Czy droższa lustrzanka robi lepsze zdjęcia? Czyli trochę o cenie i możliwościach

Foto 30.01.2013
Czy droższa lustrzanka robi lepsze zdjęcia? Czyli trochę o cenie i możliwościach

Czy droższa lustrzanka robi lepsze zdjęcia? Czyli trochę o cenie i możliwościach

Witam w środowym cyklu fotograficznym, który poświęcony będzie sprzętowym zagadnieniom ze świata fotografii. W pierwszym odcinku opowiem jak działa lustrzanka, skąd biorą się jej duże rozmiary i waga oraz dlaczego potrafi ona kosztować tyle, co kilkuletnie auto. Postaram się także odpowiedzieć na pytanie, czy droższą lustrzanką da się zrobić lepsze zdjęcia.

Zacznijmy od samej nazwy urządzeń, potocznie określanych lustrzankami. Pełna nazwa aparatów tego typu to DSLR, czyli Digital Single-Lens Reflex camera, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „cyfrowy lustrzany aparat jednoobiektywowy”. Można by zapytać skąd wziął się człon „jednoobiektywowy”, skoro cała zabawa polega tu właśnie na zmianie obiektywów. Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy cofnąć się do czasów, kiedy aparaty nie miały jeszcze w nazwie literki D, jak digital.

Bliźniacze obiektywy, czyli jak to bywało dawniej

Pierwsze lustrzanki właściwie w niczym nie przypominały obecnych konstrukcji. Były to aparaty niezwykle stylowe, jednak ich obsługa była dalece bardziej skomplikowana niż współczesnych lustrzanek. Aparaty TLR (Twin-Lens Reflex), jak sama nazwa wskazuje, wyposażone były w dwa bliźniacze obiektywy o identycznej ogniskowej. Idea opierała się na tym, że kadrowaliśmy poprzez górny obiektyw, a aparat naświetlał film przez obiektyw dolny. Konstrukcja takiego aparatu była bardzo prosta i minimalizowała liczbę ruchomych elementów. Lustrzanki TLR miały jednak liczne wady – poza oczywistą koniecznością stosowania szkieł w podwojonej ilości, głównym problemem było zjawisko paralaksy. W skrócie polega ono na tym, że obraz, który widzimy przy kadrowaniu nie pokrywa się z obrazem rejestrowanym na klatce filmowej – przesunięcie jest tym większe, im bliżej znajduje się fotografowany obiekt.

1

Pryzmat i ruchome lustro, czyli czasy współczesne

Jak już się pewnie domyślacie, nazwa DLSR wzięła się z faktu, że w tym typie lustrzanki w danej chwili przytwierdzony jest do body tylko jeden obiektyw. Wiąże się to z koniecznością zastosowania ruchomego lustra. Warto sobie uzmysłowić, że kiedy przykładamy oko do wizjera lustrzanki, tak naprawdę patrzymy przez wnętrze obiektywu. Aby się o tym przekonać wystarczy zdjąć z obiektywu dekielek, kiedy mamy wzrok utkwiony w wizjerze. Schemat toru optycznego lustrzanki znajduje się poniżej:

2

Warto zauważyć, że w momencie wykonywania zdjęcia lustro unosi się, żeby światło mogło trafić bezpośrednio na matrycę. Podczas tej krótkiej chwili obraz nie dociera do wizjera i na ułamek sekundy tracimy możliwość kadrowania. Ciekawostką jest, że obraz padający na matrycę jest obrócony do góry nogami i z lewa na prawo. Zadaniem pryzmatu pentagonalnego (nazwa wywodzi się od jego pięciu ścianek) jest właśnie odwrócenie obrazu poprzez szereg odbić – tak, aby do naszego oka trafił w niezmienionej formie. Pryzmat jest drogim elementem i w najtańszych lustrzankach jest zastąpiony przez tańszy układ małych lusterek. Obniża to jednak jakość toru optycznego, ponieważ obraz docierający do wizjera traci nieco na jasności.

Obecnie firma Sony lansuje ideę nieruchomego, półprzepuszczalnego lustra. Takie rozwiązanie ogranicza liczbę ruchomych elementów (czyli takich, które najłatwiej się psują), ale także powoduje stałą stratę małej działki światła, co związane jest z koniecznością przejścia światła przez nieruchome lustro.

Wnętrze lustrzanki wypełnia całe mnóstwo ruchomych elementów – począwszy od lustra, poprzez kurtyny migawki, skończywszy na pomocniczym lusterku układu odpowiedzialnego za autofocus. Jednak poza oczywistym znaczeniem mechaniki, we współczesnej lustrzance tak samo liczy się elektronika.

