Tomek Wawrzyczek: Henri Cartier-Bresson – człowiek, bez którego nie byłoby fotografii ulicznej – cz. I

29.01.2013
Tomek Wawrzyczek: Henri Cartier-Bresson – człowiek, bez którego nie byłoby fotografii ulicznej – cz. I

Tomek Wawrzyczek: Henri Cartier-Bresson – człowiek, bez którego nie byłoby fotografii ulicznej – cz. I

22 sierpnia 1908 w miejscowości Chanteloup-en-Brie we Francji przychodzi na świat Henri Cartier-Bresson. Ojciec chrzestny współczesnej fotografii reporterskiej. Twórca momentu decydującego – podstawy dobrej fotografii ulicznej. Człowiek, który sam z siebie, przez swoją twórczość, był momentem decydującym w historii fotografii.

Cartier-Bresson pochodził z zamożnej rodziny. Ojciec Cartier-Bressona był producentem tekstyliów, matka wywodziła się z rodziny normandzkich właścicieli ziemskich, handlarzy bawełną. Rodzice zapewnili młodemu Cartier-Bressonowi świetne warunki do rozwijania swojego talentu, wspierali go też finansowo na początku jego kariery zawodowej.

Cartier-Bresson od dziecka przejawiał zdolności plastyczne i zainteresowanie sztuką. Sam dużo rysował, potem za sprawą swojego wuja zainteresował się malarstwem. W wieku 20 lat rozpoczął studia malarskie w prywatnej szkole prowadzonej przez słynnego kubistę Andre Lhote’a. Lhote umiejętnie łączył nowoczesną sztukę z elementami klasycznego malarstwa, fascynację którym przejawiał również Cartier-Bresson. Wśród jego ulubionych artystów byli mistrzowie Renesansu, między innymi Jan van Eyck, Piero della Francesca i Masaccio. Cartier-Bresson bardzo cenił Lhote jako nauczyciela – w późniejszym życiu często nazywał do “nauczycielem fotografii bez aparatu”. Studia malarskie Cartier-Bresson kontynuował w pracowni Coteneta i na uniwersytecie w Cambridge.

Henri Cartier-Bresson (1)

Gruntowne przygotowanie teoretyczne i doświadczenia wyniesione z praktycznego kontaktu z malarstwem pomogły Cartier-Bressonowi rozwiązywać wiele problemów związanych z formą i kompozycją zdjęć, kiedy zajął się zawodowo fotografią. Z kolei fascynacja malarstwem klasycznym pomogła mu odnaleźć się w fotografii realistycznej.

Pierwszym aparatem Henri Cartier-Bressona był tak zwany Box Brownie – prosty i niedrogi aparat skrzynkowy produkowany przez Eastman Kodak, który młody Cartier-Bresson używał do robienia zdjęć podczas wakacji. Później eksperymentował z aparatami wielkoformatowymi. W tamtym czasie Cartier-Bresson traktuje fotografię bardziej jako zabawę, widząc się bardziej w roli malarza.

Henri Cartier-Bresson (2)

W 1929 roku, w trakcie odbywania służby wojskowej, Cartier-Bresson poznaje mieszkającego pod Paryżem amerykańskiego bon vivanta, poetę i wydawcę Harry Crosby’ego, z którym dzieli zainteresowanie fotografią. Cartier-Bressona łączy romans z żoną Crosby’ego, Caresse. Związek rozpada się w 1931 roku. Caresse odchodzi od Cartier-Bressona, a on sam udaje się na krótko do Afryki, do Wybrzeża Kości Słoniowej, wtedy będącego kolonią francuską. W Afryce Cartier-Bresson, pod wpływem frustracji z niepowodzeń artystycznych i emocji związanych z nieszczęśliwie zakończonym romansem, porzuca malarstwo. Utrzymuje się z polowań. Doświadczenia z nich wyniesione wykorzysta później w fotografii.

Po powrocie do Francji Cartier-Bresson podejmuje decyzję o zajęciu się na poważnie fotografią. Kupuje swoją pierwszą Leicę, która towarzyszy mu przez wiele lat. Cartier-Bresson uwielbiał w tym aparacie to, że z racji niewielkich rozmiarów pozwalał mu anonimowo krążyć po ulicach w polowaniu na temat do zdjęcia. Mawiał o swoim aparacie, że jest przedłużeniem jego oka. W 1934 roku poznaje młodego polskiego fotografa Davida Szymina i węgierskiego fotografa Endré Friedmanna – pierwszy z nich będzie później znany jako David “Chim” Seymour, drugi zmieni imię i nazwisko na Robert Capa. To właśnie Robert Capa wprowadził Cartier-Bressona w świat fotografii reporterskiej.

Henri Cartier-Bresson (3)

W 1935 roku w Julien Levy Gallery w Nowym Jorku odbywa się pierwsza wystawa zdjęć Cartier-Bressona. Dostaje wtedy propozycję pracy w Harper’s Bazaar jako fotograf mody, ale dość szybko z niej rezygnuje nie potrafiąc się odnaleźć w tej dziedzinie fotografii. Rok później pracuje jako drugi asystent francuskiego reżysera Jeana Renoira i gra w jego dwóch filmach. Później współreżyseruje z Herbertem Klinem swój własny film.

