Czy Unia nie lubi monopoli?

24.07.2012
Czy Unia nie lubi monopoli?

Czy Unia nie lubi monopoli?

Pierwotnie tekst opublikowany został na Blog Forum Spider’s Web. Blog Forum to nowe miejsce na Spider’s Web, gdzie każdy z Czytelników może publikować własne teksty na tematy okołotechnologiczne, dyskutować z innymi uczestnikami, czy też zasięgać porad na tematy związane z produktami i usługami technologicznymi. Najlepszych autorów Blog Forum nagradzamy smartfonami Nokia Lumia 800 ufundowanymi przez Partnera serwisu Spider’s Web, firmę Nokia. Zarejestruj się na Blog Forum Spider’s Web już dziś.

Poniższy tekst stanowi wyraz frustracji – to właściwe słowo – tym, w jaki sposób traktowane są kwestie prawne związane z komputerami, Internetem i szeroko rozumianymi mediami cyfrowymi. Mimo ogromnego szumu wokół umowy ACTA, patentów czy praw autorskich, rzadko kiedy te zagadnienia są omawiane w sposób merytorycznie poprawny, nagminne jest nieprecyzyjne słownictwo, a przyjmowany przez licznych autorów tok rozumowania niemal nigdy nie zahacza o przepisy prawa. Ba! Nawet, gdy cytowane są ustawy czy regulaminy, często są one interpretowane w sposób rażąco sprzeczny z podstawowymi zasadami wykładni prawa, nie wspominając o braku odniesień do całokształtu systemu prawa.

Bezpośrednim przyczynkiem do rozpoczęcia pisania o prawie nowych technologii (tak nazwijmy tą gałąź prawa) na Blog Forum Spider’s Web był artykuł Macieja Gajewskiego, w którym wyraził on swoją opinię na temat wszczęcia przez Komisję Europejską procedury sprawdzającej prawidłowość spełnienia przez Microsoft obowiązku wprowadzenia do swoich systemów operacyjnych ekranu wyboru przeglądarki. Ponieważ Maciej dał wyraz swojemu niezadowoleniu z takiej sytuacji („buta Unii Europejskiej”, „nakaz unijny jest w mojej ocenie równie absurdalny”), a jednocześnie spróbował używać argumentów para-prawnych („prawo nie działa wstecz”), doszedłem do wniosku, że warto przyjrzeć się tej sprawie z punktu widzenia prawa, prostując kilka nieścisłości, które w powyższym tekście się pojawiły. Co więcej, argumenty, jakie zostały użyte zarówno w blogonotce, jak i dyskusji pod jej tekstem, są powszechnie używane w podobnych dyskusjach, postaram się je zatem (argumenty, nie dyskusje) obalić.

Jeszcze jedno – to wpis blogowy o ograniczonej długości, dlatego jestem zmuszony (aby uniknąć argumentu tldr) potraktować pewne kwestie skrótowo; w razie wątpliwości zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Trochę faktów

17 września 2007 r. Sąd Pierwszej Instancji wydał wyrok ws. Microsoft przeciwko Komisja, utrzymujący w mocy decyzję Komisji Europejskiej o nałożeniu grzywny (497 mln euro) i nakazującej udostępnienie informacji technicznych dotyczących współpracy swoich systemów operacyjnych w ramach grup roboczych, a także wydania wersji systemu Windows pozbawionej odtwarzacza Windows Media Player. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do treści decyzji oraz wyroku, dalej natomiast zajmiemy się konsekwencjami stwierdzenia w treści orzeczenia SPI, że podobna do zintegrowania odtwarzacza multimedialnego z systemem Windows sytuacja może mieć miejsce w przypadku przeglądarki Internet Explorer. W związku z tym stwierdzeniem, w 2009 r. Komisja wszczęła procedurę sprawdzającą, czy integracja IE z systemem Windows narusza reguły konkurencji w związku z pozycją dominującą Microsoftu na rynku systemów operacyjnych. W odpowiedzi, Microsoft przedstawił propozycję dodania do swoich systemów operacyjnych ekranu wyboru przeglądarki podczas instalacji systemu. Propozycja ta została zaakceptowana przez Komisję decyzją zatwierdzającą zobowiązania koncernu z Redmond, a użytkownicy Windows (XP, Vista i 7) z działającą usługą Windows Update na obszarze Unii Europejskiej mogli zauważyć charakterystyczny ekran wyboru przeglądarki internetowej, w którym znalazło się 12 najpopularniejszych programów tego typu. W lipcu 2012 r. Komisja postanowiła wszcząć postępowanie wyjaśniające z uwagi na otrzymane informacje, że Microsoft uchylił się od powyższego obowiązku, gdyż komputery z dodatkiem Service Pack 1 do Windows 7 nie wyświetlały ekranu wyboru. W chwili obecnej postępowanie trwa, ale należy się spodziewać dotkliwych sankcji. Jak mówi komisarz ds. konkurencji Joaquin Almunia „We take compliance with our decisions very seriously. And I trusted the company’s reports were accurate. But it seems that was not the case, so we have immediately taken action. If following our investigation, the infringement is confirmed, Microsoft should expect sanctions”.

Trochę prawa

Prawdę mówiąc, powyższa sytuacja pod względem prawnym jest bardzo prosta. Microsoft został zobowiązany do podjęcia pewnych działań – dodajmy, że ekran wyboru przeglądarki to jego pomysł – i najwyraźniej tych obowiązków nie dopełni, zatem można oczekiwać wysokiej kary dla firmy i brak rocznych premii dla odpowiedzialnych za ten „błąd techniczny” (tak próbuje się tłumaczyć MSFT) osób. Ponieważ jednak podważany jest sens samej decyzji Komisji z 2009 r. (jak zauważył Maciej Gajewski, decyzja jest skandaliczna i absurdalna), poniżej zarysuję ramy prawne, w oparciu o które została wydana decyzja.

Podstawą prawną wskazaną w decyzji jest art. 102 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, kreujący zakaz nadużywania pozycji dominującej na rynku wewnętrznym, i wymienia przykładowe sytuacje, które mogą zostać uznane za nadużywanie pozycji dominującej. W przeciwieństwie np. do polskiej ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, nie został określony procentowy próg udziału w rynku, który pozwala domniemywać posiadanie pozycji dominującej, a każdorazowo ocena, czy przedsiębiorca spełnia ten warunek, należy do odpowiedniego organu (Komisji lub sądu). W ślad za ww. ustawą, można powiedzieć, że pozycję dominującą ma przedsiębiorca, którego sytuacja rynkowa „umożliwia mu zapobieganie skutecznej konkurencji na rynku właściwym przez stworzenie mu możliwości działania w znacznym zakresie niezależnie od konkurentów, kontrahentów oraz konsumentów”.

W momencie wydania decyzji, systemy Microsoftu były zainstalowane na ok. 90% komputerów na świecie. Samo posiadanie tak znaczącej przewagi nad konkurencyjnymi podmiotami nie jest w żaden sposób zakazane (co poniekąd sugerują internauci twierdzący, że Unia Europejska karze tych, którym udało się odnieść sukces, co nie znajduje oparcia w prawie ani faktach). Wątpliwości Komisji dotyczyły tego, czy dominacja Microsoftu na rynku systemów operacyjnych nie naruszyła konkurencji na rynku przeglądarek operacyjnych. W trakcie postępowania stwierdzono, że aplikacja Internet Explorer, będąca osobnym produktem, jest na tyle integralną częścią systemu, że jej usunięcie zarówno przez producentów komputerów, jak i użytkowników końcowych, jest po prostu niemożliwe, zarówno ze względów technicznych, jak i prawnych (zapisy licencji). W tym miejscu pragnę tylko przypomnieć, że w momencie wszczęcia postępowania przez Komisję w 2009 r. nie był dostępny Windows 7, w którym wprowadzono możliwość odinstalowania IE. Dostępność IE na każdym komputerze z systemem Windows spowodowała, że producenci aplikacji i witryn internetowych dostosowywali swoje produkty pod kątem zgodności z Internet Explorerem (sądzę, że o kwestii zgodności IE6 ze standardami W3C na tej stronie nie muszę wspominać).

