Koniec RIM, początek BlackBerry

News/Sprzęt 30.01.2013
Koniec RIM, początek BlackBerry

Koniec RIM, początek BlackBerry

Nie ma już firmy Research in Motion (RIM), jest BlackBerry – ogłosił CEO kanadyjskiej firmy Thorsten Heins podczas konferencji z prezentacją nowego mobilnego systemu operacyjnego BlackBerry 10 oraz nowych smartfonów. – Jedna marka, jedna obietnica – tłumaczył Heins powody takiej decyzji. To ważne i decydujące posunięcie.

Nie oszukujmy się – dla BlackBerry, nowy system operacyjny oraz nowe smartfony są być albo nie być na rynku. Jeden z pionierów konceptu smartfona, który niepodzielnie dzielił i rządził na rynku inteligentnych telefonów dla sektora biznesowego, w ostatnim czasie stracił swoje najważniejsze atrybuty na rzecz konkurentów. Smartfony BlackBerry nie są dziś uważane ani za bardziej bezpieczne, niż powiedzmy iPhone’y, ani bardziej wygodne do szybkiego wprowadzania tekstów aniżeli smartfony innych marek – czy to z ekranem dotykowym, czy z fizyczną klawiaturą.

RIM – wtedy jeszcze RIM – długo kazał sobie czekać na powrót z produktem, który przystaje do współczesnych czasów – oczekiwań konsumentów oraz produktów konkurencji. W zasadzie kanadyjska firma jako ostatnia z wielkich, byłych liderów pokazuje gruntowne zmiany i, choć na pierwszy rzut oka zarówno nowy system operacyjny, jak i nowe urządzenia wydają się być dobrze rokujące, to sukces come-backu nie będzie zależny tylko i wyłącznie od nich. Stąd zmiana nazwy firmy.

Szefowie BlackBerry dobrze wiedzą, że w ujęciu marketingowym potrzebują dziś scalonego i koherentnego komunikatu reklamowego. Nie może być rozdrobnienia marki i dyfuzji komunikatu na RIM i BlackBerry. RIM to dziś BlackBerry, a BlackBerry to tylko BlackBerry. Znamienne jest to, że podczas konferencji Heins nie mówił nic na temat BIS i BES – dwóch usług mobilnych, które definiowały “stare BlackBerry i RIM”. To dlatego, że dla wielu potencjalnych klientów te nazwy powodują konfuzję, rozpraszając pozytywny przekaz, jaki ma od dziś płynąć za BlackBerry.

Z nową nazwą firmy BlackBerry rozpoczyna niejako na nowo. Kanadyjczycy nie mówili tylko i wyłącznie do swojej wciąż sporej, ale zapewne topniejącej grupy zagorzałych fanów, lecz także do tych, którzy czy to dopiero będą kupować swojego pierwszego smartfona w życiu lub do tych, którzy byliby skłonni porzucić platformę, której aktualnie używają. Dla nowego BlackBerry utrzymanie obecnej bazy klientów nie jest wystarczające, by przetrwać.

To będzie trudna walka. Wbrew dość optymistycznemu przekazowi płynącemu od szefów BlackBerry, nowa platforma startuje z dużymi brakami. Może i na pokładzie są Skype i Amazon, ale brakuje Instagrama czy Google’a (np. z YouTube). Także ograniczenia terytorialne w dostępności nowych usług związanych głównie z konsumpcją cyfrowych treści na nowych urządzeniach, nie rokują zbyt dobrze. To poważne dwa argumenty wytrącone sprzedawcom, którzy w salonach operatorskich, czy elektromarketach mieliby polecać nowe produkty BlackBerry.

BlackBerry stawia wszystko na jedną kartę i temu nie można się dziwić. Nowy branding firmy oraz skoncentrowanie się na jednej marce w ujęciu marketingowym, to ruch wydaje się zrozumiały i pożądany. Czy to wystarczy, by dawny RIM odzyskał utraconą pozycję? Tego na razie nie wiemy. Wiemy natomiast, że wraz ze zmianą nazwy muszą być spełnione inne ważne elementy marketingu mix.

Dołącz do dyskusji