11 fps, dwurdzeniowy procesor i rozdzielczość 8K – czy na pewno mówimy jeszcze o lustrzance?

Cyfrowa lustrzanka to sprzęt niezwykle skomplikowany. Być może czytelnicy Spider’s Web za największe cudeńka techniki uważają najnowsze tablety i smartfony, jednak nic bardziej mylnego. O ile wszyscy zdają sobie sprawę z występowania w cyfrowych lustrzankach matrycy, o tyle nie każdy wie, że lustrzanka to także płyta główna oraz procesor. Tak tak, lustrzanki także mają swoje procki, a producenci chwalą się nowymi generacjami układów. Coraz większa moc obliczeniowa jest potrzebna m.in. z uwagi na rosnącą rozdzielczość zdjęć i zwiększającą się szybkostrzelność aparatów. Flagowa lustrzanka Nikona, model D4, w najszybszym trybie strzela serią 11 zdjęć na sekundę, każde w rozdzielczości 16 megapikseli. Swoją drogą – brzmi to jak niezła seria z karabinu – polecam obejrzeć to krótkie wideo, aby usłyszeć ten dźwięk na własne uszy:

Jeżeli zapisujemy zdjęcia w formie surowego pliku z matrycy (format RAW, waga zdjęcia ok. 25-30MB), wtedy aparat w ciągu sekundy musi przetworzyć ok. 300 MB danych. Pamiętajmy, że w trakcie robienia serii zdjęć przed każdym pojedynczym zdjęciem aparat ustawia ostrość (ważne, gdy robimy serię zdjęć poruszającego się obiektu), oraz mierzy ekspozycję, ustawia balans bieli, itd. Jednym słowem – działają wszystkie systemy, które przy najszybszej serii korygują wszystkie parametry 11 razy na sekundę – dlatego właśnie w lustrzance potrzebny jest szybki procesor.

Do sprawnego działania aparatu potrzebna jest także szybka… karta pamięci. Jeżeli chcemy fotografować w najszybszym trybie, to właśnie karta może okazać się wąskim gardłem w naszym sprzęcie. Pamiętajmy, że ona także musi sobie poradzić z zapisem dużych ilości danych w ciągu sekundy. Aparaty co prawda są wyposażone w bufor, w którym tymczasowo są przechowywane zdjęcia do momentu zrzucenia ich na kartę, ale bufor ten ma przeważnie pojemność tylko kilkunastu zdjęć. Dlatego ważne jest zastosowanie szybkiej (co najczęściej oznacza: drogiej…) karty pamięci, która jest w stanie zapisać tak ogromną ilość danych w krótkim czasie.

Czy droższą lustrzanką zrobię lepsze zdjęcia?

Najtańszą lustrzankę z podstawowym obiektywem można kupić już za ok. 1200 zł. Najdroższe, profesjonalne konstrukcje to koszt rzędu 25 tysięcy zł za samo body. Skąd taka różnica w cenie?

Głównym wyznacznikiem ceny jest zastosowana matryca. Konstrukcje amatorskie mają matryce APS-C wielkości 24x16mm, zaś body profesjonalne wyposażone są w matryce pełnoklatkowe o rozmiarze 36x24mm (są od tej reguły wyjątki, szczególnie fotografowie dzikiej przyrody i lotnictwa nie zgodzą się z powyższą tezą, ale dla ułatwienia przyjmijmy podział, że APS-C przeznaczone jest dla amatora, zaś Full Frame dla zawodowca). Ceny fullfrejma wahają się od 7 do 25 tys. zł za sam korpus, ale jakość obrazka generowanego przez taką matrycę jest warta każdej złotówki. Nowoczesny pełnoklatkowy aparat to praktycznie noktowizor, który w każdych warunkach zapewni fantastyczną jakość zdjęć i pozwoli zapomnieć o problemie szumów. Jego obsługa jest jednak bardziej skomplikowana niż amatorskiej lustrzanki – brak tu trybów tematycznych, w tym „auto”, przeważnie brakuje także wbudowanej lampy błyskowej. Jest to jednak oferta dla osób, które doskonale wiedzą czego potrzebują i taki sprzęt traktują po prostu jako narzędzie pracy, które po pierwsze ma się zwrócić, a po drugie przynieść zysk. Wróćmy jednak na ziemię. Lustrzanki APS-C także różnią się ceną, jest to bowiem koszt od 1200zł do ok. 5000 zł za korpus – skąd te różnice?

