Bo liczba nie zawsze równa się sukces, na przykładzie Google+

18.09.2012
Bo liczba nie zawsze równa się sukces, na przykładzie Google+

Bo liczba nie zawsze równa się sukces, na przykładzie Google+

Google+ według Vic’a Gundotry ma 400 milionów zarejestrowanych użytkowników, z czego jedna czwarta jest aktywna co najmniej raz w miesiącu. Skoro Google tak lubi skupiać się na liczbach, to postanowiłam porównać ich wielkość i odczarować lub nie Google+.

Google+ ma obecnie 14,5 miesiąca, jednak nie od samego początku był dostępny dla wszystkich. W ciągu tych 14 miesięcy zebrał 400 milionów zarejestrowanych użytkowników, z z czego zapewne część pochodzi z nowych rejestracji kont Google – przy ich zakładaniu niejako z automatu zakłada się też konto Google+. 100 milionów z nich jest aktywna miesięcznie na stronie serwisu lub w aplikacji mobilnej.

Facebook ma ponad 955 milionów zarejestrowanych użytkowników. Według ostatnich danych z samego Facebooka w czerwcu aż 552 miliony z nich była aktywna, ale nie miesięcznie, tylko dziennie. Zdobycie pierwszych 400 milionów zarejestrowanych użytkowników zajęło za to Facebookowi około 4 lat, jeśli liczyć od otwarcia serwisu dla wszystkich w 2006 roku.

Pinterest, jedna z najgorętszych sieci społecznościowych ostatniego roku, ma 20 milionów zarejestrowanych użytkowników, w ciągu roku liczba ta wzrosła niesamowicie z 700 tysięcy. Sam Pinterest nie lubi chwalić się zarejestrowanymi użytkownikami, za to woli przedstawiać liczbę unikalnych odwiedzających – w marcu, czyli dosyć dawno, było to 104 miliony UU.

Instagram, zakupiony niedawno przez Facebooka, ma 100 milionów zarejestrowanych użytkowników – tak powiedział niedawno Mark Zuckerberg. Niestety nie wiadomo ilu z nich jest aktywnych, jednak po szybkim przyroście można przypuszczać, że bardzo dużo.

Tumblr, jeden z często zapominanych w kontekście mediów społecznościowych gracz (pewnie dlatego, że jest połączeniem społeczności i bloga, może mikrobloga?) ma 120 milionów zarejestrowanych użytkowników, którzy stworzyli 42 miliony blogów, jednak jego siła, podobnie jak Pinterestu, polega nie tylko na użytkownikach zalogowanych, ale też odwiedzających blogi bez rejestracji – Tumblr notuje 500 milionów odsłon dziennie!

A Twitter? Ten mocno obecny w mediach mikroblog ma ponad 500 milionów zarejestrowanych użytkowników, z czego około 170 milionów jest aktywna. Aktywność w przypadku Twittera oznacza jakąkolwiek zmianę w ostatnich trzech miesiącach – czy to wysłanie wiadomości, dodanie obserwowanego, czy też zmianę awatara.

Widać więc, że pod względem liczby użytkowników, jak i odsetku tych aktywnych, Google+ nie wypada źle na tle innych obecnych serwisów społecznościowych różnej maści. Gdyby tylko wielkość decydowała o wartości społecznościówki, Google byłby w czołówce. Tak jednak nie jest.

Weźmy chociaż takiego Pinteresta. Stosunkowa mała liczba realnych użytkowników nijak nie przekłada się na słabość serwisu. Oprócz mocnego wsparcia w postaci unikalnych odwiedzin i odsłon, Pinterest ma coś, czego może mu zazdrościć Google: realny potencjał marketingowy i e-commerce, świeżość, innowacyjność i szum. To dzięki Pinterestowi w sieci spopularyzował się kafelkowy układ treści. To Pinterest analizowany jest co chwilę pod różnymi względami. To o Pintereście mówi się jako o zjawisku, to Pinterest notuje ponadprzeciętne czasy, które użytkownik spędza na stronie. To w końcu Pinterest i jego klony są atrakcyjne i gorące.

To Twitter a nie Google + jest obecny w mediach jako źródło cytatów. To Facebooka uczą się wszyscy chcący zostać “social ninja”. A Google+ coraz częściej wspominany jest za to jako konieczna część strategii SEO dla firm i serwisów, agregator aktywności konta Google, który pozwala wypozycjonować treści.

Czy to wystarczające, by na dobre zagościć w krajobrazie społecznościowym? Pewnie tak, bo zasięg Google robi swoje, jednak jest to bardziej mechaniczne aniżeli naturalne. Nie ma już miłości, Google+ nie rozgrzewa już nagłówków medialnych, nie ma tej “atmosfery”. Google musi coś z tym zrobić. No i zaktywizować użytkowników, a nie nabijać pustą bazę, z których jedna czwarta nie zagląda na Plusa nawet raz na miesiąc.

Dołącz do dyskusji