Komunikator WhatsApp ma kłopoty z urzędami. Czy jednak słuszne?

30.01.2013
Komunikator WhatsApp ma kłopoty z urzędami. Czy jednak słuszne?

Komunikator WhatsApp ma kłopoty z urzędami. Czy jednak słuszne?

Prywatność w sieci to ostatnio bardzo popularny temat. Kolejne witryny, portale, serwisy, aplikacje i usługi są oskarżane o luźne podejście, że tak to eufemistycznie określę, do danych swoich użytkowników. Tym razem dostało się popularnemu komunikatorowi WhatsApp. Czym zawinił? Między innymi zmusza on użytkowników do przyznania dostępu aplikacji do książki adresowej.

WhatsApp jest jednym z komunikatorów internetowych dostępnym na mnóstwo różnych platform mobilnych. Dzięki tej jednej aplikacji można prowadzić rozmowy tekstowe z innymi użytkownikami, jeśli tylko obie osoby posiadają aktywny pakiet danych z pominięciem wiadomości SMS. W założeniu brzmi to świetnie, ale i tak moim głównym narzędziem do pisania krótkich wiadomości tekstowych jest Facebooka Messenger.

Powód jest prosty: nie muszę do niego namawiać znajomych, bo oni już go używają. Dla wielu osób czat Facebooka to po prostu naturalny wybór, gdyż konto w portalu posiadają, a obsługę chatu większość smartfonów posiada dziś już out of the box, bez konieczności instalacji dodatkowych aplikacji i zakładania kont. Rozumiem jednak, że są osoby korzystające z komórki nie wspieranych oficjalnie przez największy serwis społecznościowy świata.

To dla nich WhatsApp jest bardzo dobrym wyjściem – aplikacja dostępna jest na Androida, iPhone’a, smartfony BlackBerry, Symbiana, Windows Phone, a nawet smartfony Nokii S40. Wystarczy namówić do niej znajomych i można czatować do woli, a wśród konkurencyjnych rozwiązań to właśnie WhatsApp wyróżnia się dużą bazą użytkowników (więc istnieje większa szansa niż u bardziej niszowych tworów, że znajomi też już tam są).

whatsapp-systemy

Tak czy inaczej, komunikator jest pod odstrzałem holenderskich (Dutch data authority College Bescherming Persoonsgegevens – CBP) i kanadyjskich (Office of the Privacy Commisioner of Canada – OPC) urzędów ds. wspomnianej prywatności, których raporty ujawniają kilka dość… dyskusyjnych praktyk. Po pierwsze, do korzystania z aplikacji wymagane jest przesłanie danych swojej listy kontaktów z telefonu (nie dotyczy to wyłącznie urządzeń z iOS 6) w celu identyfikacji innych użytkowników WhatsApp. Problem w tym, że dane te są po wykryciu użytkowników programu nadal przechowywane – o tyle dobrze, że w zahashowanej formie.

Innym problemem, z którym wcześniej borykało się WhatsApp, było przesyłanie wiadomości bez szyfrowania. Z tego powodu prawdopodobieństwa przechwycenia wiadomości przez osoby trzecie było spore, zwłaszcza podczas korzystania ze słabo zabezpieczonych lub nie posiadających żadnych zabezpieczeń sieci Wi-Fi. Na szczęście ten problem jest już rozwiązany od września zeszłego roku. Niestety, chociaż WhatsApp zajmują się obecnie wdrażaniem rozwiązań, które ma usunąć mechanizmy uznane za łamiące prawo lub narażających użytkowników na wycieki prywatnych danych, to po prostu wolno im to idzie.

Czy to znaczy, że nie warto instalować WhatsApp? Moim zdaniem holenderskie i kanadyjskie urzędy nieco przesadzają, a cała sprawa to trochę burza w szklance wody. Zresztą po wprowadzeniu szyfrowania wiadomości, mniej bałbym się używać WhatsApp, który jest jedną z kilku najlepiej sprzedających się mobilnych aplikacji, niż jakiegoś niszowego programu, którego nawet nikt nie zbada. Moją listę kontaktów i tak ma Facebook, Twitter oraz Google i pewnie kilka innych testowanych przeze mnie komunikatorów, których już nawet nie pamiętam.

Mam jednak nadzieję, że twórcy pójdą po rozum do głowy i przestaną tak agresywnie wyciągać dane. Moim zdaniem to nie jest jakiś olbrzymi problem, ale jeszcze kilka takich raportów i może się to odbić na popularności produktu. Konkurencja jest spora, każdy z dużych graczy stara się zgarnąć użytkowników do siebie, a swoje własne (i darmowe) rozwiązanie o nazwie ChatOn promuje Samsung, a Apple namawia swoich użytkowników do korzystania z iMessage.

Czemu mnie jednak ta sprawa nie dziwi? Nie tak dawno temu podobne praktyki, mające na celu wyciągnięcie od użytkownika pełnej książki telefonicznej stosowała popularna aplikacja społecznościowa Path, a nawet… Twitter.

źródło: reuters.com

Dołącz do dyskusji

Advertisement