Największą różnicę w tej klasie lustrzanek generują materiały zastosowane w korpusie. Tańsze lustrzanki to plastikowe „wydmuszki”, zaś droższe zbudowane są na bazie wytrzymałego szkieletu ze stopów magnezu, pokrytego warstwą plastiku i gumy. Są one przeważnie także uszczelnione, co umożliwia pracę w deszczu i w pyle. Wpływa to jednak niekorzystnie na wagę aparatu – lustrzanki o magnezowym korpusie są ok. dwukrotnie cięższe od swoich plastikowych braci.

Pozostałe różnice w budowie to obecność górnego monochromatycznego ekranu nastaw oraz dodatkowych przycisków i pokręteł, ułatwiających obsługę aparatu. Górny ekranik jest bardzo przydatny i ja osobiście nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Wyświetla on wszystkie najważniejsze parametry oraz tryby pracy aparatu. Pokazuje także informację o stanie baterii i poziomie zapełnienia karty pamięci. W ciemności można go podświetlić. Dzięki niemu możemy także oszczędzać baterię – sprawia on, że główny ekran lustrzanki włączamy tylko, gdy chcemy obejrzeć zrobione zdjęcia, czyli przez większość czasu może być on nieaktywny i nie pobierać energii.

4

Dodatkowe przyciski i pokrętła także ułatwiają pracę z aparatem. Właściwie im więcej funkcji wyciągniętych „na body”, tym lepiej, gdyż nie trzeba przebijać się przez menu żeby zmienić dany parametr. Absolutną podstawą jest możliwość zmiany czułości ISO, balansu bieli i trybu napędu (zdjęcia pojedyncze, seria, samowyzwalacz). Przydatny jest także przycisk blokady ekspozycji.

Cena lustrzanki zależy także od jakości zastosowanych układów – autofocusa, pomiaru światła i balansu bieli. Ten pierwszy różni się zastosowaniem ilości aktywnych pól i skutecznością działania. Drugi odpowiada za lepsze naświetlenie zdjęcia w niecodziennych warunkach ( jak np. błyskające z różnych stron światła na koncercie). Trzeci dba o dobre odwzorowanie kolorów zarówno w świetle słonecznym jak i sztucznym: żarowym lub jarzeniowym.

W droższych lustrzankach dostajemy też często ciekawe bonusy. Mogę być nimi np. dwa równoległe sloty na karty pamięci – drugi może służyć np. za backup zdjęć w czasie rzeczywistym. Kolejnym takim dodatkiem jest obecność kilku zdefiniowanych trybów użytkownika – możemy zapisać kilka swoich ulubionych ustawień i przechodzić między nimi za pomocą jednego kliknięcia.

Przydatna także okazuje się możliwość współpracy z obiektywami manualnymi. Żadna lustrzanka nie zapewni przy nich działającego autofocusa, ale niektóre aparaty zapewniają prawidłowy pomiar światła. Innymi słowy – aparat wyposażony w tę funkcję zawsze prawidłowo ustawi ekspozycję, nawet choćbyśmy podłączyli do niego słoik po ogórkach.

PODSUMOWUJĄC: Nie, droższą lustrzanką nie zrobisz lepszych zdjęć!

No chyba, że kupisz pełną klatkę – to tak naprawdę jedyny przeskok w jakości. Nowoczesne matryce APS-C od jakichś dwóch lat utrzymują jeden, stały, bardzo wysoki poziom i nie zapowiada się, żeby w najbliższym czasie miał się dokonać na polu obrazowania jakiś gwałtowny przełom. Droższa lustrzanka zapewni Ci jednak całą gamę dodatkowe możliwości. Po pierwsze – szybką obsługę, często niewymagającą odrywania oka od wizjera. Po drugie – jaśniejszy i większy wizjer, co ułatwia kadrowanie. Po trzecie – lepszą jakość wykonania i większą niezawodność. Po czwarte – sprawniejsze działanie systemów lustrzanki. I po piąte – dodatkowe bonusy ułatwiające fotografowanie. Wszystkie te elementy nie poprawiają jakości zdjęć, ale sprawiają, że fotografuje się łatwiej i przyjemniej, a obsługa aparatu jest wygodniejsza. Brak pewnych elementów z czasem zaczyna denerwować, a jak wiemy, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Dlatego lepiej jest się trzy razy zastanowić, zanim wybierze się najtańszą lustrzankę.

Dołącz do dyskusji