Diablo III ma daleko do ideału. Dobrze, że to się zmienia

29.06.2012
Diablo III ma daleko do ideału. Dobrze, że to się zmienia

Diablo III ma daleko do ideału. Dobrze, że to się zmienia

Blizzard z całą pewnością jest wydawcą jednych z najlepszych gier komputerowych w historii. Hity takie jak serie Warcraft, Starcraft oraz Diablo z całą pewnością są ulubionymi tytułami wielu czytelników Spider’s Web. Sądzę jednak, że Diablo III było pierwszym tytułem, które przerwało dobrą pasję „Zamieci”.

Nie zrozumcie mnie źle, sam jest fanem Diablo. W pierwszą i drugą część tej gry zagrywałem się jak oszalały, na trzecią czekałem z wypiekami na twarzy, aż kupiłem ją (w edycji kolekcjonerskiej) niecały kwadrans po premierze. Pierwsze dwa tygodnie były po prostu ekscytacją tym tytułem. Jednak uczucie to coraz szybciej zmienia się w zażenowanie i żal wydanych 350 złotych. Pierwszym zgrzytem w dystrybucji Diablo III był praktyczny brak gier na rynku blisko przez trzy tygodnie. Osoby, które nie kupiły pudełkowej wersji gry, mogły tylko cieszyć się jej wersją internetową kosztującą 260 zł (Diablo III w pudełku kosztuje 200 zł). Widać, że CD Projekt nie docenił zainteresowania tym tytułem, nakład sprzedażowy rozszedł się w zamówieniach przedpremierowych i w dniu premiery.

Drugą niedogodnością były trwające kilkanaście dni problemy z dostaniem się na serwer. Oczekiwanie było naprawdę długie i niestety nie zawsze kończyło się tak, jakbyśmy chcieli. Nie po to wydaję ciężkie pieniądze na grę, żeby nie móc w nią grać. Winą tylko i wyłącznie Blizzarda jest to, że miał za mało serwerów lub były one za słabe. Pozostaje mi się cieszyć, że nie jestem Koreańczykiem. Na azjatyckich serwerach przez długi czas prawdopodobieństwo spotkania prawdziwego gracza swego czasu graniczyło z cudem. Wiele osób korzystających z Diablo było tzw. farmerami, którzy tylko zbierali przedmioty i złoto w celu wymiany na realną gotówkę. Nie byli oni skłonni do współpracy, gra z nimi nie miała nic wspólnego z rozrywką grupową.

Z tego powodu Blizzard w wersjach cyfrowych gry wprowadził ograniczenie, które pozwala przez trzy dni na granie w wersję demonstracyjną produktu, czyli przejście połowy pierwszego aktu (w grze są cztery akty) i osiągnięcie 13 z 60 poziomów. Takich wpadek nie spodziewa się po produkcie, który kosztuje 200 (lub nawet 260) zł.  Czemu przez 72 godziny mam mieć ułamek funkcjonalności gry? Powtórzę: Bardzo drogiej gry.

Na to wszystko mógłbym przymrużyć oko, gdyby była jakakolwiek możliwość gry w trybie offline. Rozumiem, że internet jest dostępny na całym świecie i niemal każdy z niego korzysta, ale jest ogromne grono ludzi, które nie potrzebuje nikogo do cieszenia się rozgrywką, sam do niego należę. Skoro Blizzard pozwolił na tworzenie gier prywatnych, to czemu nie może pozwolić na granie bez internetu. Diablo III nie jest grą MMO, a po prostu hack&slashem. System zastosowany w drugiej części Diablo był o niebo lepszy i mógł zadowolić każdego gracza.

Jednym z głównych powodów mojej niechęci do Diablo III był niedostosowany poziom trudności. Poziom normalny (najniższy) sprawił, że niemal spałem przed klawiaturą. Tylko ciekawa fabuła i nagły zwrot akcji pod koniec gry zachęciły mnie do przejścia całej gry. Na poziomie Koszmar i Piekło fabuła była już mi dobrze znana i nie zaskakiwała mnie, jednak poziom trudności był tu na tyle wyważony, że aż chciało się grać w ten tytuł. Problem nadchodził po przejściu Piekła. Ostatni poziom, Inferno, jest niemal niemożliwy do grania. Nasza postać ginie w nim co chwilę. Wielu znanych mi graczy nawet po zdobyciu maksymalnego, 60 poziomu, nadal gra na Piekle. Inferno przerasta niemal każdego. Przed premierą gry twórcy chwalili się, że wzięli największych maniaków Diablo, kazali im grać przy ciągłym podwyższaniu poziomu trudności, a gdy nie dawali już rady… podwyższyli poziom trudności dwukrotnie. Ich zdaniem gracze tak szybko się uczą, że Inferno nie powinno sprawić im problemów. Teraz wycofują się z tej opinii, ułatwiając grę na najwyższym poziomie trudności (powoduje to patch 1.03).

W drugiej części Diablo urzekł mnie otwarty świat, którego tutaj brak. Zadania można wykonywać tylko liniowo. Jeżeli zdecydujemy się na wykonanie danego zadania, to nie będziemy mogli nagle zawrócić się, by zabić wcześniejszego Bossa. Co prawda wpływa to dobrze na fabułę gry, jednak, na Boga, fabułę przechodzi się tylko raz. Potem chodzi tylko o poznawanie świata gry, znajdowanie przedmiotów i zabijanie wszystkiego, co się rusza. Zabieg popełniony przez Blizzard był potrzebny graczom mniej więcej w tym samym stopniu co rybie ręcznik.

Teraz najmniej istotna rzecz, na którą ja jednak zwracam uwagę, czyli grafika. Gra wygląda po prostu brzydko. Zdaję sobie sprawę, że najważniejsza jest grywalność, jestem też świadom tego, że dzięki byle jakiej grafice gra może działać nawet na Ultrabookach i komputerach wyposażonych w platformę AMD Brazos. Mimo to po hicie wymagam, by po uruchomieniu na najwyższej klasy sprzęcie wyglądał jak dzieło sztuki. Zresztą, pal licho efekty graficzne. Kolorystyka gry jest przesłodzona i zbyt komiksowa. Po walącym się świecie i najeździe armii piekieł oczekuję ognia, krwi, potu i nieustających krzyków, a nie kanciastego, czyściutkiego bohatera biegnącego wśród traw. Gra przez to zupełnie traci klimat i staje się kolejnymzwykłym hack&slashem, a nie ich królem.

Moimi oczami Diablo III wygląda właśnie tak.

Reasumując, Blizzard i CD Projekt popełnili wiele błędów przy premierze Diablo i zaraz po niej. Cieszy fakt, że prawie wszystkie z nich są systematycznie naprawiane. Nie opuszcza mnie jednak wrażenie, że ktoś wydał produkt niedokończony, publiczną betę, którą my wszyscy testujemy, a która okaże się bardzo dobrą grą dopiero za jakiś czas, być może przy okazji premiery wersji konsolowej. Staram sam siebie oszukiwać, gdy moje serce mówi mi, że może Torchlight będzie lepszy od starego, dobrego Diablo. Mój rozum jednak twardo stoi na ziemi  i z uporem maniaka powtarza „Nic z tego”.

Kiedy doczekamy się hack&slasha lepszego od drugiego Diablo? No kiedy?!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji