firmy znajduje się plan potrojenia tego wyniku w 2013 roku, 150 000 urządzeń chciałby sprzedaż Lark, zaś plany zamykającego wedle szacunków podium GoClever (m.in. dzięki współpracy z Biedronką) nie są znane.

Z drugiej strony – analitycy wskazują, że w nadchodzących miesiącach Polacy nie będą aż tak oszczędni i najpopularniejsze urządzenia będą plasowały się w przedziale cenowym 500-800 zł.

Z czego wynika popularność tanich tabletów? Sporo na ten temat napisałem już swego czasu w redakcyjnym podsumowaniu – nawet mniej zamożni ludzie chcą podarować sobie odrobinę luksusu lansowaną na wielkich reklamach niemal w każdym mieście w Polsce. To także brak znajomości tematu i przeświadczenie o znalezieniu okazji, “tablet jest tablet, więc po co przepłacać?”.

Rynek tabletów ma wyraźny problem, bo o ile w kwestii smartfonów trwa niekończąca się walka gigantów i nie widać tam obecnie wyraźnego lidera (każdy z faworytów ma swoje wyraźnie zarysowane wady i zalety), tak tutaj rządzi niepodzielnie iPad. iPad jest elitarny, jest drogi, na dodatek nie każdy musi być zwolennikiem ekosystemu Apple. Z bólem serca przyznam, że nawet topowe tablety konkurencji, ze słynnymi Galaxy Tabami na czele, są propozycjami słabszymi nie tylko od legendarnego iPada, ale wręcz ich konkurencyjność jakościowa wymięka przy czołowych smartfonach. To się pewnie zmieni z czasem – tak było z telefonami – ale tego czasu troszkę jeszcze upłynie.

Nie mam też szczęścia do tanich tabletów, głównych bohaterów naszej notki – wreszcie. Bo choć moi redakcyjni koledzy twierdzą, że można znaleźć solidne tablety za kilkaset złotych – i ja im wierzę – pechowo niestety w dłoniach swych trzymałem prawdziwe narzędzia tortur. Jeśli nawet Manta Multimedia czy GoClever dysponują technologiami na poziomie, to cały czas w sklepach i marketach rozstawiają je obok produkowanego przez ostatnie miesiące pasjami Badziewia (przez duże B), które ciężko nazwać czytelnymi, wydajnymi, a nade wszystko – dotykowymi.

Powtarzam – większość tanich tabletów bardziej nadawałaby się na narzędzia tortur, niż wielofunkcyjne urządzenia. Poziom ich bylejakości trudno dziś przekładać nawet na rynek smartfonów, bo nawet te najtańsze z Androidem realizują swoje funkcje we względnie komfortowy sposób. Absolutnie nie da się tego powiedzieć o wielu tanich tabletach.

Cieszy tendencja do inwestowania więcej w 2013 roku, ponieważ już na granicy 1000 złotych znajdują się przecież urządzenia Samsunga, które – nawet jeśli nie są iPadem – to korzystanie z nich jest już przynajmniej humanitarne. Wedle wyliczeń analityków najtańsze tablety kupiło w tym roku 350 000 Polaków. Zastanawiam się ilu z nich trafiło na urządzenie o praktycznym zastosowaniu (bo takie okazje są – nie miałem szczęścia, ale podkreślam: wierzę redakcyjnym kolegom), ilu szybko poczuło się oszukanych i rzuciło badziewiem w kąt, a ilu korzysta kilkunastokrotnie starając się trafić w spację i nawet nie wie, że zasługuje na więcej.

Dołącz do dyskusji