Greenpeace strollował internet w ramach swojej wojny z Shellem

17.07.2012
Greenpeace strollował internet w ramach swojej wojny z Shellem

Greenpeace strollował internet w ramach swojej wojny z Shellem

Przez większą część dnia wszyscy widzieli to tak: nowy konkurs polegający na stworzeniu sloganu i bannera reklamowego firmy Shell spotkał się z ogromnym odzewem, choć w nie do końca pożądanym stylu. Jak trafnie określił to ktoś w sieci: w marketingu albo pracują idioci, którzy nie rozumieją internetu, albo wręcz przeciwnie – geniusze. Teraz już wszystko jest jasne: geniusze. Tylko, że za wszystkim stoi Greenpeace.

Greenpeace to jedna z ekologicznych organizacji, która czasem się przydaje, ale przez większość czasu specjalizuje się po prostu w zatruwaniu innym życia swoimi fanaberiami. Shell to jeden z koncernów paliwowych, który czasem zatruwa środowisko, ale przez większość czasu pozwala ludziom na czas dotrzeć na przykład do pracy. Tego typu organizacje żyją ze sobą w naturalnym konflikcie, a jego eskalacja miała miejsce kilka dni temu, kiedy koncern na poważnie zadeklarował poszukiwania ropy w rejonie Arktyki. Działacze Greenpeace zaczęli szturmować m.in. stacje Shell w Londynie i Edynburgu. Doprowadzili do zamknięcia ponad 50 z nich.

Biznesowo-ekologiczna wojna toczyła się na kilku frontach, także w internecie. Sieć obiegła między innymi strona internetowa, która wyglądała jak jedna z witryn Shell, zachęcająca do stworzenia hasła reklamowego koncernu na tle ładnych, arktycznych pejzaży. Stylistyka niecodzienna, ale wielu marketingowców lokalizowało swoje bannery w jeszcze bardziej ekstrawaganckich klimatach. Na witrynie szybko zaczęły pojawiać się różne ekologiczne hasła nawiązujące do niszczenia lokalnej fauny i flory, topnienia lodowców czy wreszcie – moje ulubione – “At least we are not BP”, które w sumie mógłby użyć każdy koncern paliwowy na świecie (poza BP) i nawet nie wiem czy nie wyszłoby im to na dobre.

W takiej otoczce witryna obiegła twittera, facebooka oraz inne serwisy społecznościowe. Dopiero po bliższym przyjrzeniu się witrynie – a takie zabiegi nie należą do hobby wielu internautów – “wpadka Shell” szybko przekształcała się w “geniusz Greenpeace”. Okazuje się bowiem, że za całą sprawą stoją właśnie ekolodzy, którzy na dodatek o wiele skuteczniej zwrócili uwagę społeczeństwa z całego świata na problem, niż odmawiając Brytyjczykom prawa do zatankowania swojego samochodu.

Strona arcticready.com swoje chwile świetności przeżywa w sieci od kilkudziesięciu godzin, choć podobno działa w niej skutecznie już od początku czerwca. Shell na całą sprawę zapatruje się z dystansem, czy też raczej – zdrowym rozsądkiem. Nie zamierza wojować z Greenpeace na drodze prawnej, bo choć zapewne znalazłby w tej kwestii kilka przemawiających na jego korzyść paragrafów i precedensów, wizerunkowo mógłby tylko na tym ucierpieć.

Jeśli zaś o Greenpeace chodzi,  to pozostaje mieć nadzieję, że historia wojny z Shellem w internecie nauczyła ekologów, że inteligentna i pomysłowa akcja może dać daleko bardziej idące drogi, niż utrudnianie funkcjonowania w społeczeństwie poprzez blokady, przemarsze czy przykuwanie się do elementów otoczenia.

Dołącz do dyskusji