Facebookowi wciąż mało, teraz będzie śledził to, co robisz na smartfonie

10.07.2012
Facebookowi wciąż mało, teraz będzie śledził to, co robisz na smartfonie

Facebookowi wciąż mało, teraz będzie śledził to, co robisz na smartfonie

Facebook ma problem. Jest kolosem na glinianych nogach. Jest najpotężniejszą siecią społecznościowa zarabiającą kosmiczne pieniądze na reklamie. Stał się ulubioną formą komunikacji milionów użytkowników. Ci biorą Facebooka ze sobą, używają w swoich telefonach, by zawsze mieć go pod ręką. A Facebook jak dotąd nie wdrożył żadnego skutecznego pomysłu monetyzującego tę migrację do mobilnego ruchu sieciowego.

Według informacji, jakie zdobył dziennik Wall Street Journal, Facebook lada moment zaprezentuje nowy produkt reklamowy, który zaspokoi zniecierpliwionych inwestorów. Gigant, który chwali się niecałym miliardem aktywnych użytkowników, zademonstruje wreszcie jak chce zarabiać na smartfonach i tabletach.

Ów produkt ma wykorzystywać informacje zbierane przez mechanizm Facebook Connect. Mechanizm pozwala na logowanie się na witryny partnerskie, takie jak Amazon, za pomocą facebookowego konta. Mechanizm reklamowy będzie monitorował aktywność użytkowników na tych serwisach, a następnie umieszczał w mobilnym strumieniu aktywności śledzonych profili reklamy wygenerowane na bazie tejże aktywności. Jeżeli użytkownik kliknie w sponsorowany link, Facebook otrzyma od reklamodawcy pieniądze.

Jeżeli informacje Wall Street Journal się sprawdzą, będzie to dużo większe naruszenie prywatności użytkowników od tych, których dopuścił się ktokolwiek inny. Twitter, Google ani Microsoft, według mojej wiedzy, nigdy nie wykorzystywali swoich mechanizmów partnerskich do tak szerokiej inwigilacji użytkownika. Pomysł Facebooka od strony stricte biznesowej jest genialny. Może on go jednak drogo kosztować: użytkownicy wyczuleni na swoją prywatność mogą przestać korzystać z Facebook Connect a nawet z samego Facebooka. My, dziennikarze i blogerzy, niezawodnie również podniesiemy rwetes, przez co część mniej świadomych internautów może również nieufnie zacząć patrzeć na tę największą na świecie sieć społecznościową.

To smutny efekt darmowości usług internetowych. Ja, na przykład, nie korzystam z żadnych AdBlocków, NoScriptów i innych tego typu rozszerzeń. Po pierwsze dlatego, że nie lubię jak jakiś mechanizm kastruje mi witryny z elementów, które być może i są przeze mnie niepożądane. Po drugie, co ważniejsze, przestałem zauważać reklamy. Tak już się do nich przyzwyczaiłem, że są dla mnie niewidoczne. Przeźroczyste. Jestem przekonany, że takich jak ja jest dużo, dużo więcej. Reklama, niezbędna do utrzymania serwisów, staje się więc coraz bardziej inwazyjna. Facebook wykonuje krok jako pierwszy, i to on zbierze za to cięgi. Chyba słuszne, ale ktoś inny prędzej czy później by to zrobił.

Zabieg ten może się jednak udać Facebookowi. Jeżeli nowe zasady korzystania z Facebook Connect będą w jasny i czytelny sposób przedstawione użytkownikom, a każdy z nich będzie miał możliwość wypisania się z programu nieinwazyjnych reklam, nikt rwetesu nie podniesie, bo nie będzie miał o co. Tyle, że mając w pamięci niedawną wpadkę Facebooka związaną ze zmienianiem na siłę domyślnych adresów mailowych jego użytkowników na te facebookowe, obawiam się, że gigant dalej będzie bezczelny. A wtedy może się przeliczyć, bo nie zostawimy na nim suchej nitki.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement