HTML5 zdefiniowany, ale nie o taki HTML5 walczył Steve Jobs

19.12.2012
HTML5 zdefiniowany, ale nie o taki HTML5 walczył Steve Jobs

HTML5 zdefiniowany, ale nie o taki HTML5 walczył Steve Jobs

Steve Jobs to był gość. Kilka lat temu swoją twarz dał nie tylko najpopularniejszym telefonom, tabletom czy odtwarzaczom mp3, ale również… technologii HTML5. Cesarz marketingu, chcąc nie chcąc, w swoim stylu objawił ją światu (trochę na wyrost) jako technologię lepszego jutra. 

Chyba właśnie wtedy HTML5 stał się elementem debaty publicznej, która interesowała kogoś więcej niż moich ulubionych brodaczy we flanelowych koszulach. Zaczęło się od słusznych (choć z ust Jobsa brzmiało to nieco ironicznie) zarzutów względem Adobe, które technologią Flash monopolizowało pewien wycinek internetu. Alternatywą miały być rozwiązania HTML5, oferujące mniej więcej takie same możliwości, bez konieczności instalacji dodatkowych wtyczek.

Krótko po tym część koncernów (w tym Apple) na Flasha się obraziło, część (jak choćby Google w YouTube) rozpoczęło wzmożone prace nad technologią HTML5. Już po kilku tygodniach okazało się jednak, że na chwilę obecną alternatywne rozwiązania nie są ani tak samo wydajne, ani tak samo praktyczne. Przykładów zresztą nie trzeba daleko szukać – nie dalej jak w zeszłym tygodniu Facebook wycofał się z utrzymanej w tym standardzie aplikacji na komórki (przeczytaj też moje trochę odmienne stanowisko). Mimo wszystko o HTML5 zaczęto mówić z nadzieją w głosie – technologia jutra.

Czy jutro jest dziś? Nieco ponad dwa lata po opisanych wydarzeniach ekipy Web Hypertext Application Technology i World Wide Web Consortium (W3C), które “robią internet” w bardziej dosłownym i pożytecznym znaczeniu tego słowa, niż lubią o sobie mówić startupowcy, ogłosiły specyfikację języka HTML5, co w języku potocznym jest w zasadzie równoznaczne z jego wielką prapremierą, a wszystko co oglądaliśmy do tej pory, było taką jakby wersją beta. Obecny HTML5 stał się zatem odpowiednikiem czegoś na kształt Release Candidate w systemach Windows. Oficjalna premiera nastąpi w roku 2014.

Co znamienne, HTML5 jest następcą HTML4 określonego w 1997 roku, czyli dla internetu epoce kamienia łupanego, wspieranego przy tym przez standardy XHTML (w międzyczasie pojawiły się nawet prace nad konkurencyjnym XHTML 2, który jednak okazał się niewypałem i w 2009 idea upadła).

I teraz ważne. Czym jest HTML5, o którym wam dziś piszę? Ewolucją, ale nie rewolucją. Ekipy odpowiedzialne za nadzorowanie prac nad językiem zgodnie uznały, że projekt im się trochę rozrasta, a trochę wymyka spod kontroli. Uznali też, że w dobie codziennie zmieniającej się sieci, transformującej raczej w aplikacje webowe, niż statyczne strony www, nadszedł czas na jasne określenie pewnych zasad gry. A może raczej – nadania symbolu, znaczka, marki temu, co w naszych komputerach, smartfonach, tabletach i mikrofalówkach dzieje się już od jakiegoś czasu. To zewnętrzna próba określenia rewolucji, jaką każdego dnia serwuje nam Facebook, Twitter, Google i reszta wesołej ferajny. Nikt normalny nie odważy się przecież dyktować im dzisiaj jak mają robić swoje strony.

W3C zaproponowało zatem grubą czerwoną kreskę i uznanie – “mamy już HTML5, a teraz patrzmy w przyszłość”. W ten sposób narodziła się idea HTML5.1 bezproblemowo i płynnie odtwarzającego chociażby filmy czy sprawnie radzącego sobie z grami, o którym – w dużym skrócie – tak bardzo marzył Steve Jobs. Data premiery? 2016.

Dołącz do dyskusji