Apple nie chce już ekologicznych certyfikatów, jego produkty są na to zbyt fajne

11.07.2012
Apple nie chce już ekologicznych certyfikatów, jego produkty są na to zbyt fajne

Apple nie chce już ekologicznych certyfikatów, jego produkty są na to zbyt fajne

Apple jest zdania, że robi dostatecznie dużo dla środowiska, by nie być pod tym kątem nadzorowanym. Nie będzie już dbał o certyfikaty ekologiczne EPEAT. Twierdzi, że kryteria są przestarzałe. Czy na pewno o to chodzi?

Jeżeli czytasz Spider’s Web to w jakimś stopniu pasjonujesz się elektroniką użytkową. Jeżeli jesteś nieco bardziej świadomą osobą, to zapewne wiesz, jak wiele toksycznych odpadów powstaje przy ich produkcji. Niestety, twój Zenbook, Lumia, Macbook czy Galaxy czy czego tam używasz powstał kosztem jakiejś małej cząstki naszej planety. I tak jak wpływ człowieka na kondycję naszej planety jest jeszcze dyskusyjny, tak to, że produkcja elektroniki użytkowej jest jednym z najbardziej „brudnych” przemysłów naszej cywilizacji, to już jest fakt bezdyskusyjny,

Z tego powodu w 2001 roku powołano do życia standard Electronic Product Enviromental Assessment Tool (EPEAT). Jeżeli produkt spełnia osiem wyznaczonych kryteriów, może otrzymać ów certyfikat. Apple od lat się o niego starał, obecnie 39 desktopów, notebooków i monitorów z Cupertino może się nim pochwalić.

Gigant teraz zmienia zdanie. Zażądał usunięcia z EPEAT wszystkich jego produktów. Powód? Nowe procesy technologiczne nie spełniają kryteriów certyfikatu. Przykładem jest tu chociażby nowy Macbook z ekranem Retina, w którym bateria jest przyklejona do obudowy, nie można więc jej oddać do recyclingu.

To odważna decyzja. Pomijając względy PR-owe, hipsterów, wegan i inne różne ciekawe subkultury interesujące się środowiskiem naturalnym, Apple może mieć problem z tego tytułu jeśli chodzi o wyniki sprzedaży również patrząc na „postronnych” klientów. Dla przykładu, rząd federalny Stanów Zjednoczonych, według obowiązującego prawa, zobowiązany jest do zakupu towarów z certyfikatem EPEAT (konkretniej: 95 procent zakupionych produktów musi posiadać ów certyfikat). Jego brak może wymusić władze do zmiany dostawcy sprzętu komputerowego. To samo dotyczy ponad 25 procent szkół wyższych, które mają identyczne wymagania (a 75 procent uczelni preferuje w wyborach sprzęt z EPEAT).

Apple twierdzi, że wymogi EPEAT są… nieadekwatne. – Apple stosuje kompleksowe podejście do mierzenia swojego wpływu na środowisko, a każdy z naszych produktów spełnia najsurowsze standardy wydajności energetycznej wyznaczone przez rząd Stanów Zjednoczonych, Energy Star 5.2. Jesteśmy również liderem branży poprzez informowanie ile gazów cieplarnianych emituje każdy nasz produkt, a nasze produkty są lepsze również i w innych dziedzinach ekologicznych, takich jak zredukowanie wykorzystania materiałów toksycznych, czego EPEAT nie sprawdza – czytam w oświadczeniu Apple’a.

Ciężko mi oceniać słuszność decyzji Apple’a. Wiedza o środowisku to coś, z czego szkolą się eksperci (nie mylić z ekoterrorystami), więc nawet nie próbuję wydawać osądu. Jedno jest pewne: moda na ekologię trwa. Ciekawe, co konsumenci wybiorą: podążanie za modą i słuchanie, jakie to Apple jest „fe”, czy też podążanie za inną modą… na Apple’a.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Tagi: ,

Dołącz do dyskusji

Advertisement