Część z Was może zakrzyknąć: przecież użytkownik może bez problemów sam ściągnąć i zainstalować dowolną przeglądarkę, a dowodem na to jest fakt, że od lat udział Internet Explorer na rynku stale i systematycznie maleje. Komisja uwzględniła i te wątpliwości w treści decyzji; zgodnie z przeprowadzonymi na potrzeby KE badaniami wśród użytkowników systemu Windows, blisko połowa użytkowników systemu oraz 2/3 użytkowników IE nigdy nie ściągnęła konkurencyjnej przeglądarki, głównie z braku chęci, ale spora część z nich obawiała się korzystania z innych programów albo nie potrafiła tego zrobić.

W toku postępowania wyjaśniającego, Microsoft przedstawił swoją wersję rozwiązania problemu, tj. wprowadzenie ekranu wyboru przeglądarki. Takie zobowiązania prywatnego podmiotu mogą stać się podstawą treści decyzji na mocy art. 9 ust. 1 rozporządzenia 1/2003, i takie też było rozstrzygnięcie w omawianej sprawie.

Istotny jest fakt, że ekran wyboru przeglądarki musi być dostępny przez okres 5 lat od daty przyjęcia decyzji, tj. aż do 16 grudnia 2014 r. Pacta sunt servanda (łac. umów należy dotrzymywać), zwłaszcza, jeśli zobowiązanie nabiera dodatkowej mocy prawnej w drodze jej potwierdzenie przez akt prawa, jakim jest decyzja Komisji Europejskiej. W tym kontekście argument, że „prawo nie działa wstecz”, jakiego użył Maciej Gajewski, jest nie na miejscu – „kara” (oczywiście to skrót myślowy, nie jest to kara jako pojęcie prawne) zawsze dotyczy wydarzeń, które miały już miejsce. Sytuacja, w której Internet Explorer nie jest już najpopularniejszą przeglądarką świata, nie zmienia faktu, że swoją wcześniejszą pozycję zawdzięczał on m.in. nieuczciwym działaniom Microsoftu, mającym na celu nachalną promocję swojej przeglądarki („follow the [Internet Explorer] strategy wherever appropriate”, cytat z wiadomości przesłanej w styczniu 1999 r. pocztą elektroniczną do B. Gatesa przez M. Bay’a, pracownika MSFT). O tym, jakie skutki miały te działania dla rynku przeglądarek internetowych nie muszę chyba wspominać – webmasterom konieczność doprowadzania swoich projektów do zgodności z IE6 śniła się po nocach i powodowała wymierne straty finansowe (na co również zwróciła uwagę Komisja w treści decyzji).

A na horyzoncie pojawiła się niedawno kwestia przeglądarek dla interfejsu Metro w nadchodzącym wielkimi krokami systemie Windows 8 oraz RT, zatem można oczekiwać kolejnych wieści z frontu cichej wojny między Komisją a Microsoftem…

Post scriptum. To mój pierwszy tekst traktujący o prawie, adresowany do nie-prawników. Mam nadzieję, że udało mi się przedstawić spór o Internet Explorera w nieco głębszym kontekście. Jeśli macie jakiekolwiek pytania z tym związane – zapraszam do komentowania. Planuję też następne artykuły, za wszelkie sugestie będę wdzięczny, i postaram się je uwzględnić.

Dołącz do dyskusji

Advertisement