Wszyscy kłamią w CV – nowy szef Yahoo nie był gorszy

04.05.2012
Wszyscy kłamią w CV – nowy szef Yahoo nie był gorszy

Wszyscy kłamią w CV – nowy szef Yahoo nie był gorszy

W moim CV napisałem, że znam norweski, a moją pasją są kastaniety. Przemek Pająk chłonął wszystko jak leci (“dokładnie kogoś takiego szukaliśmy!!!”). Ale skoro w swoich zawodowych podsumowaniach kłamać mogą byli prezydenci, szefowie gigantycznych korporacji i nikt tego nie sprawdza, to kto by się przejmował zawodnikami z góra piątego planu. Do czasu.

Scott Thompson, obecny szef Yahoo!, ma nie lada problem. W swoim CV troszeczkę bowiem koloryzował odnośnie wykształcenia. Uczelnię wprawdzie wpisał jeszcze słuszną, ale zdecydowanie pomyliło mu się z kierunkami studiów. I może nawet nie byłoby w tym nic złego, znam wielu magistrów, którzy nie do końca wiedzą z czego się właśnie obronili, gdyby nie fakt, że na uczelni Thompsona kierunku “informatyka” po prostu nie było.

Umówmy się, że dla człowieka, który dopiero co zarządzał PayPalem, a w Yahoo pracuje od początku 2012 roku, CV oraz wykształcenie informatyczne nie jest aż tak istotnym elementem. Dość wspomnieć Steve’a Jobsa, Billa Gatesa czy Marka Zuckerberga, którzy zgodnie rzucili kwestię edukacji w kąt i nigdy nie słyszałem, by z tego powodu narzekali. Thompson popełnił jednak kilka wpadek w ustosunkowywaniu się do całej sytuacji.

O swojej wpadce napisał rękami PR-owców “nieumyślna pomyłka”. Miejmy nadzieję, że szef Yahoo! w przyszłości aplikując do nowej pracy nieumyślnie nie pomyli się  wpisując na przykład, że zarządzał Google albo Microsoftem.

Jest to wszakże możliwe i to szybciej niż myślimy, ponieważ zgodnie z regulaminem funkcjonującym w Yahoo!, Thompson za swoją “nieumyślną pomyłkę” powinien podać się do dymisji. Wygląda też na to, że sprawa nie ujdzie mu na sucho, ponieważ w trybie pilnym zebrała się lokalna komisja etyki.

Osobną chwilę radości miał Michael Arrington, były szef TechCrunch, który w swoim profilu LinkedIn w myśl obowiązującej tendencji wpisał sobie stanowisko nowego szefa Yahoo. Była to praktyczna realizacja tezy, że w CV możemy wpisać wszystko. Przytyk jak najbardziej zamierzony, ponieważ Arrington z Yahoo! lubi się mniej więcej tak jak… cóż, można powiedzieć, że na tle jego relacji z Yahoo!, ja jestem wielkim fanem polityki DLC od Electronic Arts.

Co jednak jest w tej historii najbardziej komiczne – o całej sprawie poinformował jeden ze znaczących udziałowców Yahoo! w ramach rozgrywek wewnątrz firmy o nieco większą władzę. Jakkolwiek by Thompsona i jego pomyłek nie oceniać, najbardziej niepoważny wydaje się w tym wszystkim holding Third Point, który tak naprawdę raczej sobie szkodzi, niż pomaga. Ale przynajmniej Yahoo!, miejsce gdzie kiedyś zaczynał się internet, znowu jest na tapecie.

Dołącz do dyskusji

Advertisement