OS X 10.8 to kpina a nie nowy system operacyjny, ale Mountain Lion to rewolucja

26.07.2012
OS X 10.8 to kpina a nie nowy system operacyjny, ale Mountain Lion to rewolucja

OS X 10.8 to kpina a nie nowy system operacyjny, ale Mountain Lion to rewolucja

Nazywanie Mountain Liona nowym systemem operacyjnym jest zdecydowanym nadużyciem. Dla wieloletniego użytkownika komputerów Mac, przyzwyczajonego do zaawansowanego i różnorodnego użycia komputera od Apple, ponad 200 zmian, które niby wprowadza OS X 10.8 są jeszcze mniej zauważalne niż w przypadku poprzedniej wersji Lion. Jednak znaczenie Mountain Liona jest ogromne – to kamień milowy w kierunku postępującej dominacji Apple w świecie mobilnym. Nowy OS X jest produktem dla nowych użytkowników Maków – tych, którzy przesiadają się na MacBooki Air z iPadów i iPhone’ów. Całą resztę Apple olewa.

Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych z nowym OS X czuję się oszukany, niczym bohater dokumentu ‘Macheads‘, który w 2007 r. z niedowierzaniem patrzy na to, jak Steve Jobs prezentuje iPhone’a i tym samym spycha Maka do statusu przybudówki przy pałacu Apple’a. W 2012 r. Apple pogrzebał OS X w oczach tych, którzy używają go od wielu lat – sprowadził go do roli uzupełniacza iPada i iPhone’a.

Zdecydowaną większość nowości w Mountain Lionie długoletni użytkownik OS X może skwitować jednym zdaniem – mało przydatne pierdółki, które nie tylko nie ulepszą tego, w jaki sposób przywykło się korzystać z Maka, lecz na dodatek całkiem go infantylizują.

Prześledźmy:

Dwie nowe aplikacje systemowe: Przypomnienia i Notatki. Obie prezentowane przez Apple’a jak coś rewolucyjnego. W rzeczywistości są namiastką tego, z czego od lat korzystają użytkownicy Maków. Poziom zaawansowania aplikacji Przypomnienia może konkurować z przeciętną aplikacją mobilną na iOS, ale nie z kombajnami GTD (get things done) od zewnętrznych programistów, z których długoletni użytkownicy Maków nauczyli się korzystać. Podobnie ma się sprawa z nową aplikacją Notatki – Apple daje cukierkowy produkt z podstawową funkcjonalnością kolekcjonowania wszelkiego rodzaju notatek i znalezisk w sieci. Taki Evernote zjada nowość Apple’a na śniadanie.

Idźmy dalej – aplikacje Wiadomości oraz Centrum powiadomień. Ta pierwsza wydaje się być ciekawym produktem, ale jest po prostu kolejnym multi-komunikatorem, których na rynku od dawna nie brakuje. Działa w chmurze, dzięki czemu pozwala na to, by korzystano z niego na różnych urządzeniach (od Apple’a oczywiście) – można przesyłać pliki, wiadomości tekstowe ala SMS, zdjęcia, dokumenty, można prowadzić czat wideo. Brzmi znajomo? Tak, aplikacji o podobnych funkcjonalnościach jest od groma. Aaa, i działają na platformach od różnych producentów.

Centrum powiadomień – nie jest w żadnej mierze lepszy od Growla, którego użytkownicy Maków korzystają od lat.

Idźmy jeszcze dalej – udostępnianie, czyli tweetuj prosto z aplikacji: dla wieloletniego użytkownika Maka, reklamowanie tego jako świetnej nowości zakrawa na ironiczny żart. Pozostają jeszcze: Power Nap, Game Center oraz Airplay. Żadna z tych nowości nie jest dla mnie: Power Nap nie został udostępniony mojemu półtorarocznemu MacBookowi Pro, w gry na komputerze nie gram, nie mam też Apple TV.

Ze wszystkich nowości w nowym OS X dwie są dla mnie cenne – iCloud oraz nowa wersja Safari. iCloud jest wygodą – raz podany identyfikator Apple ID konfiguruje pocztę, kontakty, kalendarze, wiadomości, Safari, iTunes, Mac App Store i nowe aplikacje Przypomnienia i Notatki. Tak powinien wyglądać początek pracy z nowym komputerem – podłączasz się do swojej części chmury, a komputer robi resztę. Minutę później masz dostęp do swoich danych.

Przeglądarka Safari z kolei wydaje się być porażająco szybka. I w końcu dostała tak oczekiwane usprawnienia jak unifikacja paska adresu z wyszukiwarką, synchronizację kart pomiędzy urządzeniami, czy listę do czytania później. Ale nie wiem, czy do niej wrócę. Ciągle brak tutaj wielu małych drobnostek umilających i przyspieszających pracę z przeglądarką, które ma Chrome. Na razie cieszę się szybkością nowej Safari.

Cieszą mnie również drobnostki wizualne i użyteczne – nowy sposób wyświetlania docka oraz sygnalizacji aktywnych aplikacji jest piękny, w aplikacji Poczta jest kilka nowości (np. konta VIP), które na pewno przydadzą mi się w pracy, jest też nowy Launchpad, który w końcu dostał wbudowaną wyszukiwarkę aplikacji.

Ale to wszystko drobnostki, bo to nie dla mnie Apple przygotował nową wersję OS X.

Jestem więcej niż przekonany, że Mountain Lion będzie hitem Apple’a. I jest to produkt rewolucyjny pod wieloma względami, który wyniesie Maka na nowe poziomy zarówno sprzedaży, jak i świadomości marki.

Apple to jest firma genialna. Firma, która potrafi przewidywać rozwój wydarzeń na rynku technologicznym na kilka lat do przodu i dostosowywać się do zmian jak nikt inny. A że po drodze będą ofiary? Apple’a to nie obchodzi – przed nim splendor setek milionów nowych klientów-fanów. Mountain Lion jest właśnie takim produktem, który odpowiada na potrzeby jakie jeszcze nie do końca zostały wyraźnie nakreślone, choć my wszyscy analizujący i opisujący zmiany na rynku tech podskórnie je czujemy.

Dla Apple’a Mac to aktualnie poboczny biznes. Prawdziwym biznesem jest iOS, czyli iPhone, iPad, iPod i po części Apple TV. To tam Apple ma większość swoich klientów i to ich potrzeby Apple będzie zaspakajać. Mountain Lion jest systemem operacyjnym, który został napisany dla użytkowników iPhone’a i iPada, którzy rozważać będą zakup Maka jako swojego głównego komputera.

Kontekst sytuacji jest dla Apple’a idealny – rynek PC jest pogrążony w stagnacji, ale to głównie komputery z Windowsem sprzedają się słabo. Nie licząc ostatniego wyjątkowego jak na wyniki Apple’a kwartału, dynamika sprzedaży Maków biła na głowę sprzedaż komputerów z systemem Microsoftu. Nie o kilka, kilkanaście procent, lecz o kilkadziesiąt, a niekiedy nawet o kilkaset procent.

Na dodatek Microsoft stoi przed najtrudniejszym zadaniem od 1995 r. – interfejs użytkownika Windowsa 8 jest tak rewolucyjnie nowy, że Microsoft będzie musiał na nowo uczyć przeciętnego użytkownika korzystania z komputera. Ale tym razem nie będzie tak łatwo jak w 1995 r., gdy nie było żadnej alternatywy dla Windowsa 95, a następnie dla Windowsa XP, które ukształtowały to, jak dziś przeciętny użytkownik korzysta z komputera PC; dziś alternatywa jest bardzo mocna – to iOS, mobilny system operacyjny, który znany jest setkom milionów ludzi na świecie, który definiuje rozwój urządzeń mobilnych powoli przejmujących podstawowe konteksty używania urządzeń komputerowych, który zasila najpopularniejsze tablety na świecie trafiające pod strzechy przeciętnych konsumentów częściej niż komputery PC od topowych producentów.

