Czy nowa aplikacja Twittera zmieni oblicze internetu? Tego internetu

02.05.2012
Czy nowa aplikacja Twittera zmieni oblicze internetu? Tego internetu

Czy nowa aplikacja Twittera zmieni oblicze internetu? Tego internetu

W minionym tygodniu premierę miała nowa mobilna aplikacja Twittera dla Androida oraz iOS. Wprowadziła kilka zmian w funkcjonowaniu programu, głównie natury kosmetycznej, a także autouzupełnianie i długo wyczekiwaną polską wersję językową. Mało kto to jednak dostrzeże, bo Polacy nie lubią Twittera.

Oczywiście uparty czytelnik mógłby wskazać, że mówię nieprawdę. Na przykład garstka programistów, której naiwnie wydaje jej się, że jest jedyną, najważniejszą i docelową grupą wypuszczania jakichkolwiek usług albo użytkownicy innych serwisów społecznościowych, które nie przyjęły się nie tylko w naszym kraju, ale i na całym świecie, którzy próbują pocieszać się dopracowywaniem do tego stanu rzeczy ideologii “elit”. Jakkolwiek trudno w to uwierzyć – nadal nie jest to jednak definicją sukcesu.

Sukcesu – dodajmy – lokalnego, ponieważ Twitter to jeden z najpopularniejszych serwisów społecznościowych świata. W Polsce, nawet jeśli ktoś ma tam konto, to przeważnie nie korzysta. Oczywiście wyjątków nie brakuje, nawet w redakcji mamy kilku nagminnych twitterowiczów, w globalnej skali nijak ma się to jednak do fenomenu Facebooka.

Powodów jest kilka. Pierwszy i kluczowy dla e-społeczności to brak ludzi oraz brak maszynki napędzającej ludzi. O ile wielu z nas do rejestracji na Naszej Klasie czy Facebooku zostało w końcu zmuszonych na skutek licznych zaproszeń, sugestii czy wreszcie społecznego wykluczenia rozmowami w “realu” z serii “a widziałeś na facebooku…”, Twitter pod tym względem kuleje zupełnie. Raz, że mało kto z niego korzysta, a dwa – zupełnie brakuje mu argumentów, byśmy w jakikolwiek sposób mogli namówić do tego przyjaciół. Efekt jest więc taki, że Twitter zmienia się raczej w prywatny pamiętniczek złotych myśli, którymi nie możemy podzielić się z większą grupą odbiorców. O ile do rejestracji na Facebooku przeważnie zmuszało nas otoczenie, Twitter jest ściśle prywatną decyzją i w Polsce – przynajmniej na chwilę obecną – z tym fantem zostaniemy sami. Nikt normalnie myślący nie chce być na serwisie społecznościowym sam.

Ta nie tyle niechęć, co kompletne zignorowanie tematu, wynika także z niewielkiej multimedialności usługi. O ile ograniczenie do 140 znaków nie jest chyba kluczową barierą dla wylewnych rodaków (dostosują się), to jednak Twitter broni się głównie treścią, podczas gdy lwia część konkurencji błyszczy, świeci, odtwarza filmy, muzykę i pozwala komentować zdjęcia. Twitter to coś zupełnie nowego, podczas gdy Facebook oparł się na mechanizmach znanych Polakom z Naszej Klasy czy Grono.net. Również nawigacja Twittera dla takiej osoby może sprawiać wrażenie niewygodnej i nieintuicyjnej.

Brakuje nam też w Polsce celebrytów i autorytetów. Wydaje mi się, że jednym z głównych wabików na Amerykanów jest fakt, że z Twittera masowo korzystają gwiazdy, a co za tym idzie – notorycznie mówią o tym media. Możliwość interakcji z nimi to niesamowita sprawa. W Polsce na Twittera sporadycznie powołuje się serwis gazeta.pl przytaczając opinie kilku dziennikarzy – i na tym w zasadzie koniec. Lokalny Twitter wykształcił własną klasę celebrytów, często już docelowo pochodzących z internetu (jak choćby Przemek Pająk, ostatnio Tomasz Machała), ale mógłbym się chyba nawet założyć, że 1, może nawet więcej, procent Polaków do Twittera przyciągnął bramkarz Wojtek Szczęsny i notoryczne wieści o jego internetowych wybrykach.

Nie chodzi o to, że Twitter nie jest dla Polaków. Wręcz przeciwnie – z całym naszym ekshibicjonizmem, perfekcyjną znajomością każdego tematu i pociągiem do filozofowania kochamy taki gadżety. Tylko, że ktoś musi nam go dobrze sprzedać. Twórcy strony/aplikacji robią co mogą, reszta pozostaje chyba w rękach… narodu. Moim zdaniem jak na razie tempo mamy kiepskie, ale już Zachód udowodnił, że dzięki oryginalnej formule Twitter przynajmniej ma szanse przetrwać obok Facebooka.

Dołącz do dyskusji

Advertisement