Tomek Wawrzyczek: Leica – ikona małego obrazka

Foto 22.01.2013
Tomek Wawrzyczek: Leica – ikona małego obrazka

Tomek Wawrzyczek: Leica – ikona małego obrazka

Niewiele jest marek, które nie tylko zapisały się w historii ludzkości, ale wręcz na nią wpływały, kreowały, pobudzały rozwój społeczny i kulturowy, odpowiadały za postęp technologiczny i cywilizacyjny. Jak dziś wyglądałby rynek motoryzacyjny, gdyby na początku XX wieku nie pojawił się pierwszy masowo produkowany samochód osobowy – Ford? Czy fotografia byłaby dziś tak popularna, tak masowa, gdyby równo sto lat temu nie został zaprojektowany pierwszy aparat małoobrazkowy – Leica?

Historia marki Leica zaczyna się w 1913 roku, kiedy pracujący w firmie optycznej Ernsta Leitza Oskar Barnack skonstruował prototyp aparatu, który miał być przeznaczony dla… uprawiających turystykę górską do fotografowania w plenerze. Z założenia więc aparat miał być solidny, niewielki, lekki, prosty w obsłudze i miał pozwalać na zrobienie większej ilości zdjęć bez konieczności zmiany filmu, niż to miało miejsce w aparatach średnioformatowych.

UR LEICA - prototyp z 1914 roku

Jako negatyw Barnack wykorzystał standardową 35 mm taśmę stosowaną w kinematografii, ale powiększył klatkę z 18×24 mm do 24×36 mm. Żeby umożliwić wykonywanie dużych odbitek o wysokiej jakości z małego negatywu, Barnack musiał wyposażyć swoją konstrukcję w najlepszy z możliwych system optyczny. Obiektywy z kamer filmowych, wydawałoby się dość naturalny wybór dla 35 mm filmu, niestety były przystosowane do klatek 18×24 mm i nie nadawały się do przyjętej przez Barnacka dla swojego aparatu klatki 24×36 mm. Ostatecznie Barnack zastosował obiektyw 50 mm f/3.5 zbudowany w oparciu o konstrukcję trójsoczewkowego trypletu Cook’a.

Tak powstała pierwsza Leica – jednocześnie pierwszy aparat małoobrazkowy na świecie.

W 1924 roku ruszyła produkcja seryjna modelu Leica I. W 1930 roku wprowadzono jego udoskonaloną wersję z wymienną optyką – poza standardowym obiektywem 50 mm użytkownikom zaoferowano obiektywy 35 mm i 135 mm, a później 90 mm. W 1932 roku powstaje Leica II, a później Leica III. Jedna partia tych aparatów została wyprodukowana specjalnie dla żołnierzy służących w armii niemieckiej – dziś na aukcjach kolekcjonerskich aparaty te (posiadają specjalne oznakowanie) osiągają zawrotne ceny. Produkcja modelu III trwała do lat 50-tych XX wieku.

l5

Konstrukcje Leica II i Leica III były chętnie wykorzystywane przez innych producentów aparatów. W powojennej Polsce można było kupić aparaty produkcji ZSRR bazujące na tych rozwiązaniach – Zorki i FED. Konstrukcję Leica III wykorzystywali też Japończycy między innymi w pierwszych modelach Canona.

Miano kultowych zyskały dalmierzowe aparaty z serii M.

Są one rozpoznawalne po charakterystycznej ascetycznej obudowie przypominającej zaokrąglony na bokach prostopadłościan i czerwonej kropce logo firmy. Produkowane są nieprzerwanie od 1954 roku po dziś dzień – od 2006 roku jako aparaty cyfrowe. Używane zarówno przez amatorów jak i profesjonalistów, solidnie wykonane, niezawodne, z wysokiej klasy optyką, “emki” szybko znalazły uznanie fotografujących wspaniałą, niedoścignioną jakością robionych przy ich pomocy zdjęć. Niewielka, wygodna, lekka, prosta w obsłudze, Leica serii M wręcz idealnie nadawała się do fotografii ulicznej.

Leica M

Najbardziej chyba znanym użytkownikiem “emek” był francuski fotograf Henri Cartier-Bresson. Cartier-Bresson jest uważany za ojca fotoreportażu i twórcę koncepcji tak zwanego momentu decydującego w fotografii, czyli umiejętności wyławiania tego jedynego momentu, kwintesencji danej chwili – najciekawszej kompozycji, najlepszej gry światła i cieni, gestach i mimice postaci uchwyconych tak, że nieruchomy obraz zdaje się bez końca opowiadać o tym, co na nim uwieczniono. Był współzałożycielem słynnej agencji fotograficznej Magnum skupiającej najsłynniejszych fotoreporterów, propagatorów momentu decyzyjnego jako jednego z głównych filarów nowoczesnej fotografii reporterskiej. Pod szyldem Magnum tworzyli między innymi bracia Robert i Cornell Capa, Steve McCurry, George Rodger, Josef Koudelka czy David “Chim” Seymour, żeby wymienić tych najbardziej znanych.