Mountain Lion to przeniesienie iOS na komputer przenośny, a dokładnie mówiąc na MacBooka Air, który definiuje kategorię komputerów PC trzymających dynamikę sprzedaży na jako takich poziomach. To przy okazji najbardziej modny komputer PC dostępny dziś na rynku – moda na niego powoli zaczyna przypominać tę na iPhone’a w ostatnich latach; do rąk dostają go użytkownicy, którzy mają małe pojęcie o komputerach i jego możliwościach. Takich użytkowników jest zapewne co najmniej 75%.

Mountain Lion na MacBooku Air to prawie wierna kopia iOS z iPhone’a i iPada. Dostając go do ręki, przeciętny użytkownik iOS odnajdzie tu nie tylko filozofię działania znanego mu systemu operacyjnego, ale także dokładnie te same aplikacje, z których korzysta na swoim iPhonie, czy iPadzie.

Prześledźmy:

iCloud to nie tylko wygoda w postaci automatycznej synchronizacji nowego komputera. To także kompletnie nowy system przechowywania dokumentów w pełni zintegrowany z technologiczną chmurą, którą użytkownik iOS zna z iUrządzeń.

To nie przypadek, że najmniej zmian w Mountain Lionie jest w Finderze – aplikacji do zarządzania plikami na Maku. Apple powoli będzie z niego rezygnować – zastąpi go właśnie iCloud. Wystarczy chwilę poużywać nowych wersji TextEdit, czy Podglądu, żeby zrozumieć, jak Apple chce by ich używano. To zupełnie nowy sposób korzystania z komputera. Tradycyjnie na Maku (czy na PC) to Finder (Windows Explorer na PC) służył do zapisywania, odnajdywania i otwierania dokumentów. W Mountain Lionie aplikacje systemowe zachęcają do korzystania z iCloud, dokładnie tak, jak ma to miejsce na urządzeniach iOS. W Mountain Lionie dokumenty nie należą już do systemu plików, tylko do aplikacji, którą chcemy je otwierać – dokładnie tak jak w iOS. Otwórz TextEdit dokumenty tekstowe zapisane w iCloud, nad którymi pracowałeś. Otwórz Podgląd, żeby zobaczyć jakie pliki przeglądałeś na dowolnym urządzeni podpiętym do twojej chmury.

To samo tyczy się wszystkich bez wyjątku nowości w OS X 10.8. Przypomnienia i Notatki? To dokładnie to samo, z czego korzystasz na iPadzie i iPhonie. Otwórz te aplikacje na OS X, a zaprezentują ci treści, które wprowadzałeś z poziomu urządzeń iOS. Wiadomości i Centrum powiadomień? Włącz te aplikacje, a znajdziesz dokładnie ten sam interfejs użytkownika, co na iPhonie i iPadzie. Power Nap? Twój iPhone także pobiera dane w tle, gdy jest w stanie uśpienia. Dlaczego twój MacBook Air nie miałby zachowywać się podobnie? Udostępnianie do Twittera (a wkrótce do Facebooka)? Przecież od lat robisz to na iPhonie właśnie z poziomu aplikacji systemowych. Airplay i GameCenter na OS X? Przecież to wierne kopie aplikacji na iOS. Nawet nowość w postaci Gatekeeper jest przełożeniem polityki ścisłej kontroli tego, co jest instalowane na urządzeniach Apple’a dokładnie tak, jak ma to miejsce w przypadku urządzeń iOS.

OS X 10.8 nie jest systemem, który został stworzony, by wyjść na przeciw ‘starym’ użytkownikom Maka. Mountain Lion jest systemem, którym Apple uśmiecha się do użytkowników iPhone’ów i iPadów mówiąc – hej, wszystko to, co robicie na swoich urządzeniach mobilnych możecie teraz robić na naszym super-cool MacBooku Air.

Teraz, kiedy Windows 8 jawi się raczej jako wielka zagadka, aniżeli naturalna konieczność, taka zachęta wydaje się być niezwykle atrakcyjna.

Dołącz do dyskusji