Nowy iPhone – kompletnie bez one more thing

12.09.2012
Nowy iPhone – kompletnie bez one more thing

Nowy iPhone – kompletnie bez one more thing

Naprawdę łatwo być rozczarowanym nowym iPhone’em. Nie ma w nim żadnych niespodzianek, nie ma żadnych zaskoczeń. Zdecydowaną większość nowości w nowej wersji smartfonu Apple’a znaliśmy wcześniej za pośrednictwem potoku plotek. W ten sposób Apple został odarty ze swojej największej broni marketingowej – słynnego one more thing. Stał się po prostu kolejną topową firmą technologiczną – jak Samsung, Nokia, czy Microsoft. Mimo to iPhone 5 będzie wielkim hitem.

Od dzisiaj możemy chyba rzeczywiście ogłosić erę post-Steve-Jobs w Apple, która docelowo będzie skutkować tym, że jego firma nie będzie się wyróżniała marketingowo z tłumu innych producentów. Pozycja Apple’a będzie powoli marginalizowana, aż w końcu przestanie być odbierany jako rynkowy innowator w świadomości przeciętnego konsumenta. Nie wiem, czy potrwa to jeszcze 5 lat, czy 10, ale zdaje się, że nie ma już od tego odwrotu. Apple w drugiej połowie 2012 r. przestał być Apple’em Steve’a Jobsa.

Przewagą Apple’a od zawsze był niesamowity dar koncentracji opinii publicznej na jednej wspaniałej nowości, która stanowiła pozycjonowanie marketingowe produktu. Nikt inny nie potrafił ani celnie wytypować co ma być hitem danej wersji produktu, ani odpowiednio to promować. Samsung ładuje do swoich smartfonów milion nowości, ale zazwyczaj nie potrafi z jednej z nich zrobić konia marketingowego urządzenia. Walcząca o odbudowanie swojej pozycji Nokia również, choć w tym przypadku ograniczenia wynikały także z nie nazbyt rozwiniętego systemu operacyjnego. RIM – który przez pewien czas miał bardzo wyraźne pozycjonowanie jako smartfon dla biznesu – na razie nie ma ani odpowiednio dobrego hardware’u ani rozwiniętego software’u. Inni się w zasadzie nie liczą, no może poza HTC, ale Tajwańczycy też mają problemy zarówno z wizerunkiem, jak i natury prawnej.

Spójrzmy na nowego iPhone’a. Jest wyższy, lżejszy, ma poprawione wszystkie elementy sprzętowe i wyposażony jest w najnowszą wersję mobilnego systemu operacyjnego iOS, którego znamy od dłuższego czasu. Ulepszono także asystenta głosowego Siri, dorzucono kilka nowości w aparacie fotograficznym i nawet kosztuje tyle samo co poprzedni model. I co? I nic. Nic z tego nie wynika. Nowy iPhone 5 nie ma wyrazistej jednej cechy, która rzucałaby na kolana. Na dodatek – powtórzmy -w zasadzie znaliśmy go już w całości przed konferencją.

Nie można mieć jednak żadnych wątpliwości, że nowy iPhone się sprzeda. Zakładam, że będzie to najlepiej sprzedający się iPhone w historii, kolejki przed sklepami Apple’a jak były tak były, recenzje pierwszych dziennikarzy (oczywiście tych samych co zawsze) pełne euforii, a świat blogerów jak zwykle podzielony – jedni zakochani w nowym iPhonie ogłaszając go kolejną supernową świata technologii, a inni wyśmiewając po kolei wszystkie jego nowości dowodząc, że konkurencja miała to znacznie wcześniej.

To jednak tylko pozorne status-quo.

Dołącz do dyskusji