Chiński walec dojechał

25.01.2013
Chiński walec dojechał

Chiński walec dojechał

6 stycznia 2011 r. Michał Młynarczyk (najbardziej nieodżałowana strata SW w historii!!) popełnił na Spider’s Web tekst pt. “Jedzie walec“. W pierwszym akapicie pisał: “A w zasadzie dwa duże i mnóstwo małych walców. Te największe nazywają się Huawei i ZTE. Kogo rozjadą?” Dziś mamy odpowiedź na to pytanie – rozjechały HTC, LG, Nokię i RIM. To nie koniec. Następny w kolejności do pożarcia przez chińskich tygrysów czeka… Apple.

IDC wydał właśnie swój najnowszy raport na temat udziałów poszczególnych producentów w rynku smartfonów. Największym zaskoczeniem są pozycje chińskich graczy. Huawei jest trzeci, a ZTE piąty. W top 5 nie ma niedawnych liderów, bez których trudno było sobie wyobrazić podobny ranking jeszcze dwa, trzy lata temu: Nokii, byłego hegemona rynku telefonów oraz RIM, byłego lidera segmentu biznesowego.

IDC, rynek smarfonów 4Q 2012

W ciągu zaledwie roku udziały chińskich producentów smartfonów skoczyły o – uwaga uwaga – 89,5% w przypadku Huaweia oraz 48,4% w przypadku ZTE. Ten pierwszy sprzedał w minionym kwartale 10,8 mln sztuk smartfonów, ten drugi 9,5 mln. Zaskoczenie? Skądże znowu. Wróćmy ponownie do archiwalnego tekstu Michała Młynarczyka:

Android jest jak Windows. Każdy może go zainstalować na swoim sprzęcie. A sprzęt jest coraz tańszy i coraz bardziej zunifikowany. Smartfon to jeden wielki dotykowy ekran, ewentualnie mniejszy ekran plus klawiatura QWERTY. Najważniejsze jest to, co widać na tym ekranie – czyli oprogramowanie.

Co jeszcze nowego można włożyć do środka? Dorzucić gigaherców i megapikseli? Poważnie – kogo poza garstką geeków to obchodzi? Zresztą, te ekrany, aparaty i procesory produkuje kilka firm na świecie. Jeśli któraś wymyśli jakiś nowy bajer, producenci smartfonów zaraz ustawią się do niej w kolejce. I znowu będą mieli takie same produkty.

To dokładnie jak z pecetami. Intel pokazuje nowe procesory – zaraz wszyscy je mają. NVIDIA wypuszcza nowe GPU – tak samo. A skoro wszyscy oferują to samo, to po co przepłacać? Lepiej płacić mniej niż więcej. Niech producent tnie marże i ściga się z konkurencją.

Tak to działa w przypadku pecetów i smartfonów z Androidem. Wszystkie są takie same – różnią się detalami. Parę giga pamięci tu, podwójna dioda LED tam. To nie obchodzi klienta, który przychodzi do salonu po kolejną komórkę. Ma być za złotówkę i z dotykowym ekranem.

A no właśnie, możemy dziś zaobserwować dwa istotne trendy na rynku smartfonów. Z jednej strony mamy marki premium, tj. Apple, Samsung, po części Nokię, które są wybierane świadomie – klienci kupujący iPhone’y, Galaxy i Lumie to świadomi konsumenci, którzy wiedzą czego oczekują od smartfonu i w większości przypadków ich wybór jest podyktowany odpowiednimi oczekiwaniami względem zarówno funkcjonalności urządzenia, jak i prestiżu związanego z daną marką.

Z drugiej strony mamy klientów, których kompletnie nie obchodzi, czy na obudowie mają napisane Samsung, HTC, czy ZTE. Dla nich liczy się cena, a o tym, co znajdzie się w ich rękach decyduje najczęściej przedstawiciel salonu operatorskiego.

Telefony sprzedają operatorzy. To od nich zależy, z czym klient wyjdzie z salonu. I nie jest dla nich kompletnie obojętne, czy będzie to iPhone czy Motorola. Ten pierwszy ma upierdliwego producenta, który nie pozwala majstrować przy oprogramowaniu, a do tego życzy sobie za swój sprzęt kosmicznych pieniędzy i przy okazji jest paranoikiem. Ale z drugiej strony pozwala przysolić solidną marżę i wcisnąć duży abonament. Coś za coś. Czymś się te urządzenia różnią.

– pisał Młynarczyk w styczniu 2011 r. Właśnie na tym korzystają dziś chińskie tygrysy. Z jednej strony odpowiednio celnie dwa/trzy lata temu przewidziały, że Android jest Windowsem ery mobilnej, a z drugiej na słabości niegdysiejszych liderów, którzy są dziś praktycznie nieobecni w segmentach value-for-money lub economy (chyba, że uznać za takową markę Asha Nokii, tyle że nie jest ona powszechnie dostępna u operatorów).

Przed chińskimi markami jeszcze długa droga do wykreowania naturalnego popytu na ich produkty, jednak przykład zarówno Samsunga, jak i HTC pokazuje, że marketingowa lekcja nie jest nie do odrobienia. Co zaskakuje to fakt, że ciekawsze od Huaweia działania marketingowe wydaje się przeprowadzać ZTE, które powinno sporo skorzystać chociażby na tym, że produkuje pierwszy smartfon z procesorem Intel Atom. Rozwija też coraz silniejszą markę Blade i choć to wciąż nie jest to ani Galaxy, ani nawet One od HTC, to jest coraz bardziej rozpoznawalna, chyba nawet bardziej od marki Ascend Huaweia, która wciąż ma problemy z czytelnym określeniem swoich komunikacyjnych atrybutów.

Mimo braku odpowiedniego postrzegania marketingowego potencjał sprzedażowy, jaki niosą ze sobą rdzennie chińskie marki jest gigantyczny. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby za dwa, trzy lata, to Huawei i ZTE otwierały rankingi IDC i Gartnera. Pamiętajmy, że globalny rynek telefonów jest dziś nasycony smartfonami zaledwie w 25 – 30%. Aż strach pomyśleć jak będzie wyglądał Top 5 rynku smartfonów, kiedy rynek będzie nasycony nimi w 75 – 80%.

Tagi: , , ,

Dołącz do dyskusji