Więcej o agencji Magnum i jej fotografach można znaleźć w jej oficjalnym serwisie na stronie magnumphotos.com.

Moment decydujący i fotografia uliczna to temat sam w sobie zasługujący na osobny artykuł. Podobnie jak Henri Cartier-Bresson i inne ikony fotografii. Choć może nie tu, w tym miejscu. Z drugiej strony, dlaczego nie? Wszak technologia to nie tylko sprzęt i jego producenci, ale i ludzie, którzy przyczynili się do ich powstania i popularyzacji. Historia i dzień dzisiejszy marki Leica to nie tylko historia produkcji kolejnych modeli aparatów fotograficznych, ale i historia wybitnych fotografików, którzy używali tych aparatów, twórców-autorów dzieł jedynych w swoim rodzaju, ludzi wyznaczających nowe kierunki w fotografii, inspirujących całe pokolenia ludzi znajdujących swoją pasję, zawodową i amatorską, w robieniu zdjęć.

W 1964 roku Leica uruchomiła produkcję własnych aparatów SLR – tak zwanej serii R. Do modeli R8 (produkowany w latach 1996-2002) i R9 (produkowany od 2002 do 2009) Leica oferowała cyfrowe “plecki”, co zmieniało te lustrzanki w pierwsze na świecie cyfrowe pełnoklatkowe aparaty małoobrazkowe.

Swój pierwszy w pełni cyfrowy aparat Leica wypuściła na rynek stosunkowo późno, bo w 2006 roku. Był to model M8 z 10,3 megapikselową matrycą.

W 2009 roku firma wprowadziła na rynek pełnoklatkowy model M9. Produkcja własnych aparatów nie jest jedyną obecnością firmy na rynku fotografii cyfrowej. W wielu modelach cyfrowych aparatów kompaktowych produkowanych przez koncern Panasonic znajdują się obiektywy Leica. Jest to wynik współpracy obu firm przy tworzeniu innowacyjnych rozwiązań znajdujących zastosowanie w aparatach cyfrowych – jej owocem jest na przykład optyczny stabilizatora obrazu.

Leica M9

W 1996 roku Leica opracowała średnioformatowy aparat-skaner z 26 megapikselowym sensorem, możliwością wykorzystania obiektywów z aparatów mało- i średnioformatywych innych producentów i oprogramowaniem opracowanym na bazie oprogramowania przeznaczonego dla wysokiej klasy skanerów. Była to limitowana linia – firma wyprodukowała około 160 egzemplarzy, które trafiły głównie do galerii, muzeów i archiwów. Doświadczenia nabyte przy pracach nad modelem S1 firma wykorzystała w modelu S2 – średnioformatowym aparacie w obudowie klasycznej lustrzanki SLR z 37 megapikselową matrycą wyprodukowaną przez Fujitsu.

Leica w fotografii to ceniona marka. I droga.

Dotyczy to zwłaszcza modeli serii M. Cena nowego korpusu Leica M9 to wydatek ponad 23 tys. złotych (sprawdźcie sami). Używany kosztuje około 18 tys. złotych. Model S2 (samo body) kosztuje tyle, co całkiem dobrej klasy samochód – 77 tys. złotych. Za używane niecyfrowe egzemplarze z serii M, w zależności od modelu, stanu aparatu i rodzaju obiektywu, należy zapłacić od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Optyka do serii M też raczej nie jest cenowo w zasięgu posiadacza przeciętnej grubości portfela. Ceny Leica III wahają się średnio od 3 do 6 tys. złotych, choć zdarzają się egzemplarze odbiegające od podanego przedziału. Ceny modeli SLR i małych aparatów kompaktowych są bardziej akceptowalne – w większości przypadków są porównywalne z podobnym sprzętem innych producentów.

Leica M9

Należy pamiętać, że Leica to nie tylko aparaty fotograficzne. Pod tą marką powstaje również wysokiej klasy sprzęt optyczny (np. mikroskopy) i pomiarowy używany między innymi w geodezji. Ten ostatni wykorzystywany jest w Polsce na przykład przy budowie drugiej linii metra w Warszawie i w kopalniach miedzi należących do kombinatu KGHM.

Zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą z serwisu Wikipedia, serwisu Leica Rumors i z oficjalnej strony Leica.

Tomasz Wawrzyczek – rocznik 1969, z wykształcenia informatyk, z zawodu projektant GUI, z zamiłowania fotograf, dumny ojciec, szczęśliwy mąż, miłośnik bardzo, bardzo starych aparatów fotograficznych.

Dołącz do dyskusji

Advertisement