Facebook to śmietnik, dlatego spędzamy coraz więcej czasu korzystając z niego

01.12.2012
Facebook to śmietnik, dlatego spędzamy coraz więcej czasu korzystając z niego

Facebook to śmietnik, dlatego spędzamy coraz więcej czasu korzystając z niego

W ciągu miesiąca mieszkaniec USA średnio spędza na Facebooku 6,75 godziny. Wynik dotyczący użytkowników tego portalu deklasuje kolejnego Tumblra i Pinteresta, których użytkownicy spędzają na nich po 1,5 godziny. Twitter zajmuje tylko 21 minut miesięcznie, Linkedin 17, a Google+ tylko 3 minuty. Wzrost ilości czasu spędzanego w sieciach społecznościowych nie wynika ostatnimi czasy ze wzrostu ich atrakcyjności, a w przypadku Facebooka jestem skłonny stwierdzić, że jest wynikiem tego, że Facebook zamienił się w jeden wielki internetowy śmietnik.

Na przestrzeni 5 lat wzrósł czas spędzany w sieciach społecznościowych z 2,7 godzin (w 2006 roku) do 6,9 godzin (w 2011 r.). Oprócz tej codziennej aktywności z czołowej 6-tki wzrósł tylko czas oglądania programów telewizyjnych „online”. Nie trzeba przeprowadzać badań, by mieć świadomość, że z każdym miesiącem korzystanie z sieci społecznościowych pochłania nam coraz więcej czasu. Zjawisko to obserwuję coraz bardziej dotkliwie na przykładzie Facebooka. Kilka lat temu panował powszechny zachwyt przy pojawieniu się ówczesnej Naszej-klasy, teraz NK.pl, niemal wszyscy Polacy odnowili stare znajomości, przyjaźnie a czasem i miłości.

Początek mediów społecznościowych w Polsce jest kojarzony z relacjami międzyludzkimi i moim zdaniem jest to słuszne skojarzenie. Po zachwycie wielu milionów Polaków nad NK przyszedł czas na szaleństwo związane z Facebookiem. Na początku przygody Facebook oferował znacznie więcej rzeczy niż NK, a dodatkowo w ciekawszej formie. Nadal mogliśmy utrzymywać bliskie (wirtualne) relacje z naszymi znajomymi czy członkami rodziny. Jednak z biegiem czasu Facebook zaczął ewoluować. Obecnie można serwis Zuckerberga określić nieustającą się beta wersją lub operacją na otwartym sercu.

Z czasem, przy wymiernym udziale zarówno nas samych lajkujących kolejne fanpejdże, specjalistów od mediów społecznościowych reprezentujących w sieci zarówno mniejsze czy większe firmy oraz samego Facebooka dobierającego to, jakie wpisy ukażą się naszym oczom zaczęły znikać treści od naszych znajomych. Proces ten był stopniowy, powolny, ale jakże skuteczny – zepchnąć relacje z naszymi znajomymi na dalszy plan, lepiej eksponując marki, firmy i produkty. Na początku bytności na Facebooku większość osób siliła się na zamieszczanie treści pisanych przez siebie, obecnie doszliśmy do momentu, w którym zaczęliśmy stosować te same zabiegi, co jakiś czas temu „social media ninja”. Zamieszczamy zazwyczaj zdjęcia, obrazki z kwejka itp. czasami jakiś filmik z YouTube’a. Tych ostatnich jest najmniej, bo trzeba chwilę poświęcić zarówno na jego wyszukanie i obejrzenie, nie wystarczy rzucenie spojrzenia w ułamku sekundy. Takie filmiki wymagają zresztą poświecenia większej uwagi także ze strony naszych znajomych.