W 1937 roku debiutuje jako fotoreporter. Pierwsze opublikowane zdjęcia reporterskie Cartier-Bressona pochodziły z koronacji króla Jerzego VI, którą dokumentował dla francuskiego tygodnika Regards. Ciekawostką jest, że na żadnym zdjęciu z koronacji Cartier-Bresson nie ujął… króla. W latach 1937-1939 pracuje dla wydawanej przez francuskich komunistów gazety Ce Soir.

W 1939 roku po wybuchu II Wojny Światowej wstępuje do armii francuskiej. W 1940 roku trafia na 35 miesięcy do niemieckiej niewoli. Po dwóch nieudanych próbach Cartier-Bresson ucieka z obozu jenieckiego, długi czas ukrywa się, później wstępuje do francuskiego ruchu oporu.

W 1947 roku razem z Robertem Capą, “Chimem” Seymourem, Williamem Vandivertem i Robertem Rodgerem zakłada agencję fotograficzną Magnum Photos – pierwszą na świecie agencję będącą własnością pracujących w niej fotografów. Członkowie agencji podzielili między siebie zlecenia i Cartier-Bressonowi przypadła w udziale praca w Chinach i Indiach. Zrobione w 1948 roku zdjęcia z pogrzebu Gandhiego, wykonana w 1949 roku w Chinach dokumentacja ostatnich sześciu miesięcy władzy Kuomintangu i pierwszych sześciu miesięcy rządów maoistów i zrobiona później dokumentacja upadku Holenderskich Wschodnich Indii i ich przekształcenie w niepodległą Indonezję przyniosły Cartier-Bressonowi światową sławę.

Agencja Magnum wyrosła na doświadczeniach wyniesionych przez jej członków podczas wojny domowej w Hiszpanii i podczas II wojny światowej. Swoją działalność rozpoczęła w niespokojnych czasach upadku kolonializmu, rewolucji politycznych, ruchów wyzwoleńczych, konfliktów zbrojnych – czasach pełnych pracy dla fotoreporterów. Misją agencji było, jak to ujęli jej założyciele, “wyczuwanie pulsu” czasów – szersze rozumienie dokumentowania wydarzeń i wykorzystanie fotografii jako narzędzia w służbie ludzkości.

W 1952 roku ukazuje się książka “Images à la sauvette”, która zawiera portfolio 126 zdjęć wykonanych przez Cartier-Bressona podczas swoich podróży po świecie i we Francji. Okładkę do książki wykonał sam Henri Matisse. Angielski tytuł książki brzmi “The Decisive Moment”, który Cartier-Bresson zaczerpnął ze zdania wypowiedzianego przez kardynała de Retz’a: “Nie ma na świecie czegoś, co nie ma momentu decyzyjnego”. To zdanie wyraża najdobitniej podejście Cartier-Bressona do fotografii.

Twierdził on, że fotografia to nie proces długotrwały jak na przykład malowanie obrazu. W fotografii liczy się tylko ta chwila, podczas której naciskany jest spust migawki i to tą chwilę trzeba znaleźć w otoczeniu. Cartier-Bresson wychodził z założenia, że oko fotografa musi dostrzec w przestrzeni kompozycję, wyrażenie i intuicyjnie musi wiedzieć, w którym momencie uwiecznić je na zdjęciu. Jeśli się go przegapi, ten moment już się nigdy nie powtórzy.

Cartier-Bresson w swoim rozumowaniu wyszedł z trywialnego założenia, że fotografia polega na uwiecznianiu chwili, zatrzymaniu jej w kadrze. Doszedł do wniosku, że dobre zdjęcie, opowiadające, a nie pokazujące, powstanie wtedy, kiedy w pułapce czasu zatrzyma się ten najwłaściwszy moment czasoprzestrzeni. Moment decydujący. Tą najwłaściwszą sekundę decydującą o najlepszym opisaniu, namalowaniu tej chwili. Będącą kwintesencją fragmentu czasu. Nie sekundę przed, nie sekundę po, ale TĘ właśnie. Chwilę, kiedy światło najlepiej współgra z cieniem, kiedy kompozycja obrazu jest najlepsza, kiedy dzianie się tego, na co kieruje się obiektyw aparatu, jest tym najwłaściwszym dzianiem się. Kiedy ręce, nogi i twarze, oczy i zmarszczki pod nimi, usta, palce, wszystko, co przynależy do postaci utrwalonych na zdjęciu, mówi najwięcej. Opowiada.

Idea momentu decydującego wymyślona przez Cartier-Bressona mówi fotografującym, że nie liczy się “pstrykanie” dla samego “pstrykania”. Liczy się polowanie na chwilę, liczy się złapanie w kadrze tego, co potem na zdjęciu będzie opowiadać każdym detalem, każdym szczegółem, co się w tej chwili działo. Żeby zdjęcie przyciągało wzrok, żeby zastanawiało odbiorcę, żeby wymuszało pytania: “a co było przedtem?”, “a co było potem?”. Żeby… nie było trywialne i nudne.

Ten sposób myślenia stał się fundamentem nowoczesnej fotografii reporterskiej i jej “siostry”, fotografii ulicznej.

Wybrane fotografie i eseje Cartier-Bressona zobaczyć można na stronach agencji Magnum.

Tomasz Wawrzyczek – rocznik 1969, z wykształcenia informatyk, z zawodu projektant GUI, z zamiłowania fotograf, dumny ojciec, szczęśliwy mąż, miłośnik bardzo, bardzo starych aparatów fotograficznych.

Dołącz do dyskusji