Chromebox, czyli po trosze do wszystkiego i do niczego

24.05.2012
Chromebox, czyli po trosze do wszystkiego i do niczego

Chromebox, czyli po trosze do wszystkiego i do niczego

Przez przypadek, zapewne ludzki błąd, do sprzedaży przed oficjalną premierą trafił Chromebox od Samsunga. Chromebox to taki nettop, tylko, że z Chrome OS. Przypadkowo wprowadzony do sprzedaży przez TigerDirect model kosztuje 329 dolarów, działa na dwurdzeniowym Celeronie 1,9GHz, posiada 4 gigabajty RAMu i jest dosyć intrygującym urządzeniem, które każe się zastanawiać czy w ogóle go potrzebujemy?

Mam mocno mieszane uczucia. Od kilku miesięcy jestem w posiadaniu Chromebooka od Samsunga, który – nie ma co ukrywać – nie jest demonem prędkości (Intel Atom N570 1,66 GHz i 2 GB RAM) i nie radzi sobie dobrze z wieloma rzeczami. Cenię go jednak za baterię, która wciąż potrafi pozytywnie zadziwić (8-9 godzin na 3G? Dla Chromebooka żaden problem!), modem 3G który pozwala na zmianę kart SIM bez wyciągania baterii czy restartowania komputera i za matowy ekran ze 16:10 (pełne słońce? Też żaden problem).

Tylko, że Chromebox to trochę inna bajka. To urządzenie z założenia stworzone do stacjonarnego podłączenia do monitora lub telewizora, mające służyć jako stacjonarny terminal dostępu do internetu z kilkoma dodatkowymi funkcjami. Chromeboksy mają być też dostępne w mocniejszych konfiguracjach z procesorami i5 i grafiką Intel HD 3000, a zresztą nawet z Celeronem prawdopodobnie eliminują problem Chromebooków z Atomem – czyli słabą wydajność.

Chromebox to małe pudełko z aż 6 portami USB, DVI/Display Port i portem Ethernet. Brakuje mu wyjścia HDMI, co zaznacza szczęśliwiec, któremu udało się kupić Chromeboxa z TigerDirect:

Wygląda to całkiem ciekawie, ciekawe tylko, jak sprawdza się w działaniu. Chrome OS to system-przeglądarka, chociaż potrafi zapisywać pliki na dysku czy rozpoznawać zewnętrzne urządzenia. Odkąd z niego korzystam zdarzało mi się zrzucać na Chromebooka zdjęcia z aparatu i telefonu, przenosić pliki na karcie SD i odtwarzać filmy z pendrive’a – wszystko działa poprawnie, choć Chromebook akurat nie poradzi sobie z filmami HD ze względu na słabą specyfikację. Mocniejsze Chromeboksy pewnie takich problemów już nie mają, a wersje sprzedażowe z dołączoną myszką i klawiaturą nie będą potrzebować, oprócz wyświetlacza, dodatkowych akcesoriów.

Przedsprzedażowy Chromebox kosztuje 329 dolarów. To wciąż taniej, niż Chromebooki, jednak wypada zastanowić się, czy warto kupić Chromeboksa? To dosyć skomplikowane. Po pierwsze i tak trzeba mieć do niego klawiaturę i myszkę oraz ekran (co może stanowić dodatkowy koszt). Jako podstawowy komputer do pracy nie do końca spełni swoją rolę, bo działania wyłącznie w chmurze wciąż funkcjonalnością nie umywają się do tych natywnych – choćby poważniejsze działania na dokumentach. Może prosty komputer dla osób, które i tak siedzą tylko w internecie? To już bardziej – Facebook, Google Docs, YouTube, serwisy, chmura… To na Chromeboksie się sprawdzi świetnie.

Ja za to poważnie zastanowiłabym się nad Chromeboksem jako urządzeniem, które na stałe będzie podłączone do telewizora i służy do pełnego przeglądania zasobów sieci. Smart TV itp. to bardzo fajna sprawa, zapewnia dostęp do dedykowanych serwisów i aplikacji, ale przeglądarki telewizorów czy dodatkowych urządzeń w stylu Google TV albo wcale nie istnieją, albo są bardzo ograniczone. Chrome OS może zapewnić pełen, prawdziwy dostęp do internetu, łącznie z Flashem (no może jedynie bez Silverlighta).

I to wcale nie jest takie głupie. Wprawdzie cena jak na taki telewizyjny dodatek nie jest mała, za to wszystko działa “prosto z pudełka”, jest malutkie, obsługuje dodatkowe urządzenia, synchronizuje się z kontem Google’a i jest po prostu wygodne. Martwi za to brak HDMI, ale może zostanie to dodane…

Osobiście nie widzę niestety innego zastosowania, które nie byłoby bardziej naciągane. A jak wygodny jest telewizor z pełnoprawnym Chrome’em mogę powiedzieć osobiście – od kilku dni mam okazję z takowego korzystać. Wprawdzie to wersja mocno budżetowa, bo stworzona z trzyletniego netbooka ze zbitą matrycą, podłączonego na stałe do telewizora, z zainstalowanym Ubuntu i przenośną klawiaturką (swoją drogą – genialny gadżet do “internetowego” telewizora cy zdalnego oglądania filmów na komputerze!), ale pozwala na wejście na strony i w nawet komfortowe ich czytanie, obejrzenie filmów na YouTube, pogranie w gierki flashowe czy posłuchanie muzyki z Deezera (a nawet obejrzenie zdjęć z dysku). Wprawdzie jakość świetna to to nie jest, ale…

Stary netbook, Ubuntu, telewizor... Chromebox sprawdziłby się lepiej

Ostatnio jeden z moich ulubionych gadżetów. Miniklawiaturka, wszystko działa!

Gdybym miała wolne 1200 złotych, z którymi nie wiedziałabym, co zrobić, to pewnie kupiłabym Chromeboksa. Tego z Celeronem, po to, żeby podłączyć go właśnie do telewizora i może czasem nawet w innym pokoju na szybko do monitora. Na pewno sprawdzałby się lepiej, niż stary Aspire One. Fanaberia, ale Chromebox jest po trosze do wszystkiego i do niczego.

Dołącz do dyskusji