Trzeba jeszcze założyć, że nasi znajomi publikują jakieś treści, a te przez algorytm Facebooka uznane za na tyle istotne by je nam pokazać. Coraz mniej osób tworzy treści w serwisie, zazwyczaj sprowadza się to do mechanizmu „udostępnik-lubię to” i nic więcej. Zresztą nie dziwię się tym osobom. Gdy publikujesz coś dla swoich znajomych to liczysz chociaż na to „lubię to”. Komentarze znajdą się zazwyczaj pod wpisami kontrowersyjnymi, odwołującymi się do naszych poglądów czy też uczuć, takich jak np. przedstawiające maltretowane zwierzęta. Ja naprawdę rozumiem troskę o zwierzęta, którym straszny los zgotowali inni ludzie, rozumiem troskę o nie ze strony moich znajomych, którzy kochają psy i koty oraz inne zwierzaki. Ale świat jest tak zbudowany, że zła, bólu i cierpienia w nim nie brakuje.

Po co o tym wspominam? Gdy publikujemy coś na Facebooku raz, drugi czy trzeci i nie spotyka się to z reakcją naszych znajomych, możemy dojść do wniosku, że mają nas…, że nie interesuje ich, co u nas słychać, co myślimy. Dlatego też część osób może pomyśleć no dobra dam słodziutkiego koteczka to na pewno Ania, Basia, Kasia da po „like’u”, bo to przecież wszystkich poruszy. Brak zainteresowania może po części wynikać z mało angażujących treści, ale również z tego powodu, że zdecydowana większość wpisów jakie widzimy na Facebooku pochodzi od fan page’y. Widząc to publikujemy rzeczy w sposób podpatrzony od speców, którzy wymyślają coraz to bardziej zmyślne sposoby, by zgarnąć kolejne udostępniania, lubię to i komentarze.

Facebook stał się śmietnikiem. Sami do tego doprowadziliśmy, a on nam w tym wymiernie pomógł. O ile sami nie utworzymy list naszych znajomych, fan page’y według kategorii tematycznych i nie zaczniemy z nich korzystać z poziomu Facebooka czy kanałów RSS nie będziemy świadomi ile treści, tych wartościowych, umyka nam w natłoku rzeczy nie przydatnych lub też przez algorytmy nie trafia do nas w ogóle. Wygoda używania z Facebooka jest dla mnie bliska zeru. Dlatego z taką radością przyglądam się nowemu Myspace’owi, bo jak się okazuje można zaprojektować serwis w ciekawy sposób serwować treści w nim publikowane w przyjazny użytkownikowi sposób. Możecie mi powiedzieć, że powinienem mniej “lajkować” itd. – zgoda, jest w tym sporo racji ale nie zmienia to faktu, że Facebook jest strasznie niewygodny w codziennym użytkowaniu i brakuje mu podstawowych udogodnień.

Facebook to śmietnik, w którym konia z rzędem temu, komu udaje się odnaleźć potrzebne informacje. To przez to spędzamy na nim coraz to więcej czasu. Naszego czasu, a jest on jedną z najważniejszych rzeczy, jakie posiadamy. Gdybyśmy nie marnowali go na przekopywanie się przez zasoby Facebooka moglibyśmy stworzyć na nim coś zdecydowanie bardziej kreatywnego niż wrzucenie kolejnego obrazka, który polubią znajomi.

Dlatego, o ile Facebook nie zaproponuje zmian na lepsze w najbliższej przyszłości, to utoniemy w nadmiarze bezwartościowych treści w nim publikowanych. Wtedy alternatywy w postaci Google+, Twittera, Myspace’a czy innych sieci społecznościowych okażą się doskonałą alternatywą dla wielu osób. W zasadzie już się okazują. To dzwonek ostrzegawczy dla Facebooka, bo mimo miłości jaką darzy go wiele osób może stać się serwisem widmo, przypominającym projekt, który kilka lat temu miał przejść gruntowną przebudowę, tyle tylko gdzieś, że osoby za to odpowiedzialne zniknęły.

Patrząc z tej perspektywy przedstawione poniżej statystyki, jakoby mieszkańcy USA spędzali najwięcej czasu na Facebooku, wcale nie muszą być odbierane jako sukces serwisu.

Dołącz do